Kryzys w gastronomii wciąż się pogłębia
Branża przewiduje, że powrót do stanu sprzed epidemii zajmie kilka lat. Jednym z powodów są nowe restrykcje związane z prowadzeniem działalności
Wraz z objęciem całej Polski żółtą strefą, nowe obostrzenia dotknęły także lokale gastronomiczne. Mowa o konieczności zapewnienia co najmniej 4 mkw. przestrzeni na jedną osobę w kawiarni czy restauracji. Zdaniem przedsiębiorców nowe wytyczne wydłużą czas odrabiania strat po wiosennym lockdownie. Szczególnie że w związku z rosnącą falą zakażeń niektórzy z nas znów ograniczają wyjścia na zewnątrz i przechodzą na pracę zdalną.
– Rynek gastronomiczny będzie się odbudowywał wiele lat i jeżeli do końca 2024 r. uda się powrócić do stanu sprzed epidemii, będzie można mówić o wariancie optymistycznym – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinksa Polska. – Nikogo nie trzeba przekonywać, że ograniczenie pojemności lokalu o 70 proc. będzie miało negatywny wpływ na sytuację ekonomiczną, tak samo jak ma to miejsce w przypadku lotów samolotami. Nie dałoby się rentownie realizować lotów wielkimi boeingami, gdyby ponad połowa miejsc nie mogła być zajęta – dodaje Adam Ringer, szef Green Caffè Nero.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.