Część przewoźników chciałaby się zatrzymać, a nie może
Obecny kryzys wymusza na branży zmiany. Jedną z nich będzie mniejsza liczba firm
Transport to jeden z najbardziej stratnych z powodu kryzysu sektorów polskiej gospodarki. Dotychczas byliśmy potentatem w Europie, przewożąc ok. 25 proc. wszystkich unijnych ładunków drogowych. W marcu, według danych z raportu Banku Pekao, 42 proc. przewoźników zgłosiło spadek przychodów przynajmniej o 40 proc. w skali roku. Kwiecień prawdopodobnie będzie jeszcze trudniejszy. W najgorszej sytuacji są wyspecjalizowane firmy. Na przykład posiadacze lawet do transportu samochodów nie mogą zmienić ich zastosowania do przewozu żywności, czyli branży, która ucierpiała najmniej.
Trzeba było zmienić też metody pracy. Poczynając od wynikających np. z konieczności nieustannego noszenia maseczek podczas wspólnego wyjazdu dwóch kierowców albo samodzielnego załadowywania towaru wózkami widłowymi, skończywszy na modelu współpracy z kooperantami. – Firmy, które mają jednego kontrahenta i udostępniają mu 10 czy 20 aut, wraz z jego stagnacją również podlegają recesji. Rzesza przewoźników, którzy do tej pory działali w stałych relacjach, dziś musi szukać kół ratunkowych z innych źródeł, np. giełd transportowych czy ogłoszeń z portali grupowych, na których często pojawiają się propozycje współpracy niewypłacalnych bądź manipulujących kontrahentów – tłumaczy Aneta Bafia, kierownik ds. Logistyki i Transportu w firmie SAWPOL z Bydgoszczy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.