Europejskie rządy dopłacają do zakupu nowych aut
Według ACEA (ang. European Automobile Manufacturers Association) programy premiujące zakup nowego samochodu i zutylizowanie starego wystartowały już w 11 krajach Europy, w tym m.in. na Cyprze, we Francji i Włoszech oraz w Austrii, Niemczech, Luksemburgu, Portugalii, Rumunii i Hiszpanii. Z jednej strony mają one rozruszać sprzedaż aut, z drugiej zaś zmniejszyć nieco średni wiek samochodów poruszających się po drogach.
Niemiecka hojność
Niemcy w tym względzie okazali się najbardziej szczodrzy w Europie. Od razu zdecydowali się dopłacać 2500 euro do każdego nowego auta, jeżeli w rozliczeniu pozostawia się przynajmniej 9-letni pojazd osobowy, który wcześniej użytkowało się przez minimum rok. Początkowo przeznaczono na ten cel 1,5 mld euro, ale wkrótce Federalny Urząd Gospodarki i Kontroli Eksportu zdecydował się podwyższyć tę sumę do imponujących 5 mld euro. Jak nietrudno wyliczyć, kwota ta pozwoli na wypłatę premii dwóm milionom chętnych do zakupu nowego samochodu. O ile w Polsce liczba taka wydaje się abstrakcyjna, o tyle w Niemczech jest całkiem inaczej, bo tam miesięcznie sprzedaje się tyle aut, co u nas w całym roku.
Nie dziwne więc, że uzyskawszy tak dobre warunki, pragmatyczni Niemcy wręcz rzucili się do salonów. W konsekwencji już do połowy marca kupiono prawie 200 tys. aut z dopłatami, zaś sprzedaż w maju okazała się rekordowa: w porównaniu z tym samym miesiącem sprzed roku wzrosła o 40 proc., do 390 tys. pojazdów. Tak dobrych wyników niemiecka motoryzacja nie odnotowała już od przeszło dekady.
Jednak program ten potrwa zaledwie kilka miesięcy. W ogromnej większości nie przyciągnie on nowych klientów, ale jedynie przyspieszy decyzję o zakupie. Najpewniej będzie więc tak, że za rok kryzys na rynku motoryzacyjnym będzie większy niż ten z końca 2008 roku. Chyba że kryzys minie, a na zakupy wybiorą się firmy.
Brytyjskie pół na pół
Dopłacają i inne rządy. Jeden z najkorzystniejszych dla klientów programów wprowadzili Brytyjczycy. Tam, pozbywając się 10-letniego (lub starszego) auta, można liczyć na 2 tys. funtów, przy czym tylko połowę tej sumy przekazuje rząd, resztę zaś musi wyasygnować sam producent. Stąd konieczność zarejestrowania się w ramach tego rządowego programu, z czego jednak skorzystała większość wytwórców samochodów. Przy czym obok popularnych marek takich, jak BMW, Fiat, Citroen, Renault lub Toyota, są i bardziej nobliwi producenci tacy, jak Bentley, Rolls-Royce bądź nawet London Taxis International – znany wytwórca charakterystycznych, londyńskich taksówek.
Zainteresowanie jest spore, bo z wprowadzonego w połowie maja programu skorzystało w zaledwie dwa tygodnie aż 35 tys. osób. Za wcześnie jednak na poprawę statystyk. W maju sprzedaż samochodów w Wielkiej Brytanii nadal spadała, już 13 miesiąc z rzędu. Zamówione auta są jednak dopiero rejestrowane i pierwszy wzrost zapewne zostanie odnotowany już w czerwcu tego roku.
Trzeba mieć pieniądze
Przykłady te pokazują, że mimo różnych nieprzewidzianych zjawisk, dopłaty do nowych aut pomagają jednak rozruszać rynek motoryzacyjny. Tyle że w Polsce nie ma to większego sensu. Głównie dlatego, że u nas i tak większość amatorów motoryzacji zdecyduje się na tanie, używane auto sprowadzone z Zachodu. Na wydatek rzędu 40–50 tys. zł., nawet z dopłatą, mało kogo stać. A już na pewno nie tych, którzy w garażu trzymają 10-letniego Golfa lub Cinquecento.
– 2500 euro za auto 9-letnie lub starsze, łącznie 5 mld euro
– 1000 euro za auto 10-letnie lub starsze, dodatkowe 700 euro, gdy kupowany samochód emituje mniej niż 120 g/km CO2
– 2000 funtów za auto 10-letnie lub starsze (1000 funtów od rzadu i drugie tyle od producenta nowego pojazdu), w sumie 300 mln funtów
– 1000 euro za auta 10-letnie lub starsze
– nieoprocentowany kredyt do 15 tys. euro, tylko na auta przyjazne dla środowiska
– od 1000 do 1500 euro za auto 10-letnie lub starsze, w sumie 33 mln euro
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.