Komisarz chce równouprawnienia w biznesie
Bruksela może od 2012 roku wprowadzić obowiązkową, minimalną kwotę dla kobiet mianowanych do zarządów największych spółek giełdowych.
Tak się stanie, jeśli w przyszłym roku szefowie koncernów dobrowolnie nie podejmą zobowiązań w tej sprawie - zapowiedziała komisarz ds. praw podstawowych Viviane Reding. Dziś na szczytach największych firm przewaga mężczyzn jest ogromna: średnio w UE stanowią oni aż 89 procent zarządów. Tylko w Norwegii, która jednak do Unii nie należy, można mówić o równowadze. Tu na najwyższym poziomie kierowniczym kobiety stanowią 42 proc. personelu. Jednak w Niemczech, największej gospodarce Unii, firmami rządzą mężczyźni. W zarządach 200 największych spółek tylko 2,5 procent stanowią przedstawicielki płci pięknej. I od lat sytuacja ta się nie zmienia.
- Długo byłam przeciwniczką wprowadzania kwot. Jednak szklany sufit, który powstrzymuje kariery kobiet, wydaje się nienaruszalny. Kwoty mogą się okazać jedynym sposobem, aby go przełamać - przekonuje Reding. Problem jednak w tym, że unijna komisarz nie dostrzega problemu, że brak równowagi płci dotyczy nie tylko biznesu. Również w Komisji Europejskiej czy nowo tworzonym unijnym MSZ odsetek kobiet - i to nie tylko na głównych stanowiskach - jest minimalny.
jbie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu