Planom Beaty Kielan nie zagroził nawet kryzys
ByŁa PierwszĄ kobietĄ, która zdobyła licencję doradcy inwestycyjnego. Teraz kieruje własnym TFI, które właśnie zadebiutowało na alternatywnym rynku NewConnect
Jak sama mówi, uruchomienie własnego towarzystwa funduszy inwestycyjnych było od dawna jej marzeniem. Zastanawiała się nad tym już w 2004 roku. Udało się dopiero w 2008. Pech chciał, że akurat wtedy światową gospodarkę ogarnął kryzys.
Początki nowego TFI były trudne, ale plany - mocarstwowe. Gdy w 2007 roku Beata Kielan wraz ze wspólnikami przekazała światu finansowemu informację o zamiarze utworzenia własnego TFI, miała nadzieję, że w ciągu pierwszych trzech lat działalności jej firma zgromadzi 5 mld zł aktywów. Choć dziś wydaje się to marzeniem ściętej głowy, bo takimi pieniędzmi zarządzają tylko najwięksi gracze na rodzimym rynku, wtedy wydawało się całkiem realne. Wyceny giełdowych spółek szły w górę jak rtęć w termometrze wystawionym na słońce, a fundusze akcyjne chwaliły się ogromnymi stopami zwrotu. Miliony Polaków, w nadziei na kilkudziesięcioprocentowe zyski i nieświadome czyhających zagrożeń, wpłacały uciułane oszczędności do funduszy, a ich aktywa rosły po kilkanaście procent miesięcznie.
Nim jednak w czerwcu 2008 roku kierowane przez Beatę Kielan GO TFI uzyskało zgodę nadzoru na prowadzenie działalności, koniunktura na rynkach finansowych prysła jak mydlana bańka. A najgorsze miało dopiero nadejść. Gdy w grudniu 2008 roku Kielan uruchamiała fundusz, rynek kapitałowy nie strawił jeszcze informacji o bankructwie banku Lehman Brothers, która czkawką odbijała się na giełdach przez następne miesiące.
W tej sytuacji nic dziwnego, że hurraoptymistyczne plany trzeba było włożyć między bajki. Ale Kielan wciąż wierzyła, że jej TFI osiągnie sukces. Zwątpił w to natomiast jej wspólnik Przemysław Jargiełło, z którym spółkę tworzyła, a który w marcu 2009 odszedł z firmy. O co dokładnie poszło, do końca nie wiadomo. Jargiełło na łamach prasy tłumaczył, że nie zgadzał się z linią rozwoju, jaką przyjęła spółka. I żalił się, że jego pomysły nie są wdrażane; odszedł, bo nie chciał swoim nazwiskiem firmować czegoś, na co właściwie nie miał wpływu.
Dziś spółka Beaty Kielan chwali się nie tylko tym, że jest notowana na rynku NewConnect, ale że ma zysk, co może świadczyć o słuszności linii przyjętej przez prezes. Kielan to pierwsza kobieta, która własne TFI wprowadziła na rynek publiczny.
Bycie pierwszą to specjalność Kielan. W 1993 roku jako pierwsza reprezentantka płci pięknej zdobyła licencję doradcy inwestycyjnego. Później, już w tym wieku, gdy pracowała w Skarbiec TFI, tworzyła pierwsze w Polsce produkty strukturyzowane. Beata Kielan chwali się, że teraz jej GO TFI jako jedno z pierwszych polskich towarzystw funduszy wprowadziło stały program praktyk studenckich. Dzięki temu młodzi ludzie zdobywają doświadczenie, a GO TFI oszczędza pieniądze. I wychowuje sobie przyszłych pracowników.
Niestety, jej TFI nie będzie pierwszym, które przejdzie z NewConnect na rynek główny GPW. W marcu dokonało tego już Quercus TFI, zarządzane przez Sebastiana Buczka, które startowało, podobnie jak GO TFI w 2008 roku. Rozwija się jednak dużo szybciej i jest wyceniane przez rynek na ponad 200 mln zł. Spółka Beaty Kielan warta jest na razie 10 razy mniej niż Quercus.
@RY1@i02/2011/084/i02.2011.084.000.016a.001.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Gzell/PAP
GO TFI, spółka, kórą kieruje Beata Kielan, według piątkowej wyceny było warte 25 mln zł
Jacek Uryniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu