Zamiast rolnikiem został prezesem
Po 25 latach pracy w Petrochemii był o krok od kierowania Orlenem. Zamiast tego pokazano mu drzwi
- Jak bardzo przeżył ten zawód, wie tylko on - mówią o tamtej porażce najbliżsi współpracownicy Konrada Jaskóły, obecnego prezesa Polimeksu-Mostostal.
Kiedy powstawał Orlen w 1999 r., był już dojrzałym i uznanym menedżerem. Od siedmiu lat z powodzeniem kierował Petrochemią Płock, w której zrealizował gigantyczny jak na tamte czasy program inwestycyjny wart 2,5 mld dol. Miał wielkie plany na przyszłość. Drogę na szczyt w państwowej spółce otworzyła mu pod koniec lat 70. brawurowa realizacja olbrzymiego zespołu instalacji tzw. Olefinu II nazywanego wówczas chemiczną Hutą Katowice. Z projektem poradził sobie w rekordowym czasie, czym zadziwił ponoć zachodnich ekspertów, do których jeździł po naukę.
Po mozolnej wspinaczce w firmowej hierarchii w końcu wdrapał się na sam szczyt. Petrochemia była w 1992 r. koncernem strategicznym, bo produkowała 75 proc. wytwarzanych w Polsce paliw. Na biurku Konrada Jaskóły stał telefon bez tarczy: podnosisz słuchawkę, a po drugiej stronie zgłasza się premier rządu.
Kiedy jednak Petrochemia łączyła się z CPN, wiadomo było, że Jaksóła nie zostanie szefem Polskiego Koncernu Naftowego.
- To był dla mnie jak cios w plecy, ale otrząsnąłem się. Co cię nie zabije, to cię wzmocni - mówi "DGP" Konrad Jaskóła.
Na stanowisko powołany został mało wtedy znany Andrzej Modrzejewski, który stanowisko stracił dzień po tym, jak w lutym 2002 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy Urzędu Ochrony Państwa, podobno na polecenie polityków.
Obecny prezes Polimeksu-Mostostal z wykształcenia jest inżynierem chemikiem. Ukończył Politechnikę Śląską w Gliwicach, a także podyplomowe studia w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Niewiele jednak brakowało, a zająłby się uprawą roli. Tak wymarzył sobie jego ojciec - chłop z Opolszczyzny. Młody Jaskóła jednak ciężko zachorował i paradoksalnie utrata zdrowia otworzyła mu drogę do szkoły i na szczyty kariery.
Do chemii, którą studiował, upodobnił swoje życie. Jest perfekcyjnie zorganizowane i przewidywalne jak tablica Mendelejewa. Jaskóła nie jest jednak bezduszny.
- Nie idzie po trupach do celu. Słucha ludzi i ciągle szuka lepszych od siebie, żeby czegoś jeszcze się nauczyć - mówi osoba z kręgu jego znajomych.
- Nie narzeka na przeciwności, tylko jak rasowy szachista wyprzedza konkurencję o kilka ruchów do przodu - mówi Janusz Piechociński, wiceszef sejmowej komisji infrastruktury, który razem z szefem Polimeksu uczestniczy w branżowych konferencjach i seminariach.
Tak jak wtedy, gdy wybuchł kryzys i prezesi konkurujących z nim koncernów nieśmiało nawoływali państwo do pomocy zagrożonym firmom. On ciął koszty i z żelazną konsekwencją budował jak najszerszy portfel zamówień. Dzięki temu Polimex-Mostostal wyszedł z kryzysu mocniejszy niż kiedykolwiek.
@RY1@i02/2010/137/i02.2010.137.000.024a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Życie i kariera Konrada Jaskóły są perfekcyjnie poukładane niczym tablica Mendelejewa
Maciej Szczepaniuk
maciej.szczepaniuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu