Wprawdzie jedni bankrutują, lecz inni wciąż emitują
Mimo kilku upadków emitentów obligacji korporacyjnych, rynek ten nie wyhamuje
Upadek spółki DSS zaangażowanej w budowę autostrady A2 wywołał spore zamieszanie na korporacyjnym rynku długu. Znów padły pytania o bezpieczeństwo firmowych obligacji. Kilka funduszy inwestycyjnych, które specjalizują się w inwestycjach w tej części rynku, odnotowało spadki wartości jednostek uczestnictwa. Sami emitenci znów mają problem ze sprzedażą papierów.
Marcin Pulit, dyrektor w departamencie rynków finansów Pekao SA mówi, że skutki uboczne kilku ostatnich upadków są dwa. Pierwszy: z rynku przejściowo została wyeliminowana branża budowlana. Przeprowadzenie emisji obligacji przez firmę budowlaną jest trudne, bo to w tym sektorze działali bankruci. Drugi: z rynku wycofało się kilku inwestorów finansowych, którzy kupowali papiery dłużne firm małych i średnich, niekoniecznie budowlanych. - Efekt jest taki, że problemów nie mają tylko najwięksi emitenci, uważani za stabilnych i bezpiecznych - mówi Pulit.
Problem małych i średnich emitentów polega głównie na rosnącej marży. To ona decyduje o wysokości oprocentowania obligacji, doliczana jest zazwyczaj do sześciomiesięcznego WIBOR-u (jest on punktem wyjścia dla ustalenia wielkości odsetek). Wzrost marży to bezpośredni skutek malejącego popytu na obligacje. - Firmy średnie, o przyzwoitej sytuacji kredytowej, muszą liczyć się ze wzrostem marży o 50 - 100 punktów bazowych - mówi Marcin Pulit. Wysokość marży zależy przede wszystkim od branży, ale też od struktury bilansu czy wielkości obrotów i od tego, czy emitent sprzedawał już obligacje, czy dopiero debiutuje w tej roli.
Mimo to eksperci nie wierzą w wyhamowanie wzrostu rynku długu korporacyjnego. Według danych agencji Fitch Ratings na koniec pierwszego kwartału wartość wyemitowanych obligacji firmowych wyniosła 26,6 mld zł i była aż o 43,4 proc. wyższa niż rok temu. - Rynek nadal będzie się rozwijał, ale zmieni się jego charakterystyka. Większą rolę będą ogrywały długoterminowe programy emisji z nadanymi ratingami, gdzie obligacje będą notowane na rynku wtórnym - mówi ekspert.
Piotr Kowalski, prezes Fitch Ratings Polska, zwraca uwagę właśnie na problem prawidłowej oceny ryzyka przy inwestycji w korporacyjny dług. Przypadki bankructw go nie dziwią, bo - jak mówi - to cecha charakterystyczna rynku kapitałowego. - Za każdą inwestycją stoi jakieś ryzyko. Jeśli stawki depozytów bankowych to obecnie około 4 - 5 proc., a ktoś oferuje instrument po 12 proc., to naiwnością byłoby sądzić, że taki instrument nie wiąże się z żadnym ryzykiem - uważa szef Fitch. Jego zdaniem dalszy rozwój rynku musi postępować choćby z tego względu, że banki będą zmuszone do ograniczenia akcji kredytowej ze względu na nowe europejskie regulacje płynnościowe.
To oznacza, że firmy będą musiały szukać innych źródeł finansowania, a alternatywą jest rynek obligacji. Poza tym potrzeby inwestycyjne w niektórych branżach, np. w sektorze energetycznym - są tak duże, że polski system bankowy nie będzie w stanie ich kredytować. Firmy będą więc musiały szukać pieniędzy gdzie indziej. Zresztą przedsiębiorstwa same zdywersyfikują finansowanie - obligacje często są dla nich łatwiej dostępne niż kredyt. A także bezpieczniejsze, bo nie ma ryzyka nagłego żądania zwrotu pieniędzy. - Nie potrafię powiedzieć, czy rynek będzie się rozwijał w tempie 40 proc. rocznie, jak to było przez ostatnie dwa lata. Ale dynamika dwucyfrowa powinna zostać utrzymana - kwituje Piotr Kowalski z Fitch Ratings Polska.
26,6 mld zł wartość wyemitowanych obligacji firmowych na koniec I kwartału tego roku
43,4 proc. o tyle wartość obligacji firmowych w I kwartale była wyższa niż rok temu
Marek Chądzyński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu