Aby nie zabrakło nam energii
W każdym exposé każdego premiera zawsze znajduje się wątek bezpieczeństwa energetycznego. Nieprzypadkowo, bo to kwestia strategiczna. Nie chodzi bowiem tylko o gospodarkę, ale o politykę w jej największym wymiarze. Dziś to być albo nie być
Bezpieczeństwo energetyczne to nie tylko dyskusja o nowych blokach wytwórczych czy rurociągach. To coraz bardziej istotna kwestia geopolityczna. Dlatego ta tematyka jest coraz częściej poruszana w gremiach całkiem niegospodarczych. Dość wspomnieć, że warszawski szczyt NATO przed dwoma laty przedstawił rekomendacje dotyczące bezpieczeństwa energetycznego. Znalazły się tam m.in. takie zalecenia jak: dywersyfikacja zarówno dostawców surowców energetycznych, ich producentów, jak i szlaków transportowych oraz rozbudowa interkonektorów energetycznych między państwami, co ma kluczowe znaczenie dla wzmocnienia odporności krajów na polityczną i ekonomiczną presję z zewnątrz.
Dyskusja na ten temat zaczęła się zresztą znacznie wcześniej. Już 10 lat temu, w 2008 r. na szczycie Sojuszu w Bukareszcie, jego członkowie uzgodnili pierwszy raport dotyczący roli NATO w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. Przez ostatnią dekadę zarówno ta organizacja, jak i cały świat polityki (nie tylko krajowej, lecz także w wymiarze globalnym) rozmawia o tej kwestii znacznie bardziej konkretnie i znacznie bardziej zdecydowanie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.