Yahoo będzie zwalniał bo musi gonić młodszą konkurencję
Branża internetowa
Wszystkich, którzy pamiętają pionierskie czasy internetu, ta wiadomość z pewnością skłoni do zamyślenia się nad ulotnością potęg wirtualnego świata. Yahoo - pierwszy internetowy portal o globalnym zasięgu - poinformował w środę, że zwolni 2000 osób, czyli 14 proc. wszystkich pracowników. To reakcja na spadające przychody i utratę pozycji na rynku. Zresztą nie pierwsza - to już szósta fala redukcji w ciągu ostatnich czterech lat i największa jak do tej pory.
Słuszności restukturyzacji trudno kwestionować, bo liczby mówią same za siebie. Yahoo nadal jest wprawdzie najczęściej odwiedzanym portalem internetowym w Stanach Zjednoczonych, ale finansowo radzi sobie coraz gorzej. W zeszłym roku zysk fimy wyniósł miliard dolarów, podczas gdy w 2010 r. 1,2 mld. Jeszcze bardziej niepokojący jest spadek przychodów - z 6,3 do 4,98 mld. I wcale tego nie można wyjaśnić kryzysem, bo w tym czasie przychody jego głównych rywali rosną. Szczególnie uderza porównanie z Facebookiem - niespełna pięciomiliardowe przychody Yahoo osiągnęło, zatrudniając 14 tys. ludzi, zaś firma Marka Zuckerberga w zeszłym roku miała 3,71 mld dol. przychodów, ale pracuje w niej tylko 3200 osób.
Yahoo szacuje, że redukcja zatrudnienia pozwoli firmie zaoszczędzić ok. 375 mln dol. rocznie. Jak zapowiedział nowy prezes firmy Scott Thompson, dzięki temu ma ona być mniejsza, bardziej elastyczna i bardziej dochodowa - co pozwoli skoncentrować się jej na swojej podstawowej działalności.
Problem w tym, że Yahoo oprócz przerostu zatrudnienia cierpi także na kryzys tożsamości i nie bardzo wie, czym jest jej podstawowa działalność. W połowie lat 90. firma z Sunnyvale miała u stóp cały (internetowy) świat, no może całą Amerykę. Była największym katalogiem stron interntowych i najpopularniejszą pocztą e-mailową. Ale nie nadążyła za zmianami, które sama wprowadzała. Dziś nikt nie przegląda skatalogowanych w formie drzewa stron internetowych, lecz wyszukuje je za pomocą wyszukiwarek, gdzie niemal monopolistyczną pozycję zajmuje Google, zaś portale społecznościowe z Facebookiem na czele coraz częściej zastępują e-maile jako środek komunikacji. Nie jest także źródłem informacji, bo pod tym względem poważnie ustępuje prawdziwym serwisom informacyjnym. Stąd coraz bardziej desperackie ruchy, takie jak sądowe domaganie się od Facebooka opłat licencyjnych za korzystanie z należących do Yahoo patentów. Ale zarazem jest przestrogą, że instytucje internetu nie są wieczne. O czym warto pamiętać przed zbliżającym się debiutem giełdowym Facebooka.
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu