Dziennik Gazeta Prawana logo

Miały być lody, jest garmażerka

27 czerwca 2018

Kiedy Lech Zwolan rozpoczynał w 1991 roku produkcję garmażeryjną w Białymstoku i okolicach praktycznie nie miał konkurencji. Dziś musi o klientów rywalizować z tradycyjnymi masarniami i restauracjami

"Lech Garmażeria Staropolska" z Kleosina pod Białymstokiem założona przez Lecha Zwolana powstała trochę z przypadku, ponieważ w miejscu, które sobie upatrzył, zgodnie z planami spółdzielni mieszkaniowej, miała być produkcja lodów, ale stało się inaczej. - Dowiedziałem się, że garmażerka też może tu być produkowana. Poza tym przez jakiś czas pracowałem w USA w sklepie mięsnym, no i w najbliższej okolicy nie było praktycznie konkurencji. Byłem prekursorem - opowiada Lech Zwolan.

Firmę uruchomił z własnych pieniędzy. Tradycyjnie początki były skromne - czterech pracowników, niewielka produkcja i okoliczni hodowcy jako dostawcy surowca. Prawdziwy skok na głęboką wodę wykonał po 2004 roku, po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, kiedy produkcja żywności wymagała większej skali i przestrzegania surowych i kosztownych przepisów sanitarnych. Żeby utrzymać się na rynku, trzeba było się dostosować. Tak też zrobił właściciel "Lecha".

W tej chwili firma zatrudnia 134 pracowników i wypracowuje rocznie 16 - 17 mln zł przychodów. To oznacza 1 tys. kg dziennie wyrobów z drobiu, mięsa czerwonego oraz z ryb i warzyw. To wszystko, a asortyment liczy 400 pozycji, trafia prosto z produkcji do około 100 sklepów delikatesowych w całym kraju, w tym również warszawskich (m.in. sieć Mokpol, Hala Targowa Wola). - Moimi konkurentami są przemysłowe przetwórnie mięsa i mniejsze masarnie. Ale z nimi ja nie mogę rywalizować ceną, zawsze będę od nich droższy, ponieważ u mnie produkcja odbywa się według tradycyjnych technologii, ręcznie, bez stosowania konserwantów. Orężem firmy jest jakość - mówi Zwolan. Tłumaczy, że jest to trudne, bo teraz Polacy żyją w atmosferze kryzysu i niechętnie kupują cokolwiek droższego niż przeciętnie. - Liczę na stałych klientów i siłę marki, wypracowaną przez 20 lat - przyznaje właściciel Lecha. Swojej szansy upatruje też w dostarczaniu unikalnych wyrobów do restauracji, np. pieczonych w całości prosiąt, dzików lub szynek. A także w działaniach reklamowych. Ogłasza się w prasie kolorowej, lokalnych gazetach oraz radiu.

Lech Zwolan jest z wykształcenia technologiem żywności, absolwentem Akademii Rolniczej w Olsztynie, ale po wystartowaniu z własnym biznesem, po latach pracy w przemyśle mięsnym i mleczarstwie, ukończył też podyplomowe studia przedsiębiorczości we Wrocławiu. W prowadzeniu firmy najbardziej przeszkadza mu bezduszna biurokracja, natomiast nie narzeka na współpracę z bankami.

Przyszłość firmy powierzy dzieciom, synowi studiującemu przetwórstwo mięsa i córce poznającej na SGH tajniki finansów. - Branża jest trudna, rzadko które soboty są wolne, ale nie dopuszczam myśli, by dzieci nie przejęły po mnie firmy - wyznaje właściciel zakładu z Kleosina.

Kamienie milowe sukcesu

obowiązywanie nowych standardów jakościowych po wejściu Polski do UE

rozpoczęcie współpracy z sieciami handlowymi w Warszawie

zaangażowanie w biznes dzieci

@RY1@i02/2012/188/i02.2012.188.21400020f.807.jpg@RY2@

Lech Zwolan, W podbiałostockiej wytwórni produkuje 400 różnych wyrobów garmażeryjnych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.