Globalne łańcuchy to sprawa życia i śmierci
Działania władz USA w kierunku sprowadzenia produkcji na amerykańską ziemię przypominają burzenie fabryki, w której przecieka dach, zamiast próby jego naprawienia. Co gorsza, gdy rozbiórka zakładu się rozpoczęła, okazuje się, że nie ma skąd wziąć pieniędzy na nową, bo wierzyciele mają dużo wątpliwości co do wypłacalności inwestora.
W całej dyskusji o cłach kładzie się nacisk na dobra finalne, takie jak smartfony czy samochody. A to tylko mały wycinek międzynarodowych powiązań. Obecnie duża część światowej produkcji odbywa się w ramach globalnych łańcuchów wartości, a poszczególne etapy procesu wytwórczego zachodzą w różnych krajach. Uzależnienie od międzynarodowej sieci powiązań już wcześniej budziło obawy o bezpieczeństwo gospodarek, zaś zakłócenia dostaw dotykały wielu krytycznych obszarów. Jednak pewne niedoskonałości obecnego modelu nie powinny służyć jako argument za jego całkowitym zniszczeniem.
W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy, że ponad 85 proc. światowego handlu nie ma nic wspólnego z USA. To tylko część prawdy. Stany Zjednoczone są ważniejsze, niż wynika to z analizy ich udziału w imporcie i eksporcie. To, że produkcja dużej części podzespołów iPhone’a i jego finalny montaż odbywa się poza USA, nie oznacza, że procesy te są możliwe bez amerykańskiej technologii. Podobnie można spojrzeć na produkcję zaawansowanych procesorów wykorzystywanych w trenowaniu sztucznej inteligencji. To, że Nvidia nie wytwarza ich sama, lecz zleca produkcję tajwańskiej firmie, nie oznacza, że Ameryka jest w tym procesie zbędna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.