Nowy pomysł na prywatyzację: firmy w ręce pracowników
Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak przeforsował swój model prywatyzacji.
Już za kilka tygodni wejdzie w życie program, który będzie wspierał tzw. prywatyzację pracowniczą.
To oznacza, że prawo pierwokupu majątku czy jego wyleasingowania będą miały spółki pracownicze. Prywatyzacja będzie wspierana przez Skarb Państwa. Bank Gospodarstwa Krajowego będzie poręczał kredyty zaciągane przez spółki pracownicze. Będzie można się ubiegać nawet o 30 mln euro kredytu.
Ucieczka przed upadłością
Na takie wsparcie liczą pracownicy Fabryki Elektrofiltrów "Elwo" w Pszczynie. Spółkę pracowniczą powołali kilka miesięcy temu, po tym jak zarząd firmy ogłosił upadłość finansową. - Byliśmy pierwszą ofiarą opcji walutowych. Mogliśmy bezczynnie czekać na likwidację lub wziąć sprawy we własne ręce - opowiada nam Ewa Drob-Żaba, członek zarządu spółki pracowniczej. Pracownicy przygotowali biznesplan, na podstawie którego będą ubiegać się o kredyt na zakup majątku "Elwo". - Mamy wsparcie naszych działań ze strony samorządu, liczymy, że wesprze nas także rząd. "Elwo" nigdy nie przynosiła strat, ponadto to największy pracodawca w Pszczynie, zatrudnia blisko 300 osób i ma podpisane zamówienia do marca przyszłego roku - wylicza Drob-Żaba. "Elwo" na zakup majątku będzie potrzebowała ponad 30 mln zł, kilka dni temu syndyk ogłosił przetarg na sprzedaż tych aktywów. Jeżeli biznesplan przygotowany przez pracowników pszczyńskiej fabryki zostanie pozytywnie oceniony przez bank, to nie będą mieli oni problemu z otrzymaniem takiego kredytu. Program zakłada bowiem poręczenia i gwarancje Skarbu Państwa dla potrzeb prywatyzacji spółek, których kapitał sięga nawet 30 mln euro, czyli 120 mln zł. Zgodnie z rządowym programem prywatyzacji do 2012 r. prywatyzacja tej wielkości spółek miałaby przynieść do budżetu wpływy rzędu 5 mld zł. Najwięcej w przyszłym roku - 2,4 mld zł.
Do prywatyzacji część firmy
Program opracowany przez resort gospodarki zakłada też prywatyzację fragmentów przedsiębiorstw. Niewykluczone, że z takiego rozwiązania skorzysta LOT Ground Service (LGS), spółka należąca do grupy kapitałowej LOT, która obsługuje samoloty na warszawskim Okęciu. - Kiedy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z prezesem LOT o powołaniu spółki pracowniczej i tej formie prywatyzacji, to najzwyczajniej nas wyśmiał. Stwierdził, że czasy Marksa i Engelsa już dawno minęły - relacjonuje nam Małgorzata Nowotnik, pracownik LGS. Wtedy pomysł upadł, ale niewykluczone, że teraz powróci. - Ten program otwiera nam nową płaszczyznę działań. W środę lub czwartek będziemy o nim dyskutowali - zaznacza Nowotnik.
Świat już to sprawdził
Model prywatyzacji pracowniczej jest systemem sprawdzonym na świecie. Według informacji resortu gospodarki we Francji jest 2,5 mln akcjonariuszy pracowników (jeden pracownik na siedmiu jest akcjonariuszem pracownikiem). W Wielkiej Brytanii przedsiębiorstwa z udziałem własności pracowniczej generują roczne obroty w wysokości ok. 50 mld funtów. Na Węgrzech w prywatyzacji pracowniczej wzięło udział 80 tys. pracowników, a metodą tą objęto 14 proc. prywatyzowanych przedsiębiorstw. Jak ma wyglądać prywatyzacja pracownicza w Polsce? Według programu pracownicy będą musieli najpierw powołać spółkę pracowniczą lub spółkę aktywności obywatelskiej. Następnie przygotować biznesplan i uzyskać pozytywną decyzję w sprawie kredytu na jego realizację w banku komercyjnym. W takiej sytuacji Bank Gospodarstwa Krajowego wystawiałby poręczenia dla takiego kredytu. Zabezpieczeniem takiego poręczenia mogą być np. akcje nabyte w wyniku prywatyzacji przez spółkę pracowniczą lub spółkę aktywności obywatelskiej.
takie wpływy do budżetu miałaby przynieść prywatyzacja pracownicza
o taki kredyt będzie można się ubiegać. Poręczy go Bank Gospodarstwa Krajowego
Artur Grabek
artur.grabek@infor.pl
EKSPERT
Nie mam nic przeciwko prywatyzacji pracowniczej. Co więcej, jestem jej zwolennikiem. Jednak po tym programie nie spodziewam się niczego dobrego. Taka forma prywatyzacji jak każda inna powinna odbywać się na zasadach rynkowych. Tymczasem tu mamy ingerencję państwa, które chce być poręczycielem kredytów. A to oznacza, że banki udzielające takich kredytów będą mniej wnikliwie zajmowały się biznesplanami prywatyzacyjnymi, bo przecież będą miały gwarancje Skarbu Państwa. W efekcie sprywatyzowane niechlujnie przedsiębiorstwa będą padały, a płacić za to będą podatnicy. Z drugiej strony możemy być świadkami tego, że pracownicy, którzy będą mieli prawo pierwokupu, będą kupować majątek zakładu, by potem sprzedać go za wyższą cenę. Jest taka reguła Murphy’ego, że jeżeli w jakimś procesie coś może pójść źle, to na pewno pójdzie źle. Ja tę regułę rozwijam i dodaję, że jeżeli w tym procesie uczestniczy państwo, to prawdopodobieństwo, że sprawy pójdą źle, rośnie w postępie geometrycznym.
Robert Gwiazdowski
jest ekonomistą, ekspertem Centrum im. Adama Smitha
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu