Co robić z GM Europe
Europejskie rządy znajdują się teraz w takie samej sytuacji, rodem z „Paragrafu 22”, jak Waszyngton: czy ratować europejskie zakłady General Motors, bezpośrednio zatrudniające około 50 tys. osób, czy ponieść brutalne konsekwencje ich upadku. We wtorek GM - powtarzając ostrzeżenia, ogłaszane przed Bożym Narodzeniem w USA - stwierdził, że jeśli nie dostanie od kilku rządów pomocy, to już w przyszłym miesiącu zabraknie mu gotówki, a to zagraża utratą 300 tys. miejsc pracy (razem z dostawcami). W Europie GM idzie jednak dalej, sugerując, że mogą być zmuszone przejąć udziały w firmie. Rządy powinny się oprzeć tym żądaniom - ale prawie na pewno tego nie zrobią. Ponieważ w Szwecji Saab objęty jest nadzorem sądowym, GM Europe składa się obecnie głównie z Opla w Niemczech, Vauxhalla w Wielkiej Brytanii oraz fabryk w Hiszpanii i Belgii. GM proponuje połączenie wszystkich europejskich operacji w jedną odrębną spółkę, zakładając, że otrzyma ona 3,3 mld euro pomocy publicznej, głównie z Niemiec. Połowa akcji nowego koncernu miałaby trafić w ręce prywatnych inwestorów. Ponieważ nie pchają się oni drzwiami i oknami, GM przyznaje, że mogłyby tu interweniować rządy. Opel nie jest beznadziejnym przypadkiem w stylu amerykańskim. Wydostał się z dotykających go w latach 90. kłopotów z jakością, zwiększając wykorzystanie mocy i wydajność do przyzwoitego poziomu. Ale stopa zysku jeszcze przed ubiegłorocznym załamaniem popytu była niska. Poza tym, jak dowodzi szef konkurencyjnego Volkswagena, kryzys uruchomił korektę, która część firm wypchnie - i powinna - z rynku. Ponieważ w Europie nadwyżka mocy w przemyśle samochodowym sięga 20 proc., z czysto ekonomicznego punktu widzenia dla całej branży najlepiej byłoby, gdyby GM zniknął z tego rynku. Spowodowałoby to zmniejszenie mocy o 10 proc. i ograniczenie długotrwałej zniżkowej presji na ceny. To, żeby w roku wyborczym rząd niemiecki pozwolił Oplowi upaść, jest po prostu nie do pomyślenia. Ale nawet jeśli Berlin wejdzie w ten układ, inne rządy powinny się powstrzymać od naśladownictwa. Dla podatników najlepsze byłoby bowiem, gdyby w zamian za pomoc rządy zażądały znacznych cięć mocy wytwórczych. Jeśli tego nie zrobią, ocalą wprawdzie miejsca pracy, ale na całe lata przekreślą możliwość osiągnięcia konkurencyjności przez europejski przemysł samochodowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.