Dziennik Gazeta Prawana logo

Coraz więcej Izraelczyków sięga po koszerne inwestycje

1 lipca 2018

Rabin Aryeh Dvir z Jerozolimy przyjmuje gości w mieszkaniu pełnym opasłych, oprawionych w skórę pobożnych ksiąg, ubrany w tradcyjny czarno-biały strój ortodoksyjnych Żydów. Twarz ma okoloną białą brodą i pejsami. W rozmowie wciąż wplata odniesienia do Tory i jej interpretacji rabinicznych sprzed stuleci.

Ale ludzie zwracają się do niego nie tylko po poradę w sprawach ducha, ale i finansów. Przychodzą do rabbiego Dvira ze świadomością, że chlubi się on rzadkim połączeniem wiedzy religijnej i głębokiego zrozumienia działania rynków finansowych. Rabbi z chęcią przedstawia swój pogląd na źródła kryzysu finansowego, czasem sięgając po podręcznik finansów, by znaleźć hebrajskie odpowiedniki takich słów jak "derywaty".

Wespół z kilkoma menedżerami funduszy i ekspertami ds. inwestycji rabbi Dvir stoi na czele zjawiska zwanego "koszernym inwestowaniem". Działające w tej niewielkiej, ale szybko rosnącej niszy fundusze obiecują inwestować tylko w produkty finansowe, które są zgodne z Halachą, czyli żydowskim prawem religijnym. Oznacza to respektowanie tradycyjnego zakazu pożyczania na procent, ale również omijanie firm nieprzestrzegających szabasu lub w inny sposób naruszających żydowskie zwyczaje.

Pierwszy taki fundusz rozpoczął działalność około 10 lat temu. Dziś, wedle szacunków, inwestorzy włożyli w koszerne fundusze ponad 1 mld szekli (263 mln dol.). To wciąż niewiele, zwłaszcza w porównaniu z miliardami dolarów zainwestowanymi w fundusze, które przestrzegają reguł szariatu (prawa islamskiego). Ale, jak twierdzi rabbi Dvir, zainteresowanie koszernymi finansami szybko rośnie.

Namnożenie się takich funduszy wydaje się być skutkiem nałożenia się kilku trendów, a zwłaszcza wzrostu znaczenia ultraortodoksów w Izraelu oraz coraz większej roli religii w życiu publicznym Izraela. Ale koszerne finanse stanowią także frapujący przykład niepohamowanego pędu innowacyjnego, który cechuje branżę usług finansowych.

Jaakov Moreshet to założyciel i właściciel telawiwskiej firmy zarządzania aktywami Hilat Shoam, która prowadzi w zgodzie z Halachą dziewięć otwartych funduszy inwestycyjnych i trzy programy emerytalne. Jego elegancki garnitur i nowoczesne biuro z widokiem na Morze Śródziemne wydają się go bardzo różnić od zamkniętego świata rabbiego Dvira i innych pobożnych Żydów, ale obaj panowie wyrażają całkiem podobny optymizm. Założona dopiero w 2002 roku. Hilat Shoam zarządza obecnie ok. 700 mln szekli i jest największym dostawcą koszernych produktów inwestycyjnych.

- Halacha jest rygorystyczna, nie mogę inwestować w byle co, to mnie bardzo ogranicza - mówi Moreshet.

Jednym z kluczowych wymogów stawianych koszernym funduszom jest przestrzeganie prawa "ribbit" zakazującego wypłacania procentów od pożyczki. Przez stulecia rabiniczne prawodawstwo poszerzyło ten zakaz, tworząc sieć przepisów obejmujących najbardziej zawikłane sytuacje związane z pożyczaniem. Sąsiad pożyczający tuzin jaj nie może np. wyrazić wdzięczności, przynosząc z powrotem choćby jedno więcej.

Dla Moresheta i innych zarządców koszernych funduszy zakaz pożyczania na procent tworzy poważne przeszkody w obrocie obligacjami firmowymi i skarbowymi, które zazwyczaj przynoszą stałe roczne odsetki. Aby ominąć ten problem, rząd Izraela oraz wiele tamtejszych firm wystawiają "heter iska", czyli dokument, którego emitent deklaruje, że nabywca jest jego partnerem biznesowym, a nie wierzycielem. Innym wyjściem jest kupowanie obligacji emitowanych poza Izraelem, ponieważ pobieranie procentów jest zakazane tylko w stosunkach między Żydami.

Według Horesheta większość jego inwestorów to nie ortodoksi - ci na ogół mają mało pieniędzy - lecz po prostu religijni Żydzi. Dla nich od Halachy ważniejszy jest dochód.

Tłumaczenie TK

Tobias Buck

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.