Innowacje pomagają obronić pozycję w dobie dekoniunktury
Duża część menedżerów myli innowacyjność przedsiębiorstw z wynalazczością
Okres dobrej koniunktury nie sprzyja wprowadzaniu innowacji. Z reguły przedsiębiorcy uważają wtedy, że nie warto podejmować ryzyka, skoro i bez innowacji działają na chłonnym rynku i zarabiają. Większe dochody w dobie prosperity rzadko skłaniają do szukania w innowacjach szansy na wzmocnienie konkurencyjności firmy. Nie wykorzystują więc tego czasu na tworzenie nowych produktów, nowych sposobów działania i komunikowania się z rynkiem. To podejście, które można nazwać stanem zadowolenia i relatywnej bezczynności, ulega zmianie w momencie odwrócenia rynkowych trendów i pojawiania się symptomów dekoniunktury. Wtedy przedsiębiorcy zaczynają się interesować wszelkimi środkami, które pomogą im utrzymać dotychczasową pozycję na rynku - wynika z cyklicznych badań innowacyjności małych i średnich przedsiębiorstw prowadzonych przez PKPP Lewiatan.
Metoda na recesję
Z badań Lewiatana wynika, że co najmniej połowa firm z sektora MSP wdrożyła innowacje w ostatnich latach. Przedmiotem analiz były cztery rodzaje innowacji: produktowe, procesowe, organizacyjne i marketingowe. Okazało się, że ponad 50 proc. przedsiębiorstw wdrożyło przynajmniej jedną innowację. Firmy z branż przemysłowych, budownictwa, komunikacji i informacji znacznie częściej wprowadzały innowacje procesowe i produktowe, a firmy usługowe koncentrowały się na ogół na innowacjach marketingowych i organizacyjnych.
Na podstawie badań prowadzonych jeszcze w ubiegłej dekadzie Lewiatan dostrzegł, że znaczna część menedżerów ma kłopoty z poprawnym zrozumieniem, co to jest innowacja. Większość z nich uważa, że chodzi o rozwiązania dotychczas nieznane i nigdzie niestosowane. Myli innowacje z wynalazkami. Dlatego do ankiet Lewiatan dołączył obszerne wyjaśnienia, co rozumie przez każdy z rodzajów innowacyjności będących przedmiotem badania. Również ankieterzy zostali dokładnie przeszkoleni.
- Wyniki badań są bardzo ciekawe. Przedsiębiorcy podkreślili, że innowacyjne rozwiązania, w które zainwestowali, pomogły im oferować towary i usługi o wyższej jakości po porównywalnych, a często nawet niższych cenach. W okresie osłabienia gospodarczego był to dla nich zbawienny efekt. Respondenci akcentowali też fakt, że dzięki wdrożonym innowacjom rósł ich udział w rynku, mimo recesji. Nic dziwnego, że są zainteresowani kontynuowaniem inwestycji w innowacyjność - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.
Nowe myślenie
Lewiatan zapytał firmy, które nie miały do tej pory żadnego związku z tworzeniem i wdrażaniem innowacji, jakie są główne powody takiego ich podejścia. 39 proc. respondentów odpowiedziało, że w ich branży nie potrzeba innowacji. 37 proc. przedsiębiorstw tłumaczyło się, że nie prowadzi szeroko zakrojonej działalności i "są za małe na wprowadzanie innowacji". Reszta respondentów wymieniła jako powód brak dostępu do finansowania. Pojawiły się też głosy mówiące, że brak popytu na innowacyjne produkty i usługi, oraz oceniające tego rodzaju inwestycje jako zbyt duże ryzyko.
- Analizując postawy przedsiębiorców, można dojść do wniosku, że ryzyko tkwi przede wszystkim w ich głowach i wyobraźni, a nie w rzeczywistych wyzwaniach i doświadczeniach - komentuje główna ekonomistka Lewiatana.
Pocieszające są odpowiedzi przedsiębiorców na pytanie o to, co zwiększyłoby ich skłonność do poszukiwania i wdrażania innowacji. Jako główny bodziec wymieniono konkurencję ze strony innych, bardziej innowacyjnych firm działających na tym samym rynku. Impulsem mogłoby być pojawienie się wyraźnego popytu na innowacyjne rozwiązania i usprawnienie dostępu do finansowania ze środków unijnych.
- Te wskazania to zapowiedź nowego, lepszego sposobu myślenia naszych przedsiębiorców o innowacjach - ocenia M. Starczewska-Krzysztoszek.
Innowacje z kredytu
Lewiatan uważa za nieuzasadnione zarzuty przedsiębiorców, że państwo niewystarczająco wspiera rozwój innowacyjności w firmach. Zdaniem M. Starczewskiej-Krzysztoszek większość pieniędzy wspierających przedsiębiorstwa w zakresie innowacyjności to powinny być środki zwrotne, a nie dotacje. Dlaczego? Z dotychczasowych doświadczeń transferu dotacji unijnych na innowacje wynika, że często prowadziły one do zaburzenia konkurencji. Powodowały, że przedsiębiorca, który zaangażował własne środki, włożył ogromny wysiłek w stworzenie rynku dla swojego nowego produktu, stawał do nierównej potyczki na rynku z konkurentem, który skorzystał z dotacji i łatwo wszedł na rynek stworzony przez inną firmę z produktem podobnym do oferowanego przez konkurenta. Dotychczas funkcjonujący system dotacyjny umożliwiał powstawanie takich sytuacji.
- Jak nie będzie dotacji, to przedsiębiorcy zaczną realizować znacznie lepsze projekty. W przypadku środków zwrotnych udostępnianych na korzystnych dla przedsiębiorstwa zasadach musi ono zaangażować własny kapitał, precyzyjnie określić potencjał wdrożeniowy projektu i dokonać optymalnego wyboru. Dotacje nie zmuszają firm do takiej dyscypliny - zaznacza ekonomistka Lewiatana.
Z reguły banki nie chcą angażować się w przedsięwzięcia obarczone ryzykiem. Dlatego warto, jak dotychczas, angażować środki publiczne w poprawę innowacyjności gospodarki. Z analiz Lewiatana wynika, że bardzo dobrym kierunkiem jest udzielanie kredytu technologicznego, który tylko w części jest dotacją, a w części instrumentem zwrotnym.
Cezary Warda
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu