Dziennik Gazeta Prawana logo

W centrum miasta wszystko ma być drogie i luksusowe. Nawet chleb i mleko

27 czerwca 2018

Galerie handlowe wypraszają hipermarkety, a zapraszają delikatesy

W centrach miast wszystko jest droższe - mieszkania, wynajem powierzchni biurowej czy restauracje. Niebawem podobnie będzie ze zwykłymi, codziennymi zakupami. A to dlatego, że w nowo budowanych galeriach handlowych, lokalizowanych w najlepszych punktach aglomeracji, milej widziane są supermarkety i delikatesy niż tanie hipermarkety, o dyskontach nie wspominając.

Lepsze i droższe

W przyszłym roku w dużych polskich miastach do użytku oddanych ma zostać 20 nowych obiektów handlowych. W większości z nich powstanie supermarket albo delikatesy. Tak samo będzie w centrach handlowych, których termin otwarcia przypada na lata 2013 - 2014. Np. w łódzkiej galerii Sukcesja będzie Alma lub Piotr i Paweł, w centrum Szperk w Gdyni - Piotr i Paweł.

Centra i galerie zapraszają sklepy uchodzące za lepsze i droższe z kilku powodów. Po pierwsze grunty pod inwestycje w centrach miast są przynajmniej o połowę droższe od tych na obrzeżach. Po drugie mają mniejszą powierzchnię. - Nieekonomiczne jest więc wydzielanie lokali o dużych powierzchniach - zauważa Magdalena Frątczak, analityk rynku nieruchomości komercyjnych z firmy doradczej CBRE. Poza tym hipermarkety oczekują niższych stawek za wynajem. Duże znaczenie odgrywają też względy logistyczne. Dowóz towaru do hipermarketu położonego w centrum miasta jest bardzo problematyczny.

Przewagę popytu na supermarkety nad hipermarketami na własnej skórze odczuło Tesco. Od początku roku uruchomiło tylko 8 wielkich sklepów i aż 29 supermarketów. - Do tego można doliczyć trzy sklepy, które otwieramy jutro - mówi Michał Sikora z Tesco Polska. Podobną tendencję widać w innych sieciach. Carrefour deklaruje otwieranie 200 mniejszych sklepów rocznie. Niestety, dla klientów oznacza to wyższe ceny towarów.

Delikatesy też tną

Droższe sklepy coraz bardziej konkurują z tymi tańszymi. Robią to jednak przede wszystkim w podstawowym asortymencie. Jeśli w koszyku znajdą się bardziej wyszukane towary, to rachunek przy kasie będzie już co najmniej 10 proc. wyższy niż w hipermarkecie.

W przypadku Bomi, Almy czy Piotra i Pawła może być jeszcze drożej, bo mają one sporo towarów importowanych, a te w związku ze słabym złotym mają tendencje do drożenia. To też przekłada się na ostateczną cenę zakupów. Choć z drugiej strony sieci zareagowały na drogie euro. - Aby obciąć koszty, postanowiliśmy się zająć importem produktów osobiście, rezygnując z zewnętrznych dostawców - mówi Błażej Patryn z sieci Piotr i Paweł, w której importowane towary stanowią 20 proc. całego asortymentu.

Ale wyższe ceny to niejedyna strata dla konsumentów. Inną jest mniejszy wybór towarów w supermarketach i delikatesach. Najczęściej ich asortyment obejmuje 3 - 5 tys. produktów, w dodatku z górnej półki. Znalezienie tańszego zamiennika może więc być trudne. W hipermarketach tymczasem można przebierać wśród 40 tys. towarów. Od markowych i drogich po tanie i byle jakie. Kto zatem chce mieć duży wybór blisko domu, niech się przeprowadzi na przedmieścia.

@RY1@i02/2011/242/i02.2011.242.00000070c.803.jpg@RY2@

Krzysztof Wójcik/Forum

W supermarketach i delikatesach ceny są co namniej 10 proc. wyższe niż w hipermarketach

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.