Merlin przestaje czarować
Jeśli UOKiK wyda zgodę na fuzję, Merlin.pl straci swoją samodzielność. Ostatnią wielką firmę z grona prekursorów polskiego biznesu internetowego lat 90. przejmie NFI Empik Media & Fashion
W sierpniu tego roku do amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd nadszedł raport Amazon.com - niegdyś najbardziej znanej księgarni, a obecnie hipermarketu internetowego na świecie. Twórca firmy Jeff Bezos sprzedał właśnie milion jej akcji, inkasując 138 mln dol. Jak szybko wyliczyli amerykańscy dziennikarze, w tym roku Bezos sprzedał już akcje Amazon.com w sumie za około 640 mln dol.
Mniej więcej miesiąc wcześniej polskie media obiegła oficjalna informacja, że akcje swojej firmy sprzedaje Zbigniew Sykulski, twórca Merlin.pl. Z opisu zapowiadanej transakcji wynika, że Sykulski z rodziną zainkasują kilkudziesiąt milionów złotych.
Jeśli jakakolwiek firma bywała nazywana polskim Amazonem, był to właśnie Merlin. Jeśli kogoś nad Wisłą porównywano kiedyś do Bezosa, to właśnie Sykulskiego. To on, czyniąc z Merlina sztandarową spółkę polskiego e-commerce, mocno przyczynił się do popularyzacji tej branży.
Ale podobieństwa między informacjami o wyprzedaży akcji przez Bezosa i Sykulskiego to tylko pozory. Bezos pozostaje właścicielem blisko 90 mln akcji Amazon.com, co czyni go nadal jednym z najważniejszych akcjonariuszy. Wciąż jest prezesem spółki i ma szeroko zakrojone biznesowe plany, w tym m.in. związane z e-bookami. W Polsce Zbigniew Sykulski oddaje wszystko.
Założyciel Merlina nigdy nie krył, że zainspirował go wymyślony przez Bezosa model wysyłkowej sprzedaży książek przez internet. Było to kilkanaście lat temu - w czasach, gdy handel jeszcze kwitł np. z blaszanych szczęk. Sykulskiemu - instruktorowi judo z inżynierskim dyplomem konstruktora silników lotniczych - wystarczył jeden zakup książki w Amazon.com. Gdy po około 10 dniach nadeszła w przesyłce zza oceanu, Sykulski zrozumiał, że ten model zmieni handel.
Był wtedy jednym z czterech wspólników w wydawnictwie Prószyński i S-ka. W firmie znalazły się i pieniądze na inwestycje w e-handel, i doświadczenia z tradycyjną sprzedażą wysyłkową. Ale stworzenie zupełnie nieznanego wcześniej Polakom sklepu w cyberprzestrzeni i tak zajęło aż dwa lata.
Z technologicznego punktu widzenia najtrudniejsze okazało się zbudowanie systemu informatycznego do automatycznej obsługi zamówień. Z organizacyjnego - wysyłanie w ciemno nieopłaconego towaru pod niezweryfikowany adres, bo klienci nie wyobrażali sobie opłacania zamówień z góry (okazało się potem, że wystarczyło prosić klientów e-mailem, by po zakupie raz jeszcze potwierdzali zamówienie i swoje dane, aby ominąć ten problem).
1 kwietnia 1999 r. Merlin.pl oficjalnie zadebiutował. Nazwę sklepu zaczerpnięto od imienia czarodzieja z arturiańskich legend. Jeden koniec sklepu stanowiła witryna w internecie, do którego dostęp w Polsce miało wtedy niespełna 5 mln osób. Na drugim końcu, w siedzibie przy ulicy Garażowej w Warszawie, kilku pracowników zajmowało się obsługą zamówień. Oferta - ok. 20 tys. tytułów książek.
To był dobry moment na start. W tym samym roku Bezos za stworzenie Amazon.com dostał tytuł Człowieka Roku od tygodnika "Time".
Kilka miesięcy temu Merlin.pl obchodził 11. rocznicę działalności. W tym okresie sprzedał towary łącznie za około 500 mln zł. Prawie 1,2 mln Polaków przynajmniej raz robiło zakupy w tym sklepie, a paczki z Merlina wędrowały do 104 krajów. Asortyment oferowany na wirtualnych półkach rozrósł się do ok. 200 tys. produktów - są to już od dawna nie tylko książki i muzyka, ale także zabawki, filmy, elektronika czy kosmetyki. W 2009 r. roczna sprzedaż Merlina przekroczyła próg 3 mln przedmiotów, a przychody 100 mln zł. W ciągu dnia na witrynie sklepu w każdej chwili przebywa około 8 tys. klientów i gości. Spółka zatrudnia około 150 osób i prowadzi także kilka tradycyjnych punktów handlowych w Polsce.
Gdy na początku mijającej dekady czterej wspólnicy wydawnictwa Prószyński podzielili między siebie majątek przedsiębiorstwa, Merlin przeszedł na własność Zbigniewa Sykulskiego i jego rodziny. Potem w firmie pojawił się nowy duży udziałowiec - Piotr Wilam, niegdyś współzałożyciel Onetu. Wilam istotnie doinwestował Merlina. Bo mimo utrzymującej się dużej popularności tylko w niektórych latach sklep bywał dochodowy. Firmę kilkakrotnie restrukturyzowano.
- 10 lat w Merlinie to był dobry czas, Zbyszek Sykulski był autentycznym mentorem dla całego zespołu. Ale wraz z przyjściem nowego akcjonariusza zmieniła się strategia firmy. W ciagu dwóch lat wszyscy współtwórcy sklepu sami odeszli lub musieli odejść z Merlina - wspomina były wiceprezes Merlin.pl Krzysztof Jerzyk, który dziś rozwija konkurencyjny sklep o znamiennej nazwie Amazonka.pl.
W ciągu tych lat zmienił się także rynek. Merlin to obecnie jeden z około 7,5 tys. sklepów w polskim internecie - zresztą już od paru lat nie największy pod względem wartości obrotów (wyprzedziły go firmy handlujące online AGD). Na wartym ok. 13 mld zł (wg raportu "e-Handel Polska 2009") polskim rynku e-commerce coraz trudniej o prosty wzrost - zwłaszcza w tak tradycyjnych dziedzinach jak sprzedaż książek czy muzyki. Z tych względów obserwatorzy rynku już od dawna zastanawiali się, czy i jakie kroki strategiczne podejmą właściciele Merlina, by bronić pozycji.
Firmie, która ma wkrótce przejąć Merlina, jak dotąd nie udawało się wykazać szczególnego polotu w internecie. Ma jednak ogromny potencjał - duże pieniądze, siłę, a przede wszystkim potężną naziemną infrastrukturę i logistykę. Ta firma to grupa NFI Empik Media & Fashion, właściciel ogólnopolskiej sieci salonów książkowo-prasowych Empik oraz Empik.com. Ten ostatni wyrósł wprawdzie na największego konkurenta Merlina, ale nie zdołał go pokonać.
Według umowy pion sprzedaży internetowej Empiku zostanie wydzielony do osobnej spółki E-Newco. Spółka ta stanie się własnością Merlina, ale odtąd kontrolny pakiet 60 proc. akcji w Merlinie będzie należał do NFI EMF. Na rozliczenia finansowe z właścicielami Merlina przyjdzie czas później - do końca 2012 r. Merlin ma wejść na giełdę i wtedy dzisiejsi akcjonariusze sprzedadzą swoje akcje. Jeśli do tego czasu plany giełdowe się nie zrealizują, ich udziały odkupi NFI EMF, płacąc za wszystkie od 115 mln do 130 mln zł.
Wydawców i hurtowników książek i muzyki przeraża ten scenariusz. Już dziś wielu z nich narzeka, że wykorzystując bardzo silną pozycję, Empik spycha ich do narożnika. Po połknięciu Merlina zostanie gigantem także w handlu internetowym. - Grozi nam monopol i dyktat - alarmują mniejsze wydawnictwa.
Według różnych szacunków połączone firmy będą miały ok. 35 proc. udziału w całym rynku dystrybucji książek i muzyki. - Nie należy demonizować wpływu tego przejęcia na polski rynek - uważa Łukasz Wachełko, analityk DB Securities. - Może ono tylko przyspieszyć i tak nieuniknione zmiany w branży, czyli skłonić mniejszych graczy do poszukiwania własnych nisz oraz wywołać falę dalszych konsolidacji. Na straży konkurencji nadal będą jednak stały porównywarki cenowe i Allegro - mówi analityk.
Los transakcji zależy jednak od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Wydawcy liczą, że UOKiK storpeduje tę fuzję. Ich zdania nie podzielają analitycy, którzy są przekonani, że firmy dostaną zielone światło.
Jeśli tak się stanie, klienci Merlina już wkrótce będą mogli odbierać kupiony przez internet towar w licznych placówkach Empiku.
- Z biznesowego punktu widzenia fuzja jest sukcesem obu firm. Merlin wnosi dobrą markę internetową i wiarygodność, Empik ma salony sprzedaży - ocenia Krzysztof Jerzyk. - Przejęcie Merlina przez Empik może też być pierwszym etapem do sprzedaży obu tych sklepów w jednej transakcji jakiemuś dużemu zagranicznemu graczowi - przypuszcza Piotr Jarosz, analityk rynku e-commerce i szef serwisu Sklepy24.pl. - Wtedy w jednym ruchu będzie on mógł przejąć ponad 20 proc. rynku sprzedaży książek i multimediów w polskim internecie.
Jeff Bezos z Amazon.com, Pierre Omidyar z eBaya, Jerry Yang z Yahoo! czy Sergey Brin i Larry Page z Google’a - w USA twórcy pierwszych internetowych imperiów wciąż są związani ze swymi firmami. W Polsce historia potoczyła się inaczej. Sprzedając Merlina, Zbigniew Sykulski kończy swoją przygodę w podobny sposób jak inni przedsiębiorcy pierwszej fali e-biznesu. Dwa pierwsze i największe portale - Wirtualna Polska i Onet - już dawno trafiły w ręce wielkich korporacji (odpowiednio Telekomunikacji Polskiej i grupy ITI). Gadu-Gadu, z ogromnym sukcesem skopiowane przez informatyka Łukasza Foltyna z amerykańsko-izraelskiego komunikatora ICQ, jest już od paru lat w rękach wielkiego południowoafrykańskiego koncernu internetowo-medialnego Naspers. Ten sam koncern przejął inne polskie imperium e-handlu - aukcyjny serwis Allegro. Z grona pionierów, którzy w drugiej połowie lat 90. wybudowali czołowe firmy i marki polskiego internetu, twórca Merlina i tak najdłużej utrzymał kontrolę nad swoją firmą.
Do czasu wydania decyzji przez UOKiK Sykucki nie udziela żadnych wywiadów. Nie wiadomo więc, jakie ma plany. Nie jest zaś tajemnicą, na co Jeff Bezos przeznaczy miliony dolarów ze sprzedaży akcji Amazon.com. Od paru lat inwestuje w projekt zwany Blue Origin. W Teksasie buduje coś w rodzaju komercyjnego kosmodromu, który ma obsługiwać płatną turystykę kosmiczną. Kosztowna zabawa. Mimo że Merlina wyceniono dość wysoko, po raz drugi pójść śladem Bezosa Sykulski chyba jednak nie zdoła.
@RY1@i02/2010/177/i02.2010.177.186.0011.001.jpg@RY2@
Fot. Henryk Jackowski/BE/W
W ciągu 11 lat działalności Merlin.pl sprzedał towary łącznie za około 500 milionów złotych. Asortyment na wirtualnych półkach rozrósł się do 200 tysięcy produktów
Zbigniew Domaszewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu