Informacja, nie windykacja
Krajowy Rejestr Długów to biuro informacji gospodarczej - twierdzi 57 proc. Polaków ankietowanych przez INS OBOP. Dla 46 proc. respondentów KRD to firma windykacyjna.
Rację mają zdecydowanie ci pierwsi, choć kilka procent z nich miało i tak problem z poprawnym określeniem profilu działalności KRD - wskazało obie odpowiedzi. Wyniki nie sumują się do 100, bo respondenci mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź.
- To, że tak duża grupa Polaków kojarzy nas z windykacją, jest naturalną konsekwencją dotychczasowego rozwoju Krajowego Rejestru Długów. Przez pierwsze lata działalności byliśmy wykorzystywani tylko do odzyskiwania należności. I to często dopiero wówczas, gdy egzekucja sądowo-komornicza okazała się nieskuteczna. A ponieważ okazaliśmy się w tym znacznie bardziej skuteczni, przyjęło się nas uważać za windykatorów. Nigdy jednak nie zajmowaliśmy się bezpośrednim odzyskiwaniem długów - wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes zarządu Krajowego Rejestru Długów.
Wpis do KRD nadal skutecznie mobilizuje dłużników do spłaty zaległych zobowiązań. Jego skuteczność jest tym wyższa, im szybciej dłużnik zostanie wpisany do rejestru. To blokuje mu bowiem dostęp do wielu usług - finansowych, telekomunikacyjnych, wynajmu pomieszczeń. Także inni przedsiębiorcy odmawiają współpracy z dłużnikiem po analizie raportu KRD.
Ale Krajowy Rejestr Długów jest przede wszystkim źródłem informacji o potencjalnych klientach, pozwalającym na ocenę ich wiarygodności płatniczej.
Zmiana sposobu wykorzystywania zasobów informacji KRD nastąpiła we wrześniu 2007 r., a więc po wybuchu paniki na rynkach finansowych na świecie. We wrześniu 2007 r. przedsiębiorcy pobrali prawie tyle raportów, ile wcześniej przez 8 miesięcy tamtego roku. W całym 2007 r. KRD udostępnił blisko milion raportów, a rok wcześniej 4 razy mniej. Dzisiaj udostępnianych jest ich 700 - 800 tys. miesięcznie.
- Przedsiębiorcy coraz częściej sprawdzają wiarygodność swoich kontrahentów, ale ciągle obserwujemy taką akcyjność, tzn. liczba sprawdzeń wzrasta, kiedy coś złego dzieje się na rynku. T0 samo obserwujemy w przypadku konsumentów, którzy również mogą dopisywać dłużników i sprawdzać interesujące ich firmy. Np. gdy pada jakieś biuro podróży, wówczas po kilkadziesiąt tysięcy osób jednego dnia wchodzi na naszą stronę - mówi Jakub Kostecki.
Marek Łaniewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu