Prawo powinno być proinwestycyjne
JERZY MARKOWSKI: Należy wprowadzić, wzorem innych państw Unii Europejskiej, ustawy promujące inwestycje o szczególnym znaczeniu dla państwa, m.in. w branży surowcowej
To z pewnością najlepszy czas na wejście na giełdę dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Dlatego że przy tak wysokich cenach węgla koksowego oczy wszystkich uczestników tego rynku zwrócone są na JSW.
Obecnie trzeba płacić ok. 400 dolarów za tonę węgla koksowego, a prognozy mówią, że ta cena wzrośnie nawet do 500 dolarów. To na pewno skusi potencjalnych nabywców akcji JSW. Ta koniunktura też kiedyś może się skończyć, więc nie ma na co czekać. Ale mam też pewne wątpliwości.
Jeżeli celem wejścia JSW na giełdę jest wyłącznie pozyskanie środków na inwestycje, to przy takich wynikach finansowych, jakie obecnie osiąga JSW, są również inne sposoby. Na przykład kredyt bankowy czy kredyt z poręczeniem budżetu państwa, a przypomnę, że na ten cel jest 40 mld zł. Jeżeli chodzi o giełdę, to wejście na nią wiąże się ze swoistym upublicznieniem zarządzania, co jest akurat korzystne. Korzystne jest również to, że załoga dzięki należnym jej akcjom uzyskałaby udział w zysku.
Zachowanie ministra skarbu Aleksandra Grada przy prywatyzacji Lubelskiego Węgla Bogdanka - który sprzedał więcej akcji, niż przewidywała strategia dla górnictwa - prowokuje liczne wątpliwości. I wprowadza nieufność do samego procesu upublicznienia akcji. Jest jeszcze jedna, niezmiernie istotna kwestia. Chodzi mianowicie o zdolność JSW do skonsumowania dużego strumienia pieniądza, który mógłby przypłynąć z giełdy.
To akurat zły pomysł, bowiem Jastrzębska Spółka Węglowa powinna inwestować w zwiększenie wydobycia węgla koksowego. Na ten węgiel jest rynek, brakuje tego surowca i jego ceny idą w górę. Problem jednak w tym, że JSW ma do pokonania olbrzymi opór samorządów, które generalnie są niechętne inwestycjom górniczym.
Wprowadzić, wzorem innych państw Unii Europejskiej, ustawy promujące inwestycje o szczególnym znaczeniu dla państwa. Bez takich ustaw w Polsce nie wybudujemy odpowiedniej liczby autostrad, nie wybudujemy elektrowni atomowej, sieci energetycznej ani też kopalń.
Trzeba pamiętać, że Węglokoks to stu trzydziestu pracowników na dwóch piętrach biurowca oraz roczna sprzedaż węgla w ilości rocznego wydobycia dwóch przeciętnych kopalń. I taka firma miałaby mieć większościowe udziały w takich podmiotach, jak Katowicki Holding Węglowy czy Kompania Węglowa. W takim przypadku Węglokoks stałby się udziałowcem większościowym spółki węglowej i miałby wpływ na zarządzanie. Teoretycznie prezes Węglokoksu musiałby być przewodniczącym rady nadzorczej w danej spółce węglowej. Tak samo jak dziś prezes Węglokoksu Jerzy Podsiadło jest przewodniczącym rady nadzorczej w GTL-u, będącym właścicielem lotniska w Pyrzowicach. Tam bowiem Węglokoks ma większościowe udziały.
Realizuje się plan zarządu Węglokoksu dotyczący prywatyzacji, który jest wspierany przez resort gospodarki. Tyle że przy takim scenariuszu ktoś nabywając udziały Węglokoksu, nabyłby również jego aktywa, a więc lotnisko w Pyrzowicach, a równocześnie którąś ze spółek węglowych, czyli Katowicki Holding Węglowy lub Kompanię Węglową. A zatem w ten sposób - prywatyzując małą spółkę handlującą węglem - pozbyto by się również lotniska w Pyrzowicach oraz spółki węglowej.
Ten scenariusz wcale nie jest scenariuszem fikcyjnym. Przecież według podobnego scenariusza, gdy sprzedawano Polskie Huty Stali, sprzedano też ich aktywa w Zakładach Koksowniczych Zdzieszowice. A więc sprzedano obok hut również nowoczesną koksownię. A przypomnę tylko, że obecnie cena koksu dochodzi do 500 dolarów za tonę.
Mam nadzieję, że przeprowadzone zostaną analizy dotyczące zapowiadanych aktywności inwestycyjnych Węglokoksu. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak powinien wytłumaczyć Węglokoksowi, że jest firmą do handlu węglem, a nie do sprzedaży polskich podmiotów gospodarczych. Te powinny mieć własną ścieżkę rozwoju. W przeciwnym wypadku ktoś, nabywając tani Węglokoks, nabędzie równocześnie niezmiernie istotne podmioty gospodarcze za wręcz groteskowe pieniądze. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
@RY1@i02/2011/043/i02.2011.043.167.0003.001.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Jodłowski
Jerzy Markowski, ekspert górniczy, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za górnictwo w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza (1997 rok)
Rozmawiał Jerzy Dudała
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu