Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wilbo chce kupować firmy, by zbudować grupę

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

- Od kilku lat obserwujemy w Polsce konsolidację branży spożywczej - znane przykłady to przetwórcy mleczni czy firmy mięsne. Gracze rynkowi są również zainteresowani konsolidacją branży rybnej. Z taką inicjatywą wystąpiła w 2006 roku pewna firma z branży spożywczej. Główni akcjonariusze Wilbo byli zainteresowani tą transakcją z kilku powodów. Najważniejsze z nich to nieudany projekt budowy sieci barów rybnych, który przyniósł spółce znaczące straty oraz brak pomysłu na dalszy rozwój firmy. Najważniejszym powodem fiaska transakcji było niezrealizowane wezwanie do sprzedaży akcji.

- W ubiegłym roku firma przyjęła strategię rozwoju na lata 2008-2010. Pierwszym jej etapem było przywrócenie efektywności biznesu - chodziło o uzyskanie dodatniej rentowności. Wymagało to restrukturyzacji - głównie ulepszenia procesów zachodzących w firmie w zakresie zakupów i produkcji, uporządkowania struktury organizacyjnej i wdrożenia systemowych rozwiązań w zakresie zarządzania. W ubiegłym roku zarobiliśmy na podstawowym biznesie spółki ponad 4 mln zł, to najlepszy wynik od ośmiu lat. Spłaciliśmy zadłużenie, mamy spore zasoby gotówki i kapitału obrotowego. Jesteśmy dobrze przygotowani na zawirowania rynkowe.

- Odzyskaliśmy rentowność, nie mamy żadnych obciążeń z tytułu opcji czy kredytów walutowych, a także mamy bardzo niskie zadłużenie. Zamierzam wykorzystać kryzys do akwizycji, czyli do zbudowania grupy Wilbo za mniejsze pieniądze. Pod koniec lutego podnieśliśmy ceny. Nie bierzemy udziału w wojnie cenowej, która jest zmorą tej branży. Stawiamy na nasze marki Neptun oraz Dal Pesca, których sprzedaż jest bardziej rentowna. Utrzymanie ubiegłorocznej zyskowności będzie bardzo trudne - zbyt mocno wzrosły koszty wytwarzania oraz waluty, w których kupujemy większość surowca. Przełożenie wyższych kosztów na ceny trwa nawet kilka miesięcy, więc I kwartał nie zaskoczy dobrymi wynikami, ale w drugiej części roku będzie już spokojniej. Planujemy redukcję kosztów - o co najmniej 7,5 mln zł z 150 mln zł obecnie. Przyjmujemy zasadę, że średnio 5 proc. najmniej efektywnych kosztów musi odpaść z bazy kosztowej.

- Nie publikuję prognoz. W obecnej sytuacji prognozowanie bardziej przypomina wróżenie. Dla nas wytyczną jest program opcji menedżerskich. Zostanie on zrealizowany, jeżeli spółka w kolejnych latach (2008-2011) wypracuje zysk netto w wysokościach odpowiednio 3,1 mln, 5,3 mln oraz 8,8 mln zł. Wstępne wyniki za 2008 rok pozwolą na uruchomienie pierwszej transzy programu. Planujemy, że druga transza za wyniki w roku 2009 również zostanie uruchomiona. W styczniu i lutym nasz podstawowy asortyment sprzedawał się lepiej niż w ubiegłym roku. Są to, co prawda, kilkuprocentowe wzrosty, ale przy niewielkiej dynamice całego segmentu konserw i mrożonek rybnych świadczą o umacnianiu pozycji. Spadły natomiast marże - całą branżę dotknął efekt spadku złotego, a ponad 40 proc. surowców i materiałów kupowanych jest w euro lub w dolarach. Branża wprowadza podwyżki cen, których efekt będzie można zobaczyć w rachunku wyników dopiero za 2-3 miesiące.

- Sytuacja rynkowa sprzyja planom rozwoju poprzez stworzenie grupy kapitałowej na rynku polskim. Strategia zakłada połączenie sił z 2-3 graczami z branży rybnej tak, by w ciągu 2-3 lat osiągnąć przychody rzędu 300 mln zł rocznie i rentowność EBIDTA powyżej 10 proc. Prowadzimy dość zaawansowane rozmowy z kilkoma firmami i bacznie obserwujemy rynek, czekamy na okazje. Oczekiwania właścicieli prywatnych firm dotąd nie pokrywały się z przyjętymi zasadami wycen, ale obecna sytuacja rynkowa i niepewność odnośnie do przyszłości urealniają te oczekiwania. Spółka jest w stanie zrealizować transakcje przejęć o wartości do 20 mln zł przy założeniu wykupu 100 proc. kapitału przejmowanych podmiotów. Bardziej złożone struktury finansowania, rozłożone w czasie, pozwolą na podejście do transakcji o wartości do 40 mln zł. A to już jest kwota, za którą można zbudować grupę.

- Za około 4 mln zł unowocześnimy technologię produkcji w celu obniżenia kosztów. Dzięki temu koszty wytwarzania spadną o przeszło 2 mln rocznie. Inwestycja zwróci się już po dwóch latach. Ostatnią z planowanych inwestycji będzie przełożona z ubiegłego roku kampania marketingowa dla naszych głównych marek. Na te cele zamierzamy przeznaczyć 3 mln zł w latach 2009-2010. Za około 1 mln zł prowadzimy projekty, których celem jest poprawienie efektywności.

- Udział sprzedaży eksportowej stanowi 20 proc. Mamy szansę jedynie na pasywny eksport, czyli sprzedaż produktów do dystrybutorów i sklepów oferujących polską żywność. Budowanie pozycji na zagranicznych rynkach wymaga sporych inwestycji, a na to spółka jest jeszcze za mała. W krajach europejskich działania rozwijające eksport mogą liczyć na znaczne wsparcie publiczne, nie mogę się doczekać na takie wsparcie ze strony polskich instytucji publicznych.

dbcc976b-7b40-4885-86ad-475af6c83874-38886800.jpg

Fot. Marek Matusiak

Leszek Stypułkowski, prezes Wilbo

prezes Wilbo od lipca 2007 r., absolwent SGH w Warszawie

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.