Upadek Trybuny. Jedyna lewicowa gazeta zniknęła z kiosków
Po 19 latach ukazywania się Trybuna zniknęła z kiosków. Choć wydawca dziennika tłumaczy, że za wcześnie na stypę, bo tytuł ma wrócić na rynek w lutym, większość komentarzy jest jednoznaczna: to koniec lewicowej następczyni największej gazety codziennej w PRL.
Trybuna od dawna borykała się z olbrzymimi problemami finansowymi. Ale nikt w redakcji nie podejrzewał, że jej wydawanie zostanie zawieszone. - Wszystko toczyło się zwykłym rytmem. Ta wiadomość uderzyła w nas jak bomba. Nawet nie zdążyliśmy się pożegnać z czytelnikami - opowiada jeden z pracowników redakcji.
W piątek zespół normalnie pracował nad weekendowym wydaniem. Po południu, gdy część kolumn już była w drukarni, prezes wydającej gazetę spółki Ad Novum Arkadiusz Ostrowski niespodziewanie zjawił się u redaktora naczelnego Wiesława Dębskiego i powiedział, że trzeba przerwać prace, bo gazeta się nie ukaże. Część tekstów dziennikarze zamieścili w internecie i, jak relacjonują, w grobowych nastrojach rozjechali się do domów. Wczoraj spotkali się z Ostrowskim. Konkrety jednak nie zostały przedstawione. - Dopadł nas kryzys. Zawsze udawało się przekonać wierzycieli do przesunięcia terminów, ale teraz nie byli już skłonni do kompromisów - mówi nam Wiesław Dębski.
Liczący około 30 osób zespół został wysłany na zaległe urlopy. Wydawca poinformował, że rozmowy z inwestorami cały czas trwają i dziennik wróci na rynek 1 lutego. - O inwestorach słyszymy od dwóch lat, a w kasie nie pojawiła się nawet dodatkowa złotówka - mówi jeden z pracowników Trybuny.
Widmo upadku groziło temu dziennikowi wielokrotnie. - Największe zadłużenie powstało w pierwszej połowie lat 90. - mówi Dębski. W sierpniu tego roku dług Ad Novum wobec drukarni i ZUS miał sięgnąć 12 mln zł. Sąd odrzucił jednak wniosek o upadłość wydawcy, który złożyły Zakłady Graficzne Dom Słowa Polskiego SA. Uznał, że Ad Novum nie ma środków na zabezpieczenie procesu likwidacji.
Trybuna powstała w 1990 roku, w miejsce upadłej wówczas Trybuny Ludu - głównego dziennika PZPR. Choć była spadkobiercą tytułu, którego nakład sięgał nawet 1,5 mln egzemplarzy, po transformacji nigdy poważnie nie zagroziła innym dziennikom. W ostatnich latach jej sprzedaż systematycznie spadała. Ostatnie oficjalne dane z 2006 roku mówiły o blisko 20 tys. sprzedanych egzemplarzy dziennie. Wówczas gazeta w ramach oszczędności wycofała się ze Związku Kontroli Dystrybucji Prasy.
Ratowników miała wielu. Pierwszym naczelnym Trybuny został Marek Siwiec. Obecny europoseł SLD swoim następcom zarzuca dziś, że nie potrafili wykorzystać potencjału gazety i politycznych koneksji do stworzenia silnego tytułu na rynku. - Cały czas były próby kupowania lojalności Trybuny przez polityków lewicy, ale to były tylko kroplówki. Dzięki nim można przeżyć dobę, dwie, ale nie da się postawić pacjenta na nogi - mówi Siwiec. Po nim gazetą kierowali m.in. Dariusz Szymczycha, późniejszy minister stanu w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Janusz Rolicki czy Marek Barański.
Tytuł formalnie nigdy nie był organem SLD. Ale nie był w stanie pozbyć się partyjnej etykiety. - Upadek Trybuny jest symboliczny i stanowi memento dla SLD, który tak samo pozostaje zakładnikiem pewnej epoki. Epoki wyjścia z PRL - przyznaje Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny lewicowej Krytyki Politycznej.
współpraca Donat Szyller
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu