Dziennik Gazeta Prawana logo

Bakalland: z kawalerki na pozycję lidera rynku

29 czerwca 2018

Kiedy Bakalland ponad 1,5 roku temu składał wniosek o unijną dotację, zaliczany był jeszcze do średnich firm. 7,8 mln zł dofinansowania otrzymał już jako duża spółka, zatrudniająca ponad 550 osób, i lider rynku, mający w nim 24 proc. udziału.

Szef spółki Marian Owerko nie kryje, że nie spodziewał się, że spółka otrzyma pieniądze aż na 40 proc. inwestycji w rozbudowę jednego z zakładów - w Janowie Podlaskim - na którą przeznaczono 15 mln zł.

- Przywykłem już do tego, że państwo nie da nam nic za darmo i do wszystkiego musimy dojść sami. Kontakty z urzędami zawsze budziły we mnie lekką obawę - mówi prezes.

Przyznaje jednak, że współpraca z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która rozpatrywała wniosek o dofinansowanie dla Bakallandu z Europejskiego Funduszu Rolnego, pozytywnie go zaskoczyła. Tylko jedno prezes podkreśla z wyrzutem:

- Szkoda, że nie podaje się choćby szacunkowego czasu oczekiwania na decyzję. To ułatwiłoby firmom planowanie inwestycji. My czekaliśmy 1,5 roku. Otrzymaliśmy pozytywną odpowiedź cztery miesiące od zakończenia rozbudowy fabryki w Janowie Podlaskim. Podjęliśmy to ryzyko, bo i tak musieliśmy unowocześnić produkcję; nasze fabryki pracowały na 130 proc. możliwości. Większość firm zaczyna jednak działania dopiero, gdy ma już zagwarantowaną dotację - mówi prezes Bakallandu.

Chwali jednak urzędników za zdrowy rozsądek. Gdy firma złożyła wniosek o dotację, należała do średnich. Wkrótce dokonała jednak kilku przejęć i zatrudniała łącznie 550 osób.

- To mogło mieć znaczący wpływ na wielkość dofinansowania. Powstało pytanie, z którego momentu zatrudnienie należy brać pod uwagę - wspomina Owerko.

- Urzędnicy podeszli jednak do sprawy bardzo rozsądnie, rozumiejąc, że w czasie oczekiwania na dotację nie można wstrzymać rozwoju firmy - dodaje.

Dziś zakład w Janowie Podlaskim jest najnowocześniejszym kompleksem produkcyjnym na europejskim rynku bakalii. Udziałowcami Bakallandu są wciąż ci sami trzej koledzy, którzy w 1991 r., będąc za dnia wzorowymi studentami Handlu Zagranicznego na SGH, po nocach rozkręcali biznes. W 37-metrowej kawalerce na ul. Hynka w Warszawie układali świeże owoce na styropianowych tackach, by o świcie rozwozić je do sklepów.

- Zaczynaliśmy od sprzedawania owoców bezpośrednio do sklepów, a od ekspedientek dowiedzieliśmy się, że klienci dopytują się o bakalie. Z kalkulacji wynikało, że będzie to bardziej opłacalne a i wnoszenie worka ziaren, czy orzechów do mieszkania było łatwiejsze niż kursowanie z tonami jabłek i pomarańczy - wspomina Marian Owerko.

Z kawalerki studenci przenieśli biznes do kilku wagonów kolejowych, które służyły za magazyny, fabrykę i biuro. Miejsce okazało się pechowe, gdyż pewnej nocy ukradziono cały majątek. Dzięki pożyczonym od rodziny pieniądzom i kredytom zaczęli od nowa.

- Ta sytuacja nauczyła nas, że możemy na sobie polegać - mówi Marian Owerko.

Choć wspomina tamte czasy z sentymentem, to uważa, że dziś - mimo kryzysu - łatwiej jest robić biznes.

- Wtedy wprawdzie sprzedawało się wszystko. Jednak ile firm osiągnęło sukces i przetrwało do dziś - pyta.

- Obecnie klimat biznesowy jest znacznie korzystniejszy, można zbudować przedsiębiorstwo, zakładając biznes internetowy lub firmę doradczą, pomagającą w uzyskaniu dotacji, w które początkowo nie trzeba inwestować zbyt wiele. W każdych czasach można zbudować potężną firmę od zera, nawet zastanawiam się, czy obecnie nie jest łatwiej i bezpieczniej rozpoczynać biznes - podsumowuje Marian Owerko.

@RY1@i02/2009/241/i02.2009.241.130.0005.001.jpg@RY2@

Marian Owerko, prezes Bakallandu

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.