Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Co robić z GM Europe

6 marca 2009
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Europejskie rządy znajdują się teraz w takie samej sytuacji, rodem z „Paragrafu 22”, jak Waszyngton: czy ratować europejskie zakłady General Motors, bezpośrednio zatrudniające około 50 tys. osób, czy ponieść brutalne konsekwencje ich upadku. We wtorek GM - powtarzając ostrzeżenia, ogłaszane przed Bożym Narodzeniem w USA - stwierdził, że jeśli nie dostanie od kilku rządów pomocy, to już w przyszłym miesiącu zabraknie mu gotówki, a to zagraża utratą 300 tys. miejsc pracy (razem z dostawcami). W Europie GM idzie jednak dalej, sugerując, że mogą być zmuszone przejąć udziały w firmie. Rządy powinny się oprzeć tym żądaniom - ale prawie na pewno tego nie zrobią. Ponieważ w Szwecji Saab objęty jest nadzorem sądowym, GM Europe składa się obecnie głównie z Opla w Niemczech, Vauxhalla w Wielkiej Brytanii oraz fabryk w Hiszpanii i Belgii. GM proponuje połączenie wszystkich europejskich operacji w jedną odrębną spółkę, zakładając, że otrzyma ona 3,3 mld euro pomocy publicznej, głównie z Niemiec. Połowa akcji nowego koncernu miałaby trafić w ręce prywatnych inwestorów. Ponieważ nie pchają się oni drzwiami i oknami, GM przyznaje, że mogłyby tu interweniować rządy. Opel nie jest beznadziejnym przypadkiem w stylu amerykańskim. Wydostał się z dotykających go w latach 90. kłopotów z jakością, zwiększając wykorzystanie mocy i wydajność do przyzwoitego poziomu. Ale stopa zysku jeszcze przed ubiegłorocznym załamaniem popytu była niska. Poza tym, jak dowodzi szef konkurencyjnego Volkswagena, kryzys uruchomił korektę, która część firm wypchnie - i powinna - z rynku. Ponieważ w Europie nadwyżka mocy w przemyśle samochodowym sięga 20 proc., z czysto ekonomicznego punktu widzenia dla całej branży najlepiej byłoby, gdyby GM zniknął z tego rynku. Spowodowałoby to zmniejszenie mocy o 10 proc. i ograniczenie długotrwałej zniżkowej presji na ceny. To, żeby w roku wyborczym rząd niemiecki pozwolił Oplowi upaść, jest po prostu nie do pomyślenia. Ale nawet jeśli Berlin wejdzie w ten układ, inne rządy powinny się powstrzymać od naśladownictwa. Dla podatników najlepsze byłoby bowiem, gdyby w zamian za pomoc rządy zażądały znacznych cięć mocy wytwórczych. Jeśli tego nie zrobią, ocalą wprawdzie miejsca pracy, ale na całe lata przekreślą możliwość osiągnięcia konkurencyjności przez europejski przemysł samochodowy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.