Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Branże meblarska i motoryzacyjna płaczą, a odzieżówka podbija Wschód

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Uzależnienie od strefy euro to problem dużych eksporterów z regionu. Kurczą się możliwości konkurowania ceną. Pora postawić na nowe rynki zbytu i innowacyjność

Spadają zamówienia w przetwórstwie przemysłowym. Portfel zamówień krajowych i zagranicznych deklarowanych przez przedsiębiorców obniżył się z 9,6 pkt w lipcu do 5,2 pkt w sierpniu - podał GUS. Jest to najniższy poziom od 2 lat. - Spadek nastrojów w strefie euro w ostatnim półroczu mogą odczuć firmy zajmujące się wytwarzaniem urządzeń elektrycznych, papieru, metali, komputerów i wyrobów elektronicznych, wyrobów chemicznych oraz samochodów, przyczep i naczep - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku. - Odnotowane w czerwcu i lipcu wyraźne spowolnienie tempa wzrostu produkcji przemysłowej nie jest przejściowe i jej dynamika po oczyszczeniu z wpływu czynników o charakterze sezonowym będzie się w najbliższych miesiącach dalej obniżała - dodaje.

To wynik słabnącej konsumpcji w Polsce. Do tego przedsiębiorstwa w zbyt dużym stopniu uzależnione są od popytu ze strony państw strefy euro. W pierwszej połowie roku na tamtejsze rynki trafiło 55 proc. naszego eksportu. Liczony rok do roku, wyrażony w euro wzrost wyniósł nieco ponad 10 proc. - Związanie się ze strefą euro to problem wszystkich dużych przedsiębiorstw eksportowych z państw regionu Europy Centralnej i Wschodniej. Tymczasem mają one już coraz mniejsze możliwości konkurowania ceną. Dlatego dopóki nie postawią na innowacje i większy wzrost handlu w ramach krajów regionu, nie będą miały szans na szybkie wzrosty - uważa Tomasz Ochrymowicz, partner w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Najwyższy udział przychodów z eksportu w całości przychodów ze sprzedaży odnotowano w 2010 r. w firmach oferujących pojazdy samochodowe, przyczepy i naczepy (74,5 proc.), inny sprzęt transportowy (65,6 proc.) i urządzenia elektryczne (64,2 proc.). Relatywnie wysoki udział przychodów ze sprzedaży na eksport notowały firmy zajmujące się produkcją mebli (59,2 proc.), komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (50,9 proc.), skór i wyrobów skórzanych (45,2 proc.) oraz maszyn i urządzeń (45,0 proc.).

W tym roku spadek popytu, i to nie tylko ze strony zagranicy, lecz także polskich odbiorców, najbardziej odczuwają branże RTV, AGD, meblarska i motoryzacyjna. We Włoszech popyt na auta w lipcu zmalał o 10,7 proc., w Wielkiej Brytanii o 3,5 proc. W efekcie fabryki obniżają prognozy produkcji. Z gliwickich zakładów w tym roku zamiast 182 tys. samochodów wyjedzie 176 tys. - Na początku roku zakładaliśmy, że przyniesie on 160 tys. nowych aut. Mimo weryfikacji prognoz i tak jest lepiej, niż tego oczekiwaliśmy w styczniu - mówi Przemysław Byszewski, rzecznik General Motors Poland. Gorzej jest w Fiat Auto Poland. W tym roku z tej fabryki miało wyjechać blisko 550 tys. samochodów. Obecne prognozy mówią o 500 tys. aut.

Producenci artykułów gospodarstwa domowego i RTV sprzedali w czerwcu o 5,3 proc., a w maju zaledwie o 3,8 proc. sprzętu więcej niż rok wcześniej. Tymczasem jeszcze na początku roku dynamika przekraczała 30 proc. i takiej też spodziewano się do końca roku. - Na spadek zainteresowania Polaków nowym sprzętem miały wpływ wprowadzone ograniczenia w udzielaniu kredytów ratalnych, a także słabnący złoty i podwyżki stóp procentowych, które spowodowały, że płacimy wyższe raty kredytów hipotecznych i mamy mniej pieniędzy na inne wydatki - uważa Jarosław Niedzielewski, zarządzający w Investors TFI. Na sytuację na rynku wewnętrznym nałożyło się osłabienie popytu na rynkach zewnętrznych. Branża miała blisko 30-proc. spadek zamówień z krajów europejskich, do których na eksport idzie ponad 80 proc. urządzeń wytwarzanych w polskich fabrykach.

Największe zakłady przyznają, że w wakacje produkcja zmniejszyła się o 20 proc. rok do roku. Dwucyfrowe spadki zanotowały Sharp Manufacturing Poland oraz Funai. Jak mówi nam Daniel Kortland z LG Electronics Mława, która w 2010 r. wyprodukowała 6,5 mln odbiorników, latem moce produkcyjne tych zakładów były wykorzystane w 50 - 70 proc.

Ale producenci są dobrej myśli, bo w 2012 r. popyt na ich towary będą napędzać mistrzostwa Europy w piłce nożnej. - Spodziewamy się, że już od września potencjał naszej fabryki będzie wykorzystany w 80 proc. - mówi Daniel Kortland.

Mniej optymistycznie patrzy w przyszłość branża meblarska, która 80 proc. produkcji wysyła za granicę. To efekt pogorszenia się koniunktury na światowych rynkach, głównie w Niemczech. W lipcu zakłady wyprodukowały tylko o 15,5 proc. więcej mebli niż przed rokiem, gdy w kwietniu wzrost przekraczał 26 proc. To zaowocowało spadkiem zatrudnienia. Według danych GUS w czerwcu i lipcu liczba osób pracujących w firmach zatrudniających ponad 9 osób spadła o 5 tys., do 133 tys.

Ale branża ma nadzieję odbić się kosztem konkurencji z Hiszpanii i Włoch. - Polskie firmy powinny przejmować producentów z krajów strefy euro. Dzięki temu zyskają bezpośredni dostęp do klientów, co pozwoli im na sprzedaż z ominięciem pośredników handlowych - tłumaczy Tomasz Wiktorski, właściciel firmy badawczej B+R Studio.

Tak zrobiła firma Mebelplast, jeden z wiodących polskich producentów mebli tapicerowanych, która nabyła od inwestora Square Four (SQ4) 100 proc. udziałów w niemieckiej firmie Weco Polstermoebel Manufaktur Limbach. Przez przejęcia polskie firmy będą mogły jeszcze bardziej wykorzystać przewagę konkurencyjną, jaką jest niska cena. Produkowane w Polsce meble kosztują 211 euro za 100 kg. Te z Włoch czy Niemiec są wyceniane na 450 euro za 100 kg.

Jedną z nielicznych branż w Polsce, które nie narzekają, są producenci odzieży i obuwia. Zyskują firmy, które postawiły na jakość w przystępnej cenie. Większość sieci działających na rynku deklaruje, że będzie rocznie otwierało 15 - 20 sklepów.

Dla przykładu Grupa Redan w pierwszym półroczu zarobiła na sprzedaży 2,6 mln zł, czyli o 124 proc. więcej niż w tym samym okresie 2010 r.

NG2, właściciel marek CCC, Boti, Quazi, w drugim kwartale roku wypracował najlepsze wyniki w historii. Przychody ze sprzedaży wyniosły 299,3 mln zł, czyli o 48,4 proc. więcej niż rok temu, a zysk netto blisko 48 mln zł - 0,3 proc. wzrostu. Firma może się też pochwalić rentownością netto na poziomie 16 proc.

Co więcej, jest to branża, w której eksport rośnie. Według GUS sprzedaż na zagraniczne rynki zwiększyła się aż o ponad 48 proc., do kwoty 317,3 mln euro w 2010 r. Wszystko wskazuje na to, że ten rok też przyniesie dwucyfrowe wzrosty. - Spodziewamy się wzrostu eksportu naszych produktów o 50 proc. W zeszłym roku zwiększył się o 30 proc. - mówi Dariusz Miłek, prezes zarządu NG2.

Tomasz Jenda, kierownik działu eksportu w spółce Bartek, przyznaje z kolei, że firma w I półroczu odnotowała wzrost eksportu o 25 proc. Dynamika ta powinna utrzymać się w kolejnych miesiącach.

Branża wygrywa tym, że nie zamierza walczyć ze światowymi markami na wymagających rynkach Francji czy Włoch. Szturmem bierze za to klientów z Łotwy, Litwy, Estonii, Czech, Bułgarii, Rumunii i Niemiec. To potwierdza opinię ekspertów Deloitte, że przepisu na sukces trzeba szukać blisko.

@RY1@i02/2011/169/i02.2011.169.000.0008.001.jpg@RY2@

Patrycja Otto

Beata Tomaszkiewicz

dgp@infor.pl

Przede wszystkim innowacyjne oraz konkurencyjne na zagranicznych rynkach. Do takich należy sektor spożywczy, w tym firmy mięsne, mleczarskie i przetwórcze, które dysponują dużo większym potencjałem produkcyjnym od obecnie wykorzystywanego. Są dobrze przygotowane nie tylko do ekspansji na istniejących już rynkach, lecz także do zdobywania nowych.

Z pewnością sektor jachtów i łodzi. Aż 80 proc. produktów wytwarzanych w polskich fabrykach jest realizowanych na potrzeby rynków zagranicznych. Jak dotąd były one opatrzone logo światowych firm. Teraz polscy producenci, znani z jakości, powinni zacząć walczyć o klientów własną marką. Szanse rozwoju ma też sektor informatyczny. Dzięki sukcesom, jakie odnoszą polscy studenci, nasz kraj coraz częściej nazywany jest kopalnią talentów. W dalszym ciągu będzie się rozwijać motoryzacja. Koszty pracy nadal są u nas niższe niż na Zachodzie, a jakość wyższa niż w krajach rozwijających się. To będzie przyciągało nowe fabryki i studia projektowe, które będą wypuszczały coraz więcej produktów za granicę. Polska może też w przyszłości zasłynąć z wzornictwa i z marek modowych. Polskie sieci odzieżowe podbijają już nie tylko sąsiednie rynki zagraniczne, ale też te dalej położone.

Tak, ale tylko dla tych, którzy dysponują potencjałem produkcyjnym. Jak na przykład firma Maspex z Wadowic, która ma już fabryki nie tylko w Polsce, lecz także w Rumunii i na Węgrzech. Innym przykładem jest firma Boryszew, która kupiła fabrykę w Indiach. Jeszcze pięć lat temu było to nie do pomyślenia. Do perspektywicznych rynków należą Chiny, Indie, Brazylia, kraje arabskie oraz Rosja, w której cenione są polskie kosmetyki oraz wyroby farmaceutyczne.

@RY1@i02/2011/169/i02.2011.169.000.0008.002.jpg@RY2@

Fot. Łobaczewski/Newspix.pl

Marek Kłoczko | sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej

Rozmawiała Patrycja Otto

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.