Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Opcje walutowe wracają do łask

Ten tekst przeczytasz w 8 minut

RYNEK ZAMARŁ, kiedy w latach 2008 - 2009 coraz więcej firm raportowało o stratach wywołanych spekulacjami na opcjach. Teraz ostrożnie do tego instrumentu podchodzą i firmy, i banki, które sprawdzają przedsiębiorców i wyznaczają im limity

- Firmy zabezpieczały się na kwoty znacznie większe, niż wynosiła ich ekspozycja walutowa - mówi Maciej Czerwiński z BRE Banku. Kiedy złoty się umacniał, zarabiały, ale kiedy wybuchł kryzys finansowy i nasza waluta gwałtownie się osłabiła, okazało się, że firmy są pod kreską na wiele milionów. Dlatego dzisiaj, kiedy do Macieja Czerwińskiego zgłaszają się przedsiębiorcy, którzy chcą korzystać z opcji walutowych, wyznacza się im górny limit transakcji.

Banki podkreślają, że uważniej przyglądają się spółkom, które chcą zawierać transakcje walutowe. - Badamy ich zdolność kredytową oraz potrzeby w zakresie zabezpieczania ryzyk rynkowych. Proces ten jest pogłębiony o test adekwatności określający wiedzę i doświadczenie klienta - dodaje Czerwiński.

Polisa z banku

Teraz coraz więcej przedsiębiorców zaczyna postrzegać opcje jak rodzaj polisy.

- Opcja jest podobna do ubezpieczenia. Firma płaci składkę, a bank musi w razie żądania klienta zrealizować transakcję po ustalonym wcześniej kursie - mówi Tomasz Danelski z Deutsche Banku PBC. Jak podkreśla, opcje dają prawo, ale nie oznaczają, że przedsiębiorca, jak w przypadku kontraktu terminowego, jest zobowiązany do realizacji transakcji.

Z tego typu produktów powinni korzystać przede wszystkim importerzy lub eksporterzy, którzy w ten sposób chcą zmniejszyć ryzyko poniesienia straty, kiedy dojdzie do zmiany kursów walut. - Kiedy przedsiębiorca wysłał towar za granicę, a zapłatę w walucie obcej dostanie na przykład za miesiąc, powinien zabezpieczyć się przed niekorzystną zmianą kursu. W ten sposób zagwarantuje sobie korzystne dla siebie rozliczenie i zachowa zakładaną marżę na tym kontrakcie - mówi Tomasz Danelski.

Przedsiębiorstwa zwykle używają jednego z dwóch najprostszych instrumentów finansowych: opcji walutowej lub kontraktu terminowego zwanego też fx forward. Każdy z nich ma swoją specyfikę, zalety oraz wady, a decyzja co do wyboru sposobu zabezpieczenia jest wypadkową aktualnego kursu rynkowego, elastyczności danego instrumentu oraz jego ceny.

Na sztywno albo elastycznie

Fx forward to nic innego jak ustalenie w dniu transakcji pomiędzy bankiem a firmą kursu wymiany dwóch walut na wskazaną przez firmę datę w przyszłości i z góry określoną kwotę. Operacja nie jest obarczona dodatkową opłatą, co jest zaletą, a przedsiębiorstwo już w momencie zawarcia transakcji wie, po jakim kursie w przyszłości wymieni walutę, niezależnie od sytuacji na rynku.

Kurs wymiany na określoną przez przedsiębiorstwo datę w przyszłości ustala bank na podstawie aktualnej wyceny danej pary walutowej. Firma może taką transakcję zawrzeć, nie posiadając na koncie środków; musi je mieć dopiero w dniu rozliczenia transakcji.

Takie rozwiązanie ma istotną wadę. Ustalając z góry kurs, firma nie będzie mogła wymienić waluty po korzystniejszej cenie, o ile taka będzie w dniu rozliczenia transakcji terminowej. Tak więc jeśli importer zawarł z bankiem transakcję terminową fx forward z ustalonym kursem wymiany np. EUR/PLN za 1 miesiąc na poziomie 3,9500, to zabezpieczył się przed osłabieniem złotówki, ale również nie będzie mógł czerpać dodatkowych korzyści, jeśli nasza waluta wzmocni się i kurs będzie niższy od ustalonego.

Inaczej jest w przypadku zakupu opcji walutowej, która jest instrumentem bardziej elastycznym. Po pierwsze, daje prawo, a nie obowiązek, do realizacji umowy z bankiem. Można od niej odstąpić, jeśli kurs na rynku w momencie rozliczenia transakcji będzie bardziej korzystny, niż pierwotnie ustalony. Druga różnica polega na tym, że w przypadku opcji przedsiębiorca sam ustala, po jakim kursie będzie chciał kupić bądź sprzedać w ustalonym dniu waluty. Będzie musiał za to jednak, w przeciwieństwie do transakcji forward, zapłacić premię z góry.

Jeśli importer z wcześniejszego przykładu zdecydował się nie zawierać transakcji forward, a kupić zamiast tego opcję europejską call z kursem realizacji 3,9500, to wie, że wyznaczony poziom jest maksymalnym, za jaki kupi EUR/PLN za jeden miesiąc (jeśli kurs będzie wyższy niż ustalony, korzysta ze swego prawa i kupuje euro po 3,9500, jeśli niższy, to odstępuje od realizacji opcji i kupuje po bieżącym kursie rynkowym.

Za swoje prawo zapłaci jednak bankowi w momencie zawarcia transakcji w tym przypadku 1 proc. kwoty zabezpieczanej. Cena za zakup opcji uzależniona jest między innymi od czasu, na jaki ma być zawarta transakcja, kursu zabezpieczenia - czym korzystniejszy dla firmy w porównaniu do aktualnego kwotowania, tym opcja jest droższa - oraz zabezpieczanej pary walutowej. Takie same zasady obowiązują w przypadku zarówno opcji call, czyli kiedy klient chce zabezpieczyć zakup waluty, jak i opcji put, czyli w momencie kiedy ubezpiecza jej sprzedaż.

Magdalena A. Olczak

magdalena.olczak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.