Dziennik Gazeta Prawana logo

Last minute przeminęło z deszczem

27 czerwca 2018

Fatalna aura w lipcu napędziła klientów biurom podróży. Popyt na wypoczynek nad ciepłym morzem jest tak duży, że oferty z ostatniej chwili praktycznie nie istnieją.

Polskich turystów nie zniechęcają nawet ceny wycieczek, które są - zależnie od biura i kierunku - o 10 - 30 proc. wyższe niż przed rokiem. Upustów sięgających 50 proc. czy wycieczek po 999 zł dziś po prostu nie ma. Oferta wycieczek rozpoczynających się za kilka dni jest tak skromna i tak przebrana, że zostały tylko pojedyncze miejsca w hotelach najgorszej klasy oraz w tych z najwyższej półki, z cenami dobijającymi do 4 tys. zł za osobę.

To, co cieszy biura podróży, przyprawia o ból głowy polskich hotelarzy. W ostatnich dwóch tygodniach turyści masowo rezygnowali z rezerwacji, nie chcąc spędzać urlopu w zimnie i w deszczu. Woleli stracić zaliczkę, o czym głośno właściciele hoteli i pensjonatów wolą nie mówić, aby nie wystraszyć kolejnych gości. Nie pomagają nawet obniżki cen, specjalne wakacyjne pakiety czy darmowe zabiegi spa, jakimi kuszą ośrodki nad morzem czy na Mazurach. O ile w czerwcu w wielu nadbałtyckich kurortach nie było już wolnych miejsc na lipiec i sierpień, to zdarza się, że obecnie niektóre obiekty są obłożone zaledwie w połowie. Ale ucieczka polskich turystów nie może dziwić, nawet gdyby słoneczny żar lał się na głowę. Tygodniowy pobyt nad Bałtykiem dla dwóch dorosłych osób i jednego dziecka to koszt od 4,5 tys. do 6 tys. zł. Za taką cenę można polecieć do Grecji, Turcji czy Egiptu, gdzie pogoda na pewno nie zawiedzie. I to nawet w październiku.

Patrycja Otto

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.