Służbowe podróże ratują hotelarzy
Toruń najbardziej znany jest z korzennych pierników, astronoma Mikołaja Kopernika, a dla tych bardziej zainteresowanych współczesnością, jako siedziba ultrakatolickiego Radia Maryja. Nie są to atuty, które mogą uczynić z miasta światową atrakcję turystyczną.
Dlatego też, gdy francuska grupa tanich hoteli B&B kładła kamień węgielny pod swój pierwszy hotel właśnie w Toruniu, liczyła przede wszystkim na lokalnych biznesmenów podróżujących służbowo, a nie na zagranicznych turystów.
– Nie jesteśmy ściśle przywiązani do turystyki. Zamiast tego polegamy na ruchu krajowym, generowanym przez osoby podróżujące w celach służbowych i osobistych – mówi Georges Sampeur, prezes B&B.
W okresie gdy wizyty zagranicznych gości są znacznie rzadsze z powodu kryzysu gospodarczego, niepoleganie na turystyce ma sens. Polska Agencja Turystyki szacuje, że w pierwszej połowie 2009 roku do Polski przyjechało 5,3 miliona turystów – o 11 proc. mniej niż rok wcześniej. W całym roku Agencja spodziewa się, że liczba turystów spadnie do 11,6 mln wobec 13 mln w 2008 roku. Hotele, które polegały na tym segmencie rynku boleśnie odczuły kryzys.
Małgorzata Chechlińska mówi, że jej grupa TRIP, która ma trzy hotele w Zakopanem i centrum konferencyjne w pobliżu Warszawy, odnotowała głęboki spadek przychodów. Górskie hotele miały w ubiegłym roku o 50 proc. mniej zagranicznych gości, a w tym roku o kolejne 40 proc.
– Nie planuję budować nowych hoteli – mówi, dodając, że była zmuszona obniżyć ceny o jedną piątą. Udało jej się ukończyć rozbudowę centrum konferencyjnego, ale miała problemy z uzyskaniem finansowania, bo po wybuchu kryzysu w zeszłym roku banki zmieniły warunki kredytowe.
– Obecnie uzyskanie kredytu na nową inwestycję jest prawie niemożliwe – mówi.
O ile droższe hotele i te położone w miejscowościach turystycznych cierpią z powodu kryzysu, jedno- i dwugwiazdkowe obiekty nastawione na polskich biznesmenów w podróży radzą sobie lepiej. Olivier Derycke, wiceprezes ds. międzynarodowych we francuskiej grupie hotelowej Louvre Group – mówi, że 10 hoteli jego firmy w Polsce odnotowało jedynie 10-proc. spadek przychodów. – Wciąż mamy wielkie ambicje co do Polski, choć w przyszłości będziemy ostrożniejsi – mówi.
Wyższy segment polskiej branży hotelarskiej – cztero- i pięciogwiazdkowe hotele w największych miastach – jest dobrze rozwinięty. Istnieje natomiast pole ekspansji w dolnej części rynku. Accor, kolejna francuska grupa hotelowa, także koncentruje się na sektorze budżetowym.
Obecnie jedynie zaledwie około 1 proc. hoteli budżetowych w Polsce należy do sieci, podczas gdy we Francji ponad 25 proc., a w USA – jeszcze więcej. Ponieważ polska gospodarka się rozwija, a małe i średnie przedsiębiorstwa dochodzą do punktu, w którym, między innymi dzięki lepszej sieci dróg, coraz częściej wysyłają pracowników w podróże służbowe, prawdopodobnie będą szukać tańszych hoteli o zasięgu krajowym.
– Planujemy mieć 10 hoteli tak szybko, jak to możliwe – mówi Sampeur. – Tu jest tak mało sieci, że potencjał wzrostowy jest ogromny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.