Elektromobilność z ograniczoną odpowiedzialnością
To nie brak ładowarek na trasach ani cena samochodów elektrycznych są największym problemem. Wyzwaniem jest stan sieci, które muszą wytrzymać przepływ większej ilości prądu
- Dziesięcioletni harmonogram projektu rozwoju elektromobilności daje sieciom dystrybucyjnym niskiego i średniego napięcia czas na to, by dopasować się do wyzwania, jakim jest ładowanie pojazdów elektrycznych w centrach miast - mówił DGP Michał Kurtyka, wiceminister energii, tłumacząc, na jakiej podstawie rząd przyjął założenia mówiące o tym, że w 2025 r. będzie jeździć po Polsce milion aut na prąd. Projekt ustawy dotyczącej elektromobilności i paliw alternatywnych jest obecnie na etapie konsultacji międzyresortowych i społecznych, które potrwają do końca maja. Konkurs na karoserię dla polskiego samochodu elektrycznego ma być z kolei rozstrzygnięty w połowie roku. A budować mają go polskie firmy energetyczne, które powołały do życia spółkę ElectroMobility Poland.
I na razie po tej stronie to by było na tyle. Po drugiej stronie, czyli w spółkach energetycznych, wyzwanie jest ogromne. Nie chodzi bowiem jedynie o większą produkcję prądu czy przygotowanie odpowiedniej struktury umożliwiającej ładowanie, według założeń resortu energii, w wariancie bazowym liczącej ponad 6 tys. punktów. Wyzwaniem jest modernizacja i rozwój sieci.
Na przykład Energa w swojej nowej strategii zapowiedziała, że do 2025 r. na inwestycje w sieci dystrybucji przeznaczy w sumie 13 mld zł. Z tej puli 5 mld zł zostanie wydane na poprawę niezawodności dostaw. 4,5 mld zł to wydatki związane z przyłączeniami odbiorców. W PGE Dystrybucja do 2020 r. roczne nakłady na inwestycje w sieci wyniosą 1,5-1,7 mld zł. Enea Operator tylko w ubiegłym roku na realizację inwestycji w sieci przeznaczyła ponad 900 mln zł. Wybudowanych zostało ponad 250 km linii wysokiego napięcia i siedem stacji elektroenergetycznych wysokiego napięcia o strategicznym znaczeniu. Tauron Dystrybucja na lata 2016-2019 zapowiedział budowę 5 tys. km linii elektroenergetycznych różnych napięć oraz 1,5 tys. stacji elektroenergetycznych, a także modernizację ponad 16 tys. km linii i ok. 3,5 tys. stacji. O jakiej skali działania jest mowa? Z raportu Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej wynika, że łączna długość linii energetycznych w Polsce wynosi 831,7 tys. km - można by więc nimi opleść kulę ziemską na równiku 21 razy.
Bez rozwoju sieci elektroenergetycznych projekt rozwoju elektromobilności nie ma racji bytu, dlatego podejmowane działania muszą być realizowane jednocześnie, kilkutorowo. - Skalę rozwoju sieci ładowarek instalowanych do 2025 r. można porównać do 540 MW mocy zainstalowanej - mówi Jan Dziekoński, starszy menedżer w grupie energetycznej PwC, która szacuje, że po 2025 r. krajowe spółki energetyczne na rozwoju elektromobilności mogą zyskiwać nawet do 2 mld zł rocznie dzięki sprzedaży energii elektrycznej, dystrybucji i posiadaniu infrastruktury ładującej. 540 MW to moc średniej wielkości bloku energetycznego. Dla porównania dziś łączna moc zainstalowana wszystkich siłowni w Polsce to ok. 40 tys. MW. - 540 MW to moc odpowiadająca przyłączeniu do sieci ok. 50 tys. mieszkań. Wielkością odpowiada to miastu o rozmiarze Opola czy mocy elektrowni Porąbka-Żar - tłumaczy Dziekoński.
Według założeń Ministerstwa Energii do 2020 r. w 32 aglomeracjach ma powstać ponad 6 tys. zwykłych punktów ładowania samochodów elektrycznych i 400 punktów dużej mocy, z takich korzystają przede wszystkim autobusy komunikacji miejskiej. PwC szacuje, że przyjmując liczbę miliona aut elektrycznych, na polskich drogach w 2025 r. docelowo liczba ładowarek powinna być dziesięciokrotnie większa, czyli sięgnąć 60 tys., przy założeniu, że na jedną publiczną ładowarkę przypadać będzie 15-20 pojazdów. Biorąc pod uwagę przeciętne koszty wybudowania instalacji, łączne nakłady na ten cel wyniosłyby 2,1 mld zł.
Pierwsze jaskółki już są. Np. PGE podpisała listy intencyjne dotyczące budowy ładowarek. W tym roku pierwsze ruszą m.in. w Łodzi (kilka) oraz Krakowie (kilkanaście). Z kolei Energa od trzech lat prowadzi projekt eMobility badający potencjał rynku. Spółka ma obecnie siedem punktów tankowania prądu w Trójmieście, a w I kw. tego roku rozpoczęła współpracę z Fortum w zakresie wdrożenia systemu Charge & Drive umożliwiającego zdalną obsługę, monitoring oraz aktualizację infrastruktury ładowania. W kwietniu z kolei w Gdańsku spółka uruchomiła usługę tzw. car sharingu, czyli wypożyczania aut elektrycznych. Koszt za godzinę to 27 do 35 zł, bez limitu przejechanych kilometrów. Tauron z kolei zaangażowany jest obecnie w rozwój miejskich autobusów na prąd - technologię ładowania testuje od ubiegłego roku wspólnie z Przedsiębiorstwem Komunikacji Miejskiej w Jaworznie, gdzie jeżdżą takie pojazdy i gdzie w przyszłym roku połowa transportu publicznego ma być elektryczna.
@RY1@i02/2017/090/i02.2017.090.21400020b.801(c).jpg@RY2@
W 2025 r. po Polsce ma jeździć 1 mln aut elektrycznych
Karolina Baca-Pogorzelska
@BacaPogorzelska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu