Po przejściach i z dobrymi kontaktami
Lotnictwo wciąga. I gdyby mi ktoś proponował stanowisko prezesa banku, nie przyjąłbym oferty - zapewnia szef Balic.
Przez lotnisko nie ma czasu na nic innego. Ale jak już mu się uda wyjść wcześniej z pracy, to lubi zagrać w tenisa lub pojeździć na rowerze. Od czasu do czasu można go też zobaczyć na sportowych obiektach Wisły. Chodzi na piłkę nożną, ale przede wszystkim na koszykówkę kobiet. Koszykarki są w ścisłej czołówce europejskiej i dlatego - jak twierdzi - warto obejrzeć je w akcji, bo to podnosi na duchu i mobilizuje.
Jego pasją jest opera. Nie przepuszcza żadnej premiery w krakowskiej filharmonii.
W branży lotniczej aż huczy od plotek o dużej roli, jaką odgrywa w Platformie Obywatelskiej. - Nie jestem członkiem PO - zastrzega Jan Pamuła. Nie ukrywa, że znajomości polityczne ma, ale zapewnia, że nie używa ich w biznesie. - Mieszanie tych dwóch spraw nigdy nie wychodzi na dobre - mówi. Pewnie dlatego nie należy do Platformy, choć środowisko liberałów zna od podszewki. - Trudno, żebym nie znał, skoro zakładałem Kongres Liberalno-Demokratyczny - mówi.
Na początku lat 90. nie było polityka, który nie znałby Pamuły. Rządził KLD w Sejmie, a mówiło się nawet o jego wejściu do rządu. Gdy władzę przejęła postkomuna, poszedł do biznesu. Zasiadł w fotelu wiceprezesa Banku Przemysłowo-Handlowego i tylko dni dzieliły go od awansu wyżej, gdy nagle świat zawalił mu się na głowę.
W tym czasie był także prezesem Izby Rzemieślniczej w Krakowie i w związku z pełnieniem tej funkcji oskarżono go o płatną protekcję przy wynajmie miejsc handlowych, m.in. w Sukiennicach. - To były jakieś bzdurne zarzuty, cała sprawa śmierdziała na kilometr, ale ludzie się od niego odwrócili - wspomina Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, tak jak Pamuła ówczesny działacz Unii Wolności. Dodaje, że zna niewielu ludzi, którzy podnieśliby się po takim ciosie, a przede wszystkim publicznej banicji trwającej kilkanaście lat.
Pamuła oczyszczał się z zarzutów równo 12 lat. O płatną protekcję oskarżono go w 1996 r., a w 2008 r. po pięciu latach procesu zapadł wyrok uniewinniający.
Szybko wrócił na świecznik. Kilka miesięcy potem został prezesem portu Kraków-Balice. Trudno uwierzyć, że koledzy nie pomogli. - Wygrałem w konkursie - zastrzega.
Zresztą to, czy został szefem portu dzięki powiązaniom politycznym, czy dzięki kwalifikacjom, nie ma w tej chwili większego znaczenia. Udziałowcy, czyli Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze oraz lokalne samorządy, nie mają powodów, by żałować dziś tej decyzji. Kraków stanął wreszcie na nogi i po dwóch latach rządów Pamuły odzyskuje powoli rynek, tracony wcześniej na rzecz Katowic. Teraz walczy o utrzymanie trasy do Chicago, którą LOT postanowił zawiesić.
Jeśli przegra, wcześniejsze dokonania mogą zostać zapomniane. Jeśli nie rozszarpią go udziałowcy Balic, to zrobią to zawiedzeni górale.
@RY1@i02/2010/198/i02.2010.198.000.0016.001.jpg@RY2@
Fot. Adam Golec/Agencja Gazeta
Cezary Pytlos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu