Dilerzy przerabiają samochody na gaz
WYSOKIE CENY PALIW spowodowały, że importerzy na gwałt wprowadzają do sprzedaży auta zasilane gazem. Przygotowują się do tego Toyota i Volvo
Gaz nadaje się wyłącznie do zasilania domowych kuchenek, w samochodzie to profanacja - tak jeszcze niedawno uważało pokaźne grono kierowców, którzy zarzekali się, że nigdy nie wsiądą do samochodu z instalacją LPG. Ich poglądy zweryfikowała sytuacja na rynku paliw.
Utrzymujące się powyżej 5 zł ceny benzyny i oleju napędowego spowodowały, że nawet sami importerzy i dilerzy wprowadzają do sprzedaży gazowe modele. Samochody z fabryczną instalacją kupić już można między innymi w salonach Skody, Seata, Kii, Peugeota, Renault czy Chevroleta. Lada chwila pojawią się również w ofercie innych marek, m.in. Dacii i Toyoty.
- Testujemy już instalacje w modelach Yaris i Auris. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pojawią się one w ofercie w najbliższych miesiącach. Niewykluczone, że później dołączą do nich także inne modele, na przykład Avensis i RAV4 - zdradza "DGP" Jarosław Bąk z Toyota Motor Poland.
Gaz w roli paliwa do samochodów ma tak duży potencjał, że przekonują się do niego nawet marki klasy premium. Polski importer Mercedesa ma już w ofercie dwa modele osobowe i jeden dostawczy zasilane gazem CNG (ang. Compressed Natural Gas - sprężony gaz ziemny). Z kolei Volvo, które kilka lat temu wycofało z naszego rynku gazowe wersje swoich aut z powodu niewielkiego zainteresowania nimi ze strony klientów, chce po raz kolejny spróbować sił w tym segmencie. Auta szwedzkiej marki napędzane gazem LPG pojawią się w ofercie polskich salonów marki jeszcze w tym roku.
- Na innych europejskich rynkach już oferujemy wersje przystosowane do zasilania gazem jeszcze na etapie ich produkcji w fabryce - mówi Mariusz Nycz, dyrektor marketingu w Volvo Auto Polska.
O zyskach płynących z jazdy na alternatywnym paliwie importerzy nie muszą klientów przekonywać - litr LPG kosztuje obecnie połowę tego co benzyna 95 bądź olej napędowy. A do fabrycznej instalacji gazowej dopłacić trzeba zazwyczaj 4 - 5 tys. zł, czyli połowę mniej niż do wersji z ekonomicznym, nowoczesnym silnikiem diesla. To wszystko sprawia, że w większości przypadków inwestycja w wersję LPG zwraca się już po przejechaniu 30 - 40 tys. kilometrów (przy większości diesli jest to teraz przynajmniej 100 tys. km).
Wadą jest konieczność dokonywania częstszych przeglądów.
- W przypadku wersji benzynowej modelu 207 przeglądy odbywają się co 30 tys., podczas gdy w modelu z gazem co 20 tys. - wyjaśnia Xavier Crespin, dyrektor marketingu Peugeot Polska. Dodaje, że model 207 na gaz cieszy się na tyle dużą popularnością, że firma zdecydowała się poszerzyć ofertę o dwa inne modele zasilane LPG - 308 oraz Partnera.
Gamę gazowych aut rozszerza także Seat, który od kilku lat ma w ofercie wersje LPG swoich samochodów, ale dotyczy to wyłącznie benzynowych silników starszej generacji. - Obecnie prowadzimy zaawansowane prace nad instalacją do aut z silnikami nowej generacji z wtryskiem bezpośrednim oznaczanych jako TSI - mówi Jan Krynicki z firmy Iberia Motor Company, wyłącznego importera seatów na Polskę.
Taką nowoczesną instalację ma już w ofercie Skoda, która sprzedaje w wersjach gazowych cztery swoje modele - Fabię, Roomstera, Octavię oraz Octavię Tour. W przypadku tej ostatniej importer zdecydował się na okresową promocję - instalację oferuje w cenie samochodu.
@RY1@i02/2011/086/i02.2011.086.000.011a.001.jpg@RY2@
Inwestycja w auto na gaz zwraca się szybciej niż w diesla
Łukasz Bąk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu