Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Bank Dexia tonie, a razem z nim Pierre Mariani

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

miaŁ wyciĄgnĄć Dexię z kŁopotów, a będzie prawdopodobnie jej grabarzem. Historia banku to przykład nieskutecznej akcji reanimacyjnej przeprowadzonej aż przez trzy rządy

Akcjonariusze Dexii - belgijsko-francuskiego banku specjalizującego się w pożyczkach dla sektora publicznego, z pewnością mają wrażenie deja vu. Niemal dokładnie trzy lata temu rządy Belgii, Francji i Luksemburga wyłożyły 6,4 mld euro na uratowanie banku przed upadkiem. Jutro mają przedstawić plan podziału Dexii, której efektem będzie prawdopodobnie upaństwowienie niektórych części, a z reszty stworzenie toksycznego banku. Przez trzy lata od bailoutu akcje Dexii spadły o ponad 90 proc.

Nieuchronny upadek Dexii jest też spektakularną porażką jej prezesa Pierrea Marianiego, który obejmując trzy lata temu to stanowisko, uchodził za jednego z najlepszych - i najmocniej związanych z Pałacem Elizejskim - francuskich menedżerów. - Znam Pierrea od ponad 20 lat i wiem, że może z sukcesem pokierować Dexią. Nie tylko jest zdecydowany i wie wszystko o rynkach finansowych, ale też zachowuje zimną krew i potrafi znosić presję bez grama paniki - mówił wówczas jego znajomy z czasów uniwersyteckich, Jean-Marie Messier, były szef Vivendi.

Mariani rzeczywiście wyglądał na człowieka, który może wyprowadzić bank na prostą. Syn policjanta i nauczycielki, urodził się w 1956 r. w Rabacie, w czasie gdy Maroko uzyskiwało niepodległość.

Dorastał w Marsylii, później studiował prawo na uniwersytecie w Paryżu i Ecole Nationale dAdministration - kuźni francuskich elit polityczno-biznesowych. Po jej ukończeniu w 1982 r. zaczął pracować w ministerstwie finansów, w którym w 1993 r. stał się podwładnym Nicolasa Sarkozyego, obejmującego właśnie swoją pierwszą ministerialną posadę.

Ta znajomość okazała się wyjątkowo cenna, bo francuskie media do dziś uważają Marianiego za jedną z najbliższych prezydentowi osób w świecie finansów. Było to też przyczyną kontrowersji, ponieważ pojawiły się sugestie, że to dzięki znajomości z Sarkozym dostał w pogrążonej w kłopotach Dexii pensję o 30 proc. wyższą od swojego poprzednika - milion euro rocznie plus bonus maksymalnie 2,25 mln (za ubiegły rok wyniósł on 600 tys.). Wcześniej, pomiędzy ministerstwem finansów a Dexią, od 1997 r. pracował w BNP Paribas, gdzie był odpowiedzialny za zagraniczne oddziały banku. Jednym z jego największych sukcesów było przejęcie włoskiego BNL, co wydatnie zwiększyło dochody francuskiej centrali. Ale gdy po wybuchu kryzysu nadarzyła się okazja do pokierowania całym bankiem, zdecydował się przejść do Dexii.

I przegrał w sposób bezdyskusyjny. W 2009 i 2010 r. bankowi udało się wprawdzie wypracować zyski - odpowiednio 1 mld i 700 mln euro - co było efektem prowadzonej restrukturyzacji i pozbycia się niektórych zagranicznych oddziałów. Ale równocześnie akcje traciły na wartości, szczególnie gdy w Europie wybuchł kryzys zadłużeniowy i zaczęło wychodzić na jaw, jak mocno na bilansie Dexii ciążą posiadane przez nią greckie obligacje. Belgijsko-francuski bank kupił je za blisko 5 mld euro, co ponaddwukrotnie przekracza jego wartość rynkową.

Za drugi kwartał tego roku strata Dexii wyniosła 4 mld euro, co było najgorszym wynikiem w jej 15-letniej historii. Ostatni akt dramatu zaczął się we wtorek, gdy po groźbie obniżenia ratingu akcje Dexii spadły o 22 proc. Wczoraj, po kolejnym kilkunastoprocentowym spadku, ich cena wynosiła niespełna 85 eurocentów.

@RY1@i02/2011/195/i02.2011.195.000.016a.101.jpg@RY2@

Fot. AP

Upadek Dexii to również spektakularna porażka Pierrea Marianiego

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.