Kończy się dobry okres dla firm chemicznych
Drogie jednostki redukcji emisji mogą doprowadzić do załamania sektora chemicznego w Europie. Unijne regulacje to największe ryzyko, które ciąży nad branżą i prowadzi do utraty konkurencyjności
Przed polskim sektorem chemicznym stoi wiele wyzwań, jednak największe dotyczy jakości europejskich regulacji.
Ceny jednostek
- To dla nas obszar krytyczny. Dziś trudno bowiem powiedzieć m.in., jak będzie wyglądał handel emisjami CO2 i jak będą kształtowały się ceny jednostek redukcji emisji - tłumaczy Zenon Pokojski, wiceprezes Zakładów Azotowych Puławy.
A to kwestia kluczowa dla firm z tej wysokoemisyjnej branży.
- Prognozy dotyczące ceny jednostki redukcji są bardzo rozbieżne. Dziś za jednostkę płaci się 5 - 7 euro, ale Deutsche Bank zapowiada, że w ciągu kilku lat notowania wzrosną do 48 euro. Z kolei Fertilizers Europe twierdzi, że ceny będą kształtować się w przedziale 20 - 30 euro, zaś firma Consus przewiduje ją na bardzo różnych poziomach w zależności od daty prognozy. Jak podjąć decyzję inwestycyjną w oparciu o taką wiedzę? To poważne ryzyko - podkreśla Zenon Pokojski.
Jerzy Marciniak, prezes Azotów Tarnów, przekonuje, że drogie jednostki redukcji emisji mogą doprowadzić do zamknięcia wielu linii produkcyjnych lub emigracji firm poza granice Unii Europejskiej.
Zasadnicza wada
Jak tłumaczą eksperci z branży, choć unijny plan ograniczania emisji dwutlenku węgla jest słuszny, to ma jedną zasadniczą wadę - takie rozwiązanie miałoby sens tylko wówczas, gdyby podobne cele redukcji CO2 wprowadzone zostały na całym świecie.
- Tak jednak nie jest i firmy z najbardziej emisyjnych sektorów gospodarki, aby pozostać konkurencyjnymi, emigrują do innych krajów. Świat w efekcie nic nie zyskuje na ograniczeniu emisji, traci natomiast UE - dodaje prezes Jerzy Marciniak.
Polskie firmy chemiczne policzyły, ile jednostek redukcji emisji będzie brakowało w należących do nich zakładach i ile w efekcie będą musiały dokupić. Choć nie ujawniają tych danych, to nie ulega wątpliwości, że konkurencyjność rodzimych spółek spadnie.
- Możemy mieć duże załamanie w chemii - potwierdza Jerzy Marciniak.
Analitycy spodziewają się, że w efekcie będzie dynamicznie rósł import nawozów spoza Unii, m.in. z Rosji czy Egiptu. Zwłaszcza aktywność krajów Afryki Północnej w eksporcie nawozów do Europy jest bardzo duża.
Spółki pod presją
Mimo dobrych wyników finansowych firmy z sektora chemicznego działają więc pod dużą presją. Spółki już przygotowują się na możliwe pogorszenie warunków konkurencji.
To, że teraz mamy koniunkturę, a firma notuje bardzo dobre wyniki, może zostać zaprzepaszczone przez brak odpowiednich działań zaradczych - zaznaczają zgodnie chemicy. - Dlatego Grupa Puławy przeznacza w ostatnich latach corocznie ponad 300 milionów zł na inwestycje niskoemisyjne, poprawiające efektywność procesów produkcyjnych. Tak było w przypadku inwestycji "tlenownia-amoniak-mocznik"; tak jest w przypadku instalacji odsiarczania spalin czy nowej elektrociepłowni. Już dzisiaj puławskie instalacje należą do najbardziej sprawnych w Europie - dodaje Zenon Pokojski.
Jednym z wyzwań jest przygotowanie się na możliwe wysokie ceny surowców.
- To duży problem, biorąc pod uwagę, jak ceny gazu w przypadku chemii wpływają na konkurencyjność. Niestety nawet to, że dysponujemy bardzo wydajną technologią, niewiele pomoże w sprostaniu konkurencji ze strony tych firm, które mają tańszy surowiec - tłumaczy Zenon Pokojski.
Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu