Słabe strony globalnego łańcucha produkcji
Obecna powódź w Tajlandii, marcowe tsunami w Japonii - katastrofy te, oprócz oczywistego wymiaru ludzkich tragedii, pokazały też coś zupełnie prozaicznego. Chodzi mianowicie o słabość globalnego łańcucha produkcji.
Mazda, Toyota i Toshiba dołączyły w tym tygodniu do długiej listy międzynarodowych koncernów, które przedłużyły okres zawieszenia produkcji w podtopionych tajlandzkich fabrykach. Tamtejsza montownia Hondy, która wypuszcza prawie 250 tys. samochodów rocznie, czyli 5 proc. globalnej produkcji, jest zamknięta od 4 października. Zakłócenia wykraczają daleko poza prosty montaż. Niezwykle skomplikowany azjatycki łańcuch dostaw oznacza, że materiały wielokrotnie przekraczają granice, zanim trafią do sklepu w postaci gotowego produktu.
Gadżety Apple’a w rodzaju iPada i iPhone’a są produkowane w południowych Chinach, w fabryce będącej własnością tajwańskiej firmy Hon Hai. Jednak w każdym lśniącym cacku znajdują się dziesiątki komponentów wykonanych w Japonii, na Tajwanie, w Korei Południowej, w USA i w Europie. Krążą po świecie jak wędrowne ptaki.
Ta złożoność służy obniżeniu kosztów produkcji. Jednak jest to łańcuch podatny na wstrząsy. Przed tsunami większość Japończyków nie wiedziała, że w regionie Tohoku produkuje się coś oprócz ryżu i ryb. Okazało się, że wyrabia się tam 40 proc. światowych mikrokontrolerów, "małych mózgów", bez których jeździ już niewiele samochodów. Kiedy wstrzymano czasowo ich produkcję, stanął też montaż samochodów w kilku zakładach na całym świecie.
Negatywne konsekwencje dla światowej produkcji ma też powódź w Tajlandii. Z jej powodu Honda Motor wstrzymała produkcję w Malezji - zabrakło tajskich części. Branża komputerowa zmaga się z kolei z brakiem napędów do twardych dysków. Zostały zalane w tajskich fabrykach.
Powódź doprowadziła także do odkrycia, że w dzisiejszych czasach niemal nic nie może zostać wyprodukowane bez azjatyckich części. Bez japońskich kondensatorów i przełączników współczesny świat zostałby sparaliżowany. By wyprodukować aluminiowy kondensator, trzeba zrobić dziurki głębokości jednego mikrona w kawałku aluminium o grubości 100 mikronów. To jak wywiercić 300 tys. dziurek w ziarnku ryżu, a potem odwrócić je i zrobić to samo po drugiej stronie. Produkcja takich zaawansowanych komponentów nie jest prosta. Skoro już raz przeniosła się do Azji, trudno jest ściągnąć ją z powrotem do USA czy Europy.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
David Pilling
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu