Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Ten rynek można powiększać, ale firmy muszą zachować rozsądek

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Czy warto za wszelką cenę przekonywać klientów do leasingu konsumenckiego? Czy zobowiązania leasingowe powinny się znaleźć w rejestrach długów? Ten temat wywołał spory podczas debaty "Dziennika Gazety Prawnej"

Widzę kilka barier. Część została już usunięta, np. niepewność dotycząca kwestii podatkowych. Wraz w wejściem w życie w lipcu nowelizacji ustaw o podatku dochodowym od osób prawnych i osób fizycznych. Pozostaje kwestia regulacji prawno-finansowych. Firmy, które przymierzają się do zaoferowania leasingu konsumenckiego, oceniają skutki i okazuje się, że właściwie to nadal coś w rodzaju szarej strefy. Żeby był to produkt całkowicie bezpieczny dla firmy, trzeba by go skonstruować zupełnie odmiennie od tego dla przedsiębiorców i zmienić procedury przy zawarciu umowy i przed nim. Orzecznictwo polskie i europejskie wskazuje, że ochrona konsumenta ma być coraz szersza. Z czysto prawnego punktu widzenia trzeba by je podzielić na takie, które podlegają regulacjom ogólnym i w tym obszarze ustawa o kredycie konsumenckim niczego nie zmienia, i te, które będą rozumiane jako umowy o kredyt konsumencki. Tu wchodzi niebawem w życie regulacja dość odmienna od dotychczasowej, ale mam wątpliwości, czy zmieni aż tak dużo. Bardzo korzystna jest zmiana 5-proc. progu kosztów kredytu, ale będziemy nadal mieli możliwość odstąpienia od umowy, przedterminowej spłaty - do tej pory w leasingu niemożliwej. W dotychczasowych regulacjach spod rządów ustawy wyłączano umowy, w których nie było automatycznego przeniesienia własności po okresie leasingowania albo na żądanie leasingodawcy. Teraz będzie dotyczyć spełniających te same kryteria umów leasingu i najmu. A ponieważ dotychczasowe umowy są czymś na kształt mieszanki najmu i leasingu, trudno mieć pewność, czy wyłączenie w nowej regulacji nie będzie węższe niż w dotychczasowej. To wszystko sprawia, że firmy nie decydują się na wejście na ten rynek. Kiedy w dodatku brakuje popularyzacji tego produktu, efekt jest taki, że ten rynek jest mało rozwinięty. Cztery firmy obecne na rynku i trzy szykujące się do wejścia to bardzo mało.

Te firmy, które się wstrzymują, to są instytucje bankowe, które naturalnie nie chcą konkurować z kredytem bankowym. Każdy, kto proponuje tę usługę, ma potrzebę bezpieczeństwa i dla siebie, i dla klienta.

I nie zgadzam się ze zdaniem, że nie promujemy. Promujemy, choć w ograniczonym zakresie, bo koniec końców musi się opłacać.

Nie widzę związku między nadzorem bankowym, który wydaje rekomendacje, a ustawą o kredycie konsumenckim. W moim przekonaniu firmy leasingowe nie podlegają Rekomendacji T. Może się wręcz okazać, że w związku z ograniczeniami kredytów leasing konsumencki stanie się istotnym źródłem finansowania dostępu do dóbr trwałych.

Leasing w ogólności, a konsumencki w szczególności, nie jest koniecznie oferowany przez podmioty, które podlegają nadzorowi finansowemu. Rekomendacja T ma zastosowanie tylko tam, gdzie mamy do czynienia z podlegającymi KNF. Warto przypomnieć: nazwa "kredyt konsumencki" nie oznacza, że jest to część regulacji rynku bankowego.

Najpierw ustalamy, czy ma to być auto nowe, czy używane, jaki czas i jaki może być wkład własny. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jakie są potrzeby klienta. Jeśli mówimy o samym kredycie, to teoretycznie jest tańszy, tyle że banki wymagają np. ubezpieczeń, których my nie potrzebujemy, przy okazji założą nam konto i zaproponują inne usługi finansowe, które obniżą marżę kredytu samochodowego, ale w sumie podniosą koszt. W leasingu te koszty są przerzucone na leasingodawcę, choć "oprocentowanie" jest wyższe.

Istotna jest także dostępność. Analitycy w firmach leasingowych są mniej restrykcyjni niż w bankach, ponieważ auto pozostaje własnością firmy. W dodatku leasing nie obciąża zdolności kredytowej. Z drugiej strony: myślę, że nieobjęcie nadzorem finansowym sprawia, że klienci mają więcej obaw w stosunku do firm leasingowych i rynek trafia na tę już dziś wspominaną barierę mentalną.

Leasing może być opłacalny jeszcze z innych powodów: cen usług serwisowych. Klient ma wybór: oddać samochód po upływie umowy czy przejąć. W przypadku wyższej raty na decyzję jest czas, nie trzeba się decydować dzisiaj, co za pięć będziemy chcieli zrobić. A dzięki temu, że klienci mogą wziąć w leasing następny samochód, możemy negocjować rabaty nawet do 20 proc. producent jest zainteresowany tym, by po kilku latach znów sprzedać pojazd klientowi. To sprawia, że w leasingu koszty są niższe nawet niż przy zakupie za gotówkę.

Myślę, że barierą rozwoju tego rynku rzeczywiście jest obawa klientów o to, jak zostaną potraktowani, jeśli nagle zmieni się ich sytuacja finansowa. W przypadku banków czują, że są jakoś chronieni. Firmy leasingowe będą musiały przekonać konsumentów, że sprzedają usługę zgodnie z ustawą o kredycie konsumenckim, która nakłada wyśrubowane normy.

Na dzisiaj jeszcze nie, choć oczywiście fakt, że to leasing, a nie kredyt, nie zmienia tego, że trzeba mieć z czego regulować zobowiązania i takie obciążenie wpływa na rzeczywistą zdolność kredytową. To jest luka w systemie. Zbiory danych powstają na podstawie danych przekazywanych przez firmy. Podczas prac nad wdrożeniem dyrektywy o kredycie konsumenckim do polskiego prawa były dyskusje, czy należy uwzględniać tego typu informacje. I niektóre instytucje pokazywały, że jest to szalenie niebezpieczne w kontekście danych osobowych... Efekt jest taki, że informacja o leasingu może się pojawić w obiegu wtedy, kiedy klient zgodzi się na to, chyba że przestaje płacić zobowiązania. W takim przypadku informacja może zostać przekazana do biur informacji gospodarczej.

Ustawa o kredycie konsumenckim wprowadza bardzo ważną nowość: obowiązek oceny ryzyka kredytowego przez każdą firmę, która udziela kredytu konsumenckiego. Czyli oceny zdolności do spłaty. Jeśli taka ocena nie zostanie dokonana, to firma podlega karze grzywny. Co wtedy, kiedy ocena była negatywna, a klient i tak dostał kredyt? W oparciu o moje doświadczenia bankowe wiem, że w przypadku niewłaściwej oceny i potem problemów ze spłatą prokurator pyta, czy dochowano należytej staranności. Jeśli klient nie płaci rat i firma ponosi straty, to czy odpowiedzialność ponosi konsument, który nie płaci, czy ten, kto mu na to pozwolił, czyli zdecydował się zawrzeć umowę mimo świadomości, że mogą być problemy. Klient może nawet twierdzić, że to leasingodawca doprowadził go do nieracjonalnego rozporządzania majątkiem... Możemy mieć ciekawe przypadki!

Celem ustawodawcy, a pierwotnie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, było uniknięcie sytuacji, w której wszystkie podmioty będą zobowiązane do stosowania tych samych regulacji co banki. W prawie bankowym jest zakaz udzielania kredytu w przypadku negatywnej oceny zdolności kredytowej. Taki wymóg nie wynikał z dyrektywy unijnej o kredycie konsumenckim.

Panowie mówili o tym, jak powiększyć rynek leasingu konsumenckiego. My jesteśmy rejestrem dłużników i musimy się zastanowić, co się stanie, kiedy pojawi się pierwsza fala niespłacanych zobowiązań. A że się pojawi, w to trudno wątpić. Już czekam, kiedy ktoś zacznie się reklamować hasłem "U nas dostaniesz samochód bez BIK-u". A to przecież pożyczki, tylko pozabankowe. Kilka czy kilkanaście procent z tych, którzy dadzą się przekonać, trafi potem do nas, a my potem sprzedamy wam te dane, więc powinienem być zadowolony. Pożywią się też firmy windykacyjne i niemal wszyscy będą zadowoleni. Fakty są takie, że już 2 mln ludzi w Polsce w trwały sposób nie spłaca swoich zobowiązań. To tyle, ile mieszka w którymś z mniejszych województw. Część z nich weźmie te samochody i po dwóch, trzech ratach przestanie je spłacać. Wy odbierzecie auta, ale ich wartość już drastycznie spadnie. Sprzedając ten odzyskany samochód, stracicie. W pogoni za sprzedażą nie wolno zapominać o dobrych naukach z sektora bankowego. Rekomendacja T nie jest straszakiem na konsumentów, tylko przestrogą: nie pozwólcie klientom zadłużać się ponad miarę. I firmy leasingowe też powinny to brać pod uwagę, niezależnie od tego, czy ktoś im to nakaże, czy nie. W interesie wszystkich.

Była już taka próba, ale zakończyła się... niczym. Każdy chciałby pobierać informacje, nikt nie chce ich udostępniać. Jednak to konieczność.

@RY1@i02/2011/231/i02.2011.231.03700040u.802.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Marcin Piasecki (wydawca "Dziennika Gazety Prawnej"), mec. Grzegorz Kott (Kancelaria Wierzbowski Eversheds), Andrzej Roter (Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce), Michał Hamera (Hossa Finance), Witold Potocki (Masterlease), Krzysztof Markowski (Biuro Informacji Kredytowej), Marcin Ledworowski (BIG Infomonitor)

Notował MWW

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.