Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niektóre banki coraz mocniej przykręcają akcję kredytową dla firm

19 marca 2009

Jak wynika z ubiegłotygodniowej podaży pieniądza NBP, w ujęciu miesięcznym (po wyeliminowaniu wpływu osłabienia złotego) należności od przedsiębiorstw wzrosły jedynie o 0,6 proc. (wobec wzrostu o 0,8 proc. w styczniu). Tymczasem jeszcze w połowie ubiegłego roku kredyty dla firm rosły w tempie nierzadko dwucyfrowym.

- Wstrzymywanie lub nieuzasadnione ograniczanie akcji kredytowej może szybko doprowadzić do znacznego spowolnienia gospodarki i uruchomienia spirali recesyjnej - alarmuje Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

By zmienić ten stan rzeczy, już w październiku ubiegłego roku (gdy pojawiły się wyraźne przesłanki, że światowy kryzys finansowy nie ominie i Polski) prezes Narodowego Banku Polskiego, Sławomir Skrzypek, ogłosił pakiet zaufania (chodziło m.in. o organizowanie przez bank centralny przetargów umożliwiających bankom zakup walut), który miał ożywić rynek międzybankowy, a tym samym zwiększyć skłonność banków do udzielania kredytów. Zdaniem przedsiębiorców, na niewiele się to zdało. Wręcz przeciwnie - w ostatnich miesiącach banki wyraźnie przykręciły kurek z kredytami.

- Gdy gospodarka zwalnia, a kolejne firmy mają kłopoty z obsługą istniejących już należności, naturalną rzecz jest, że i banki są dużo ostrożniejsze w udzielaniu kolejnych kredytów - tłumaczy Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Podobną diagnozę stawiają też sami przedsiębiorcy.

- Cały problem rozbija się o to, że banki nie chcą pożyczać, bo boją się o kondycję swoich klientów i rosnące ryzyko związane z udzielaniem nowych pożyczek. W sytuacji kryzysowej część tego ryzyka powinno z banków wziąć na siebie państwo, gwarantując część zobowiązań przedsiębiorstw. To powinno zachęcić banki do dalszych kredytów. Pytanie tylko, ile i komu takich gwarancji należałoby udzielić - uważa Marek Michałowski, prezes spółki budowlanej Budimex - z branży, która jako jedna z pierwszych odczuła ograniczenie przez banki akcji kredytowej.

Podobnego zdania jest Lewiatan, który już w październiku domagał się pomocy bankom w upłynnieniu w większym stopniu ich bilansu poprzez wykorzystywanie portfeli kredytowych jako zabezpieczenia. Jednak system gwarancji nie ruszył do dziś - wciąż trwają prace nad ustawą o Banku Gospodarstwa Krajowego, która miałaby zwiększyć rolę BGK w systemie poręczeń.

Zdaniem Adama Czerniaka, ekonomisty Invest-Banku, mimo ostatnich obniżek stóp procentowych NBP, niemal zerowy wzrost kredytów dla przedsiębiorstw jest skutkiem delewarowania systemu bankowego, czyli ograniczania akcji kredytowej w celu obniżenia relacji kredytów do depozytów do poziomu zbliżonego do jedności. W lutym relacja ta, w znacznym stopniu na skutek osłabienia kursu złotego, była najwyższa w historii i wyniosła 1,17.

- Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach utrzyma się stagnacja kredytów dla przedsiębiorstw, co będzie oznaczało dalszy szybki spadek rocznej dynamiki tych kredytów - mówi Adam Czerniak.

Także NBP zdaje sobie sprawę, że nie może wiele zrobić, by przymusić banki do zwiększenia skali akcji kredytowej. Gdy bank centralny zdecydował się na przedterminowe wykupienie od banków własnych obligacji za kwotę ponad 8 mld zł, pieniądze te zamiast na kredyty dla firm, banki niemal natychmiast zdeponowały w...NBP.

- Sytuacja gospodarcza nie uzasadnia postawy banków. Udzielajcie państwo kredytów. Państwa aktywności potrzebuje nasza gospodarka - tak podczas corocznego Forum Bakowego w ubiegłym tygodniu do rozwinięcia akcji kredytowej zachęcał bankowców szef NBP.

Banki nie chcą przyznać, że zaczynamy przerabiać scenariusz sprzed ośmiu lat. Spowolnienie gospodarcze sprawiło, że duża część kredytobiorców - w tym także przedsiębiorstw - miała olbrzymie kłopoty z obsługą bieżących płatności i zobowiązań. W efekcie wskaźnik nieregularnych kredytów w całym sektorze bankowym wzrósł do ponad 20 proc., co oznaczało, że co piaty pożyczony przez nie złoty mógł do banków nie wrócić. Banki nie tylko przykręciły kurki z kredytami, ale na cenzurowanym znalazły się całe branże. Na kredyt nie mogły na przykład liczyć kopalnie, firmy przemysłu ciężkiego czy stocznie.

Wtedy też pod adresem banków padły oskarżenia, że ograniczając akcję kredytową, kierują się niepolskimi interesami. Ówczesny minister gospodarki Jacek Piechota rzucił nawet, że decyzje w sprawie kredytów nie zapadają w warszawskich centralach banków, ale w siedzibach ich zagranicznych akcjonariuszy w Mediolanie czy we Frankfurcie. W ubiegłym tygodniu na cenzurowanym znalazł się Kredyt Bank, który w piśmie do swoich menedżerów otwarcie zalecił im wypowiadanie umów tym firmom, które nie mają w banku innych produktów niż kredytowe. Taka negatywna weryfikacja miałaby objąć nawet 800 małych i średnich przedsiębiorstw.

Teraz też istnieją obawy, że decyzje w sprawie ograniczenia akcji kredytowych zapadają poza Polską. Poza PKO BP, większość banków działających w bankowości korporacyjnej ma zagranicznych inwestorów, nierzadko z krajów, które w większym stopniu niż Polska odczuwają już skutki globalnego spowolnienia gospodarczego. I niemal we wszystkich tych bankach w zarządzie osobą odpowiedzialną za ryzyko i politykę kredytową jest przedstawiciel zagranicznego inwestora.

Zdaniem Stefana Kawalca, prezesa firmy doradczej Capital Strategy, Polsce grozi gwałtowne hamowanie niemające uzasadnienia w realnej sytuacji gospodarczej. Jego zdaniem, zagrożenie to jest związane właśnie z tym, że zaledwie dwie trzecie aktywów polskich banków należy do międzynarodowych grup bankowych, które mają swoje centrale w krajach znajdujących się w centrum kryzysu. Tym bardziej, że niektóre z tych grup zostały częściowo znacjonalizowane i istnieje niebezpieczeństwo, że będą się kierowały przede wszystkim troską o macierzystą gospodarkę. Dlatego jego zdaniem z pomocy rządu i NBP powinny móc korzystać tylko te banki, które zagwarantują co najmniej dwucyfrowy wzrost akcji kredytowej w 2009 roku.

Takie próby wymuszania akcji kredytowej - rzecz jasna - nie podobają się samym bankom.

- Odgórne określanie konkretnego, całorocznego wskaźnika wzrostu akcji kredytowej nie jest, szczególnie na tym dość nieprzewidywalnym etapie, najlepszym pomysłem. Kredyty są jednym z najważniejszych źródeł przychodów instytucji finansowych i żaden bank w normalnych warunkach nie broni się przed ich udzielaniem. Jednak w tak złożonej sytuacji ekonomicznej, z jaką mamy do czynienia obecnie, kwestie ryzyka i monitorowania portfeli kredytowych muszą mieć priorytet - uważa Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank PBC.

- Banki w ramach swojej normalnej działalności starają się udzielać jak najwięcej kredytów, ale pod warunkiem, że spełnione są wymogi bezpieczeństwa i zyskowności dla banku, jego akcjonariuszy i depozytariuszy - dodaje Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA. Jednak ani ekonomiści ani bankowcy nie decydują się prognozować, kiedy nastąpią czasy bardziej sprzyjające dla przedsiębiorców. Według prognoz samego Pekao SA, wzrost akcji kredytowej wyniesie w skali całego sektora zaledwie 4 proc.

Nie wszyscy są jednak tak sceptycznie nastawieni. Są banki, szczególnie mniejsze, które chcą wykorzystać obecną sytuację do poprawy swojej pozycji na rynku kredytowym. Jaką drogą podążą więksi gracze, pozostaje na razie kwestią otwartą.

według prognoz bankowców ma wynieść średni wzrost akcji kredytowej w Polsce w 2009 r.

(na koniec lutego) polskie firmy były winne bankom

spadło od początku roku średnie oprocentowanie kredytu obrotowego (stopy NBP spadły w tym czasie czterokrotnie więcej)

5b3fbe47-f15b-4456-a544-d4d1a77e4668-38887212.jpg
Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.