Burzliwe czasy dla Lloydsa
UBEZPIECZYCIELE I REASEKURATORZY - z niepokojem wypatrują kolejnych huraganów. W tym roku nieszczęść było już aż nadto, a firmom trudno zarobić na inwestycjach
W ubiegłym roku efekt El Ninio osłabił aktywność huraganów - powstały jedynie dwa, którym nadano imiona. Niedawny "Earl" był już trzecim w tym roku, a najbardziej aktywna pod tym względem część sezonu dopiero się zaczyna. Według prognoz ten rok może być jednym z najgorszych w historii.
Branża ubezpieczeniowa już boleśnie odczuła skutki trzęsienia ziemi w Chile i mroźnej zimy w Europie. Pierwsze półrocze 2010 r. należało do najgorszych w historii, jeżeli chodzi o klęski żywiołowe. Straty, które w skali globalnej wyniosły 22 mld dol., były dwa razy większe, niż wynosi średnia z minionej dekady - wynika z danych Munich Re.
Jednocześnie ubezpieczyciele muszą się mierzyć z trudnymi warunkami inwestycyjnymi. Stopy procentowe są wyjątkowo niskie, a kiepskie perspektywy gospodarcze uderzają w zwroty z ich inwestycji, które są skupione głównie na papierach dłużnych. W przypadku firm zrzeszonych w Lloydsie spadły one i średnia w pierwszym półroczu nie przekraczała 3 proc. Im dłużej potrwa ta sytuacja, tym jej skutki będą boleśniejsze, szczególnie dla tych, którzy ubezpieczają ryzyko długoterminowe.
Mimo tych czynników wysokości składek wciąż spadają w większości linii biznesowych, za wyjątkiem ryzyka trzęsień ziemi w Ameryce Łacińskiej i polis energetycznych w Zatoce Meksykańskiej, które podskoczyły po katastrofie platformy wiertniczej Deepwater Horizon.
Ten spadkowy trend może, według specjalistów, tylko przyspieszyć, chyba że dojdzie do kolejnych wielkich strat spowodowanych katastrofami naturalnymi.
Jednak większość firm zrzeszonych w Lloydsie mimo to osiągnęła wysokie zyski za pierwsze półrocze, a wiele zdołało zwiększyć swoją wartość księgową albo aktywa trwałe netto na akcję, kluczowy wskaźnik dla inwestorów.
Wiele z większych firm Lloydsa jest w dzisiejszych czasach bardziej zdywersyfikowanych, co pomogło im zaabsorbować straty związane z katastrofami. Jednak akcje niemal wszystkich notowanych firm Lloydsa są wyceniane z dyskontem, w stosunku do ich wartości księgowej.
- Akcje w sektorze są wyceniane nisko, ponieważ inwestorzy dyskontują połączenie słabych zwrotów z inwestycji z niskimi stopami procentowymi - mówi Thomas Dorner, analityk z Oriel Securities.
Jeden z inwestorów mówi, że powinno dojść do konsolidacji, ale jej motorem muszą być aktywni gracze, firmy private equity lub fundusze hedgingowe. Michael Bakker, szef działu europejskich rynków w brokerze ubezpieczeniowym Willis, ostrożnie patrzy na perspektywę przyszłych fuzji i przejęć. - Straty z pierwszego półrocza najbardziej dotknęły małe firmy, co pokazuje, jakimi atutami są skala i dywersyfikacja - mówi Bakker. - Generalnie panuje przekonanie, że wymogi kapitałowe dla ubezpieczycieli wzrosną, co może przyspieszyć konsolidację. Mogą jednak minąć nawet dwa lata, zanim te zmiany wejdą w życie.
Stephen Catlin, prezes Catlin Group, mówi, że w ciągu pięciu do 10 lat może zostać tylko kilku ubezpieczycieli zrzeszonych w Lloydsie. - Myślę, że małym graczom będzie bardzo trudno przetrwać, nie dlatego, że brakuje im umiejętności, ale po prostu dlatego, że koszty tego biznesu rosną - powiedział.
@RY1@i02/2010/177/i02.2010.177.000.011b.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Ten rok może być dla ubezpieczycieli jednym z najgorszych w historii
TŁum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Paul J. Davies
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu