Zott walczy o Racibórz, Łowicz o Wielkopolskę
Kolejni przetwórcy mleka mają apetyt na przejęcia konkurencyjnych firm. Oddział niemieckiego giganta Zott Polska z Opola nawiązuje współpracę z Raciborską Spółdzielnią Mleczarską. Tymczasem OSM Łowicz rusza do Wielkopolski.
Raciborska Spółdzielnia Mleczarska rozmawia z Zott Polska o rozpoczęciu produkcji serów twarogowych dla polskiego oddziału niemieckiej firmy. Znajdujący się pod koniec pierwszej dziesiątki pod względem przychodów wśród przetwórców mleka w Polsce Zott ma jednak apetyt na więcej.
W grę wchodzi nawet przejęcie raciborskiej spółdzielni przez Zott Polska, ale oficjalnie nie ma żadnych rozmów na ten temat.
O możliwym przejęciu informowała była prezes RSM Wanda Świerczyna, która została jednak odwołana pod koniec sierpnia. Jej następca, Zbigniew Pietryszyn, pełnił swą funkcję zaledwie do 6 września. Od tygodnia prezesem RSM jest dotychczasowy główny księgowy Grzegorz Cylok-Sokołowski.
Tymczasem RSM przyznaje, że rozważa rozpoczęcie współpracy jako przetwórca dla kolejnego oprócz Zott koncernu, tak by zachować niezależność właścicielską. Choć taka współpraca może pozwolić zachować niezależność raciborskiej spółdzielni, jednak jej konsolidacja z większym graczem może być tylko kwestią czasu. Rynek, na jakim działają zwłaszcza małe spółdzielnie mleczarskie, jest coraz trudniejszy. Polscy rolnicy, właściciele takich spółdzielni, choć mają wyższe od zachodnioeuropejskich rywali koszty produkcji mleka, dostają przeciętnie w skupie zaledwie 70 proc. kwoty, jaką otrzymują zachodni farmerzy. Spółdzielnie, których sytuacja finansowa jest coraz gorsza, płacą tylko ok. złotego za litr mleka, nawet 30 groszy mniej od tego, co oferują firmy w dobrej sytuacji.
Słabą kondycję małych polskich spółdzielni i ich właścicieli dostrzegł czwarty gracz na krajowym rynku przetwórców mleka, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łowiczu. Spółdzielnia, której roczne obroty przekraczają miliard złotych, szuka właśnie okazji do konsolidacji rynku. W grę wchodzą mleczarnie zlokalizowane zwłaszcza w Wielkopolsce. - Prowadzimy rozmowy z czterema spółdzielniami - mówi "DGP" Jan Dąbrowski, prezes OSM w Łowiczu. - Niektóre mleczarnie same się do nas zgłaszają - dodaje Dąbrowski.
Jednak procesy przejmowania nawet małych spółdzielni utrudniać może dążenie do utrzymania ich niezależności. Spółdzielnie są bowiem mocno osadzone w tradycji, która utrudnia im oddawanie władzy nowym właścicielom. Spółdzielcy często wolą pozostać niezależni, nawet kosztem pogarszającej się sytuacji ekonomicznej. Jak przekonuje Jan Dąbrowski, za kilka lat na rynku może pozostać zaledwie kilkanaście z ponad 150 działających dziś spółdzielni.
Radosław Miętus
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu