Zrobić cacko z gruchota
SZYBKO PRZYBYWA internetowych serwisów oferujących części oraz warsztatów naprawiających zabytkowe auta
Wszystko za sprawą mody, która przyszła do nas z Zachodu. W 2000 r. w kraju było zarejestrowanych ponad 5,7 tys. zabytkowych pojazdów. Obecnie jest ich dwukrotnie więcej. Umiejętności polskich mechaników zaczynają sobie coraz bardziej cenić również inwestorzy z zagranicy. Przyjeżdżają tu, by przeprowadzić renowację swoich samochodów, nawet z Japonii.
- Najwięcej jest Duńczyków i Norwegów. Przyciągają ich przede wszystkim niższe ceny usług - tłumaczy Mirosław Staniszewski, właściciel firmy Classic Parts, specjalizującej się w zaopatrzeniu rynku w części i akcesoria do pojazdów zabytkowych wszystkich marek.
W Polsce zabytkowy samochód można wyremontować o połowę taniej niż na Zachodzie. Bywa nawet, że przelicznik wynosi jeden do czterech. Kwota jest taka sama, przy czym za granicą koszt liczony jest w euro, a u nas w złotych. A koszt przeprowadzenia generalnego remontu, w który poza robocizną wliczony jest też zakup części, to wydatek przynajmniej 50 - 60 tys. zł. Dla właściciela serwisu pozostaje z tej kwoty najczęściej kilkanaście procent.
- Cena może przekroczyć nawet 100 tys. zł - mówi Adam Gertig, właściciel firmy FajneFurki.pl, specjalizującej się tylko w jednej marce - Fordzie Mustangu z lat 1965 - 1973. Mimo to - jak mówi - zleceń nie brakuje. W ciągu trzech lat jego firma wyremontowała ponad 20 samochodów. - Kolejni chętni już czekają w kolejce. Lista oczekujących jest tak długa, że najbliższy wolny termin mam za dwa lata - mówi Adam Gertig.
Na częściach zarabia się mniej, bo tu konkurencja jest znacznie większa. Do tego większą rolę niż w przypadku remontu ogrywa cena. Polacy poszukują przede wszystkim tanich części zamiennych. Dlatego Polska zaczyna powoli specjalizować się w dorabianiu elementów, oczywiście po znacznie niższych kosztach niż choćby w Niemczech.
- Coraz więcej właścicieli aut zaczyna jednak stawiać na oryginały. Zdają sobie bowiem sprawę, że tylko wówczas ich samochód nie straci na wartości przy odsprzedaży - zaznacza Mirosław Staniszewski. Marża na częściach to obecnie ok. 10 proc. Biorąc pod uwagę, że oryginalne uszczelki do silnika zabytkowego Rolls-Royce’a mogą kosztować ponad 8 tys. zł, daje to przyzwoity zysk.
Z częściami do samochodów amerykańskiej czy niemieckiej produkcji nie ma problemu, bo firmy, które je konstruowały, mają skatalogowane wszystkie elementy. I nawet jeśli ich już nie robią, to są zakłady, które mają licencje i mogą wyprodukować część na zamówienie.
- Zdobycie każdej części jest możliwe. Ale do tego potrzebne są dobre kontakty, od wyrobienia których należy zacząć przygodę z tą branżą. Można je uzyskać podczas targów czy zlotów - podpowiada Mirosław Staniszewski. Podkreśla jednocześnie, ze zdarzają się okazje. - Jakiś czas temu udało mi się za 500 zł nabyć dużą liczbę starych części od osoby, która chciała się ich tylko pozbyć. Część z nich już sprzedałem za kilka tys. zł - dodaje Staniszewski.
Nie opłaca się jednak, jak zaznacza, zamrażać gotówki, kupując części na zapas. Bywa, że nabywca na nie może się znaleźć nawet po 2 - 3 latach. Są jednak marki aut, które cieszą się ogromną popularnością wśród koneserów, co oznacza, że można podjąć takie ryzyko. - Są to angielskie Triumph Spitfire, czy MG - podkreśla Mirosław Staniszewski.
Patrycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu