Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Nadchodzi czas małych banków

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Niepokojące byłoby, gdyby taki wysoki kurs utrzymywał się przez dłuższy czas. Sytuacja stałaby się bardzo niebezpieczna, gdybyśmy za franka płacili 4,5 zł i to trwałoby dłużej niż rok. Byłby to poważny problem nie tylko dla klientów, banków, całego rynku, z którego uciekaliby inwestorzy, lecz także dla rządu. Byłby to też problem Szwajcarii, już teraz rząd tego kraju jest zaniepokojony słabnącym eksportem. Jednak obecnie nie ma powodów do niepokoju. Tylko niewielki procent kredytów hipotecznych denominowanych we frankach nie jest spłacanych na czas.

Narazie tego nie robią. Ale pewnie, niektóre z nich już się do tego przygotowują. Przy utrzymującym się wysokim kursie franka klienci mogą być poproszeni o dodatkowe zabezpieczenia.

Żaden mi się nie podoba. Tą kwestią powinny się zająć nie politycy, ale Komisja Nadzoru Finansowego i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Myślę, że rozwiązaniem byłoby informowanie klienta o wszystkich kosztach kredytu. Pomysł wyliczania wysokości raty po średnim kursie NBP uważam za sprzeczny z zasadami wolnego rynku. To byłoby pewne zamrażanie kursu, do którego ktoś by musiał dopłacić.

Polski sektor bankowy jest stabilny, banki zdały egzamin w stress testach. Niektórzy ekonomiści uważają jednak, że założenia tych testów nie są wystarczające. Że na przykład brana jest pod uwagę tylko częściowa niewypłacalność Grecji, a nikt nie myśli o całkowitym bankructwie jakiegoś kraju.

To, czy w sytuacji zagrożenia któryś z banków upadnie, zależy od rządu i organów nadzorczych. Chciałbym podkreślić, że przecież na wolnym rynku bankructwo nie jest niczym nadzwyczajnym. Inne instytucje przejmują wówczas aktywa bankruta. Unia Europejska może też z pomocą pakietów naprawczych ratować zagrożone banki. Możliwości jest wiele. Obecnie nie ma powodów do paniki. Wiele unijnych banków może pochwalić się płynnością, o której trzy lata temu tylko marzyło.

Krytyka agencji przez liderów wielu państw jest przesadzona, jestem taką postawą rozczarowany. Agencje działają od kilkudziesięciu lat. Ratingi są adresowane do inwestorów, a nie polityków. Po wydarzeniach z 2008 roku agencje poprawiły kryteria oceny. Uważam, że nie powinny powstawać nowe agencje zależne od unijnych instytucji. Proszę zauważyć, że choć rządy krajów europejskich mają obligacje greckie, to Angela Merkel i Jose Manuel Barroso krytykują instytucje finansowe za posiadanie takich samych instrumentów. Mówią, że to było kupowanie na ślepo i w pogoni za zyskiem. Czy to samo można powiedzieć o rządach niektórych europejskich państw?

To wykażą dobrze przeprowadzone analizy. Kapitalizacja Kredyt Banku to prawie 5 mld zł. Do sprzedaży jest 80 proc. udziałów. Zainteresowane mogą być instytucje już obecne w Polsce, takie jak np. francuski BNP Paribas czy HSBC. Na rynku słychać też o zainteresowaniu ze strony rosyjskiego lub chińskiego gracza, których nie ma w naszym kraju.

Będzie mniej dużych banków. Stawiam też na rozwój banków spółdzielczych i regionalnych, które często mają najlepszą ofertę dla małych i średnich przedsiębiorstw. Mniejsze banki są łatwiejsze w zarządzaniu. Na świecie odchodzi się od budowy globalnych konglomeratów bankowych. Kichnięcie takiego kolosa oznacza wstrząsy w wielu krajach.

@RY1@i02/2011/139/i02.2011.139.000.010b.001.jpg@RY2@

Fot. Rafał Siderski

Józef Wancer

Rozmawiali Paweł Sołtys I Marcin Piasecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.