Pociągi i autobusy dojadą wiele miesięcy później
W fabrykach taboru coraz większe problemy z dostawami części i absencją.
W ostatnich latach Polska stała się zagłębiem produkcji taboru dla komunikacji zbiorowej. W obliczu koronawirusa tysiące osób zatrudnionych w branży boją się o swoją przyszłość. Strach producentów powiększa nie tylko zastój w transporcie w czasie epidemii, lecz także niektóre prognozy, które mówią, że ludzie jeszcze długo nie będą tak masowo, jak dawniej, korzystać np. z kolei.
Na razie polscy producenci taboru w przeciwieństwie np. do wielu fabryk motoryzacyjnych starają się utrzymywać produkcję przy zachowaniu środków bezpieczeństwa. – Utrzymanie ciągłości produkcji jest jednak bardzo trudne. Wszystko przez zakłócenia w dostawach materiałów i niemożliwość dostawy gotowych pojazdów do wszystkich klientów – mówi Mateusz Figaszewski z podpoznańskiej fabryki Solarisa. Według niego skutki dla producenta będzie można oszacować po zakończeniu epidemii. − Opracowujemy różne scenariusze zdarzeń. W każdym z nich już dzisiaj widać negatywne efekty – przyznaje Figaszewski. Powstaje też pytanie, jak poradzi sobie właściciel Solarisa, firma CAF z Hiszpanii. W tym kraju epidemia wybuchła ze znacznie większą siłą. Przez ostatni miesiąc wartość akcji tej spółki spadła o prawie 40 proc.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.