Największe podwyżki otrzymają pracownicy budownictwa
Płace w przyszłym roku w sektorze przedsiębiorstw nie będą dynamicznie rosnąć.
Najwięksi optymiści wśród ekspertów, z którymi rozmawiał DGP, spodziewają się wzrostu o 5 proc. Większość prognoz zakłada niespełna 3-proc. wzrost.
- Pensje w firmach zwiększą się zapewne średnio o około 2,8 proc., a w całej gospodarce narodowej można założyć wzrost o 3 proc. Na dużą zwyżkę płac w sektorze publicznym nie ma co liczyć - wiemy, jaka jest sytuacja budżetowa. Zwiększą się te wynagrodzenia, które zostały wynegocjowane wcześniej, np. nauczycieli - mówi Marcin Mrowiec, ekonomista Pekao.
Eksperci są niemal jednomyślni: na największe podwyżki będą mogli liczyć pracownicy wyspecjalizowanych firm budowlanych. Takich, które realizują duże kontrakty rządowe, np. na budowę dróg. Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku, wskazuje, że ta branża ma ciągle za mało pracowników.
- To będzie główna przyczyna wzrostu wynagrodzeń - dodaje.
Eksperci są zdania, że budowlanka powinna przynajmniej utrzymać tegoroczne tempo wzrostu płac. A to oznacza zwyżkę o około 5 proc. Dziś średnia pensja brutto w tej branży to ponad 3,6 tys. zł brutto.
Według Adama Czerniaka na podwyżki mogą też liczyć pracownicy sektora finansowego.
- W tym roku ta branża przechodziła ciężkie chwile. Ale okres zwolnień w bankach mamy już chyba za sobą. Spodziewam się, że od połowy 2010 roku wynagrodzenia w finansach zaczną rosnąć. W skali roku ten wzrost może wynosić nawet 8 - 10 proc. - mówi ekonomista.
Przeciętnie pracownicy sektora finansów zarabiają obecnie około 5,8 tys. zł brutto.
Rozmówcy DGP uważają, że na duże podwyżki nie powinni natomiast liczyć zatrudnieni w niektórych gałęziach przemysłu: np. w motoryzacji.
- Rok 2010 może być trudny dla tego sektora - mówi Adam Czerniak.
Marcin Mrowiec dodaje, że także producenci dóbr inwestycyjnych raczej nie będą zwiększać wynagrodzeń: firmy nie wykorzystują w tej chwili pełnych mocy wytwórczych, więc raczej nie będą inwestować. Poza tym podwyżek nie będzie też w sektorach producentów niektórych dóbr konsumpcyjnych, jak sprzęt AGD i RTV.
- Tam trzeba się za to liczyć z mocniejszymi niż średnia redukcjami nie tylko pensji, ale i zatrudnienia - uważa Marcin Mrowiec.
Marek Chądzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu