PKP Intercity ostro odchudza załogę
Z PROGRAMU DOBROWOLNYCH ODEJŚĆ chce skorzystać 750 osób na prawie 9 tys. zatrudnionych. Nie wszyscy dostaną na to zgodę
Kulą u nogi przewoźnika, który po trzech kwartałach 2010 r. traci 150 mln zł, są rozdmuchane koszty stałe. W zeszłym roku była to aż połowa z ok. 2 mld zł wszystkich wydatków firmy. Większość z nich idzie na pensje dla 8,8-tysięcznej załogi.
Spółka chce to zmienić. Stojące na krawędzi upadku PKP Intercity mają zamiar zredukować zatrudnienie o blisko 2 tys. etatów. W październiku osobom odchodzącym z pracy zarząd zaproponował 25 tys. zł odprawy. Na 30 tys. mogą liczyć ci, którzy założą własne firmy.
Oferta nie zachwyciła załogi PKP Intercity. Do zakończonego pod koniec października programu dobrowolnych odejść zgłosiło się tylko ok. 750 pracowników. W dodatku nie ze wszystkimi zostaną rozwiązane umowy o pracę. Wśród chętnych do zainkasowania niemałej odprawy znalazły się na przykład osoby młode i dobrze wykształcone, a z nimi spółka niechętnie chce się rozstawać. Dlatego nie otrzymają zgody na kosztowne odejście.
Mimo umiarkowanego powodzenia programu odejść na koniec roku zatrudnienie w spółce ma spaść o 1 tys. osób, m.in. dzięki naturalnej redukcji etatów. W miejsca pracowników odchodzących na emeryturę spółka nie zatrudniała nowych.
Grzegorz Mędza, prezes PKP Intercity, zapowiada, że w przyszłym roku program dobrowolnych odejść będzie kontynuowany. W sumie spółka gotowa jest przeznaczyć na nie maksymalnie 50 mln zł.
Zatrudnienie w PKP Intercity może jeszcze spaść, jeśli przewoźnik znajdzie inwestorów w branży kolejowej chętnych do przejęcia pracowników z niektórych oddziałów terenowych. Tak się stanie, np. jeśli Szybka Kolej Miejska w Warszawie przejmie od PKP Intercity zaplecze techniczne na Szczęśliwicach wraz ze 150-osobową załogą.
Przewoźnik chce skopiować sukces PKP Cargo, które w ostatnich latach zredukowały zatrudnienie w spółce o ponad 30 proc. (z 44 tys. do niecałych 29 tys.), pozbyły się niepotrzebnego majątku, a wagony zaczęły naprawiać własnymi siłami. Przewoźnik, który jeszcze ubiegły rok zakończył z wynikiem blisko 500 mln zł pod kreską, w pierwszym półroczu zarobił na czysto ponad 7 mln zł, a cały 2010 r. chce zamknąć z 40 mln zł zysku.
Na taki wynik PKP Intercity muszą jeszcze poczekać. Spółka wciąż znajduje się na skraju bankructwa. Strata po trzech kwartałach wynosi 150 mln zł. Należności z tytułu dostępu do torów sięgają 250 mln zł. Firmie nie pomaga zapaść na kolei i ucieczka pasażerów do samolotów, busów i prywatnych samochodów. W pierwszym półroczu z przejazdów pociągami przewoźnika skorzystało zaledwie 17 mln osób. To o przeszło 30 proc. mniej niż rok wcześniej.
Spółka chce odzyskać część z nich, a najchętniej tych z zasobnymi portfelami. Dzisiaj rusza zapowiadana przez nas kampania wizerunkowa zachęcająca do podróżowania pociągami Express Intercity. Reklamy na billboardach, w prasie codziennej oraz radiu mają skłonić mieszkańców największych polskich miast do podróżowania składami spółki.
Eksperci podkreślają, że firma powoli zaczyna iść w dobrym kierunku. - Cięcia kosztów to jednak nie wszystko. Firma musi ostro powalczyć o zwiększenie przychodów - mówi Jakub Majewski, ekspert z branży kolejowej.
Będzie to konieczne, by wyjść na prostą.
@RY1@i02/2010/213/i02.2010.213.000.012a.001.jpg@RY2@
PKP Intercity tnie etaty
Maciej Szczepaniuk
maciej.szczepaniuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu