Chiny stają się za drogie dla biznesu. Czas na Bangladesz
Tania chińska siła robocza już nie jest taka tania. Po ostatnich strajkach płacowych biznes przenosi się do Bangladeszu i innych państw południowej Azji. Dochodzi nawet do sytuacji, że Pekin sprowadza towary, bo te produkowane za granicą są tańsze.
Jako pierwsze zaczęły migrować koncerny odzieżowe: H&M, Zara oraz Wal-Mart. Ich wybór padł na Bangladesz - jedno z najbiedniejszych państw świata. Miesięczna pensja wykwalifikowanego pracownika rzadko przekracza tu 60 dol. W Chinach, po ostatnich strajkach płacowych, średnia pensja wzrosła w uprzemysłowionych rejonach na wschodzie ze 117 dol. do 147 dol.
- Po fali strajków Chiny przestały być tak konkurencyjne. Firmy z branży tekstylnej i obuwniczej, którym łatwiej przenieść produkcję, już to robią. Na świecie jest wiele państw, które są gotowe przejąć ich zlecenia, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej czy Ameryce centralnej - mówi Barry Eichengreen z University of California.
- Bangladesz jest dla nas bardzo atrakcyjny - przyznaje w rozmowie z "IHT" William Fung z działającej w Hongkongu firmy Li & Fung, która szyje ubrania m.in. dla Liz Clairbone. To 72 mln taniej siły roboczej, która jest gotowa pracować za pieniądze, które Chińczykom już przestały wystarczać. Dlatego w ostatnich miesiącach produkcja na jego zlecenie w fabrykach w Bangladeszu wzrosła o 20 proc., w Chinach spadła o 5 proc.
Szansę na zarobek poza Chinami upatrują też inne przedsiębiorstwa. Firma DBL, zatrudniająca już teraz 9 tys. szwaczek, buduje koło Dhaki, stolicy Bangladeszu, nową ogromną fabrykę. To 10-piętrowy budynek, a każda z kondygnacji ma powierzchnię boiska piłkarskiego. Najdalej za pół roku wszystkie piętra zapełnią maszyny tkackie produkujące koszulki dla koncernów, które jeszcze niedawno składały zamówienia w chińskich fabrykach. Mało tego - rzeczy wyprodukowane w fabryce DBL są sprowadzane do Chin i sprzedawane w tamtejszych sklepach, bo są tańsze.
Chińscy biznesmeni obawiają się, że proces przenoszenia produkcji przez zachodnie firmy do tańszych państw może się tylko nasilić. - Tak się stanie, gdy wraz z żądaniami podwyżek zaczną się pojawiać postulaty poprawy warunków pracy - mówi "DGP" właściciel firmy VPL z Hongkongu C Lam.
Takie żądania pojawiły się już w fabrykach Foxconnu w Shenzen, który tylko w Chinach zatrudnia ponad 800 tys. pracowników. Na razie szef firmy Terry Guo przystał jedynie na podwyżki dla robotników przy taśmie (od października będą zarabiać miesięcznie nawet 2000 juanów - 290 dol.). Ale już zapowiedział, że będzie renegocjował kontrakty z koncernami, które kupują u niego części elektroniczne. Wśród nich są m.in. Apple i Nokia.
Pekin zachowuje spokój, mimo że kolejne firmy przenoszą produkcję do Bangladeszu, Kambodży, Wietnamu czy Laosu. Strajki, które wciąż przetaczają się przez kraj przy milczącej aprobacie władz, są bowiem elementem potężnego planu - Pekin chce zmienić strategię swojego rozwoju.
Do tej pory wzrost PKB był napędzany niemal wyłącznie tanim eksportem. Pekin przekonał się, jak ryzykowne jest takie uzależnienie, gdy świat wpadł w kryzys. W styczniu 2008 roku wzrost PKB wynosił jeszcze 11,2 proc., by rok później skurczyć się do zaledwie 6,8 proc. W styczniu 2008 roku wartość eksportu wyniosła 120 mld dol., a w najczarniejszym momencie kryzysu, w marcu 2009 roku, spadła do zaledwie 65 mld dol.
Dlatego Państwo Środka chce napędzać swój rozwój także wewnętrzną konsumpcją. Ale jest to możliwe tylko wówczas, gdy ludzie zarabiają tyle, że mają co wydawać.
Pekin ma w swoim ręku jeszcze jeden potężny atut - dobrą infrastrukturę. Ekonomiści podkreślają, że migrują firmy zajmujące się najprostszą produkcją, którym nie straszne przerwy w dostawach prądu, brak dobrych dróg i którym nie zależy na wykwalifikowanych pracownikach. Reszta na razie pozostanie w Chinach.
@RY1@i02/2010/140/i02.2010.140.000.010a.001.jpg@RY2@
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
współpraca kk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu