Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

20 lat funkcjonowania samorządu w polskiej branży targowej

5 listopada 2013

Obchody jubileuszu polskiego samorządu zawodowego przedsiębiorców branży targowej to dobra okazja do dyskusji na temat kondycji tej gałęzi gospodarki, historycznych uwarunkowań, jej obecnej pozycji oraz perspektyw wzrostu

Wszystko zaczęło się od powołania w 1993 roku Polskiej Korporacji Organizatorów Targów i Wystaw Gospodarczych. Samorząd targowy może się uważać za jednego z pionierów, jako że samorządowy ruch gospodarczy w Polsce dopiero raczkował na mocy ustawy z 30 maja 1989 roku o izbach gospodarczych. Po okresie stabilizacji organizacyjnej i pierwszych publikacjach raportu nt. branży targowej w Polsce nastąpił wzrost aktywności w działalności publicznej. Korporacja podejmowała wiele inicjatyw promocyjnych, realizowała projekty marketingowe i edukacyjne. W 2006 r. przekształciła się w istniejącą do dziś Polską Izbę Przemysłu Targowego. Izba otworzyła się na świat biznesu i krajowej polityki gospodarczej oraz podjęła promocję polskiego rynku targowego na świecie, a zwłaszcza w Europie. Ta jedyna ogólnopolska organizacja zrzesza polskie firmy działające na rynku targowym: organizatorów targów i wystaw, operatorów obiektów targowo-konferencyjnych, organizatorów wystąpień polskich wystawców na targach za granicą i przedstawicielstwa targów zagranicznych w Polsce, firmy świadczące usługi projektowania, budowy i wyposażania stoisk targowych, firmy spedycji targowej i inne przedsiębiorstwa usług komplementarnych dla targów. Publikowany co roku Raport Polskiej Izby Przemysłu Targowego stanowi najważniejsze kompendium wiedzy o kondycji branży targowej w Polsce.

Jubileuszowa debata

W debacie zorganizowanej w Warszawie 28 października pod patronatem DGP wzięli udział wyłącznie praktycy - członkowie PIPT. O poszczególnych aspektach targowej rzeczywistości w Polsce mówili: Andrzej Byrt - prezes Rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego i prezes zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich, Paweł Babij - prezes zarządu Interservis w Łodzi, Żaneta Berus - prezes zarządu EXPO XXI w Warszawie, Maciej Glamowski - wiceprezes zarządu Międzynarodowych Targów Gdańskich, Grażyna Grabowska - prezes zarządu Targów w Krakowie, i Mirosław Pietrucha - dyrektor Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu.

Oparcie merytoryczne stanowił wydawany corocznie raport na temat branży targowej w naszym kraju. Tegoroczna edycja pt. "Raport PIPT Targi w Polsce w 2012 roku" zawiera nie tylko wyniki polskich targów zorganizowanych przez członków PIPT, potwierdzone audytem CENTREX - Międzynarodowego Związku Statystyk Targowych i najważniejsze działania promocyjne izby lecz także przedstawia wiodące firmy w branży. To również jubileuszowy pretekst do najważniejszych podsumowań i przybliżenia najważniejszych wydarzeń w dwudziestoletniej historii tego samorządu.

Trudne początki

W momencie, w którym zmienił się system gospodarczy i polityczny w Polsce, de facto nastąpił kres wynikającej z teorii komunizmu idei monopolu państwa w handlu zagranicznym. Przypomnijmy, że zredukowano przy tym liczbę organizatorów imprez międzynarodowych do jednej instytucji - Międzynarodowych Targów Poznańskich. Kiedy upadła idea monopolu nastąpiła w Rzeczypospolitej prawdziwa erupcja w postaci 3,5 mln przedsiębiorstw prywatnych, z których praktycznie każde potencjalnie mogło wykorzystać instrument targowy do budowy swojej pozycji rynkowej.

Targi zawsze pełniły taką funkcję, od starożytnych Chin, Persji przez Grecję i Rzym aż do czasów współczesnych wystawiano w tym celu towary na sprzedaż. Dopiero Niemcy wpadli na pomysł, żeby zamiast towarów do sprzedaży wystawiać tylko ich wzory i ewentualnie zawierać transakcję, ale realizować ją gdzie indziej. Tak narodziły się współczesne targi. Zaczęło się od Lipska i potem rozproszyło po całej Europie. W okresie międzywojennym w Polsce powstały dwie duże organizacje: we Lwowie i w Poznaniu. Po wojnie odtworzył się Poznań, bo Lwów straciliśmy. Ale po zaledwie trzech imprezach targi poznańskie zostały znacjonalizowane. Dopiero rewolucja, która zaczęła się w 1989 roku, politycznie uwzględniła wielkie wołanie Polaków także o wolność gospodarczą. Mnóstwo firm chciało się pokazywać w powstających dziesiątkach miejsc ekspozycyjnych zazwyczaj kompletnie nieprzygotowanych albo tylko lekko zaadaptowanych do tego nowego rynku. Odbywały się dziesiątki imprez, ale uczestnicy tego wielkiego ruchu uświadomili sobie, że wolna amerykanka potrwa tylko jakiś czas i potrzebne będą bardziej klarowne reguły. Jedną z pierwszych przyjętych ustaw, która sprawdziła się stuprocentowo, była ustawa o samorządzie zarówno terytorialnym jak i branżowym. Na takim gruncie zrodziła się inicjatywa utworzenia również samorządu targowego i powstał on w 1993 roku. Z taką inicjatywą wystąpił do prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich ówczesny i do tej pory aktywny dziennikarz Alojzy Kuca. Skrzyknęło się 118 osób nie tylko organizujących imprezy i posiadających tereny, ale także usługodawcy, którzy budowali stoiska, wstawiali meble, serwowali jedzenie, oferowali hotele. Nazwali się Polską Korporacją Organizatorów Targów i Wystaw Gospodarczych. I tak to się zaczęło. Ta formuła przetrwała do 2006 roku, ale stwarzała pewne ograniczenia i zastąpiła ją PIPT. Wprowadziła wiele ważnych regulacji. Najważniejsze było przyjęcie jednolitych standardów oceny poszczególnych imprez i położenie akcentu na promocję tego narzędzia wśród ogromnej liczby małych i średnich polskich przedsiębiorców, którzy najczęściej są dla nas największymi przychododawcami. Wprowadzono narzędzia promujące w naszym środowisku w postaci nagród za jakość stoiska, dla poszczególnych liderów imprez oraz ustanowiono tytuł Ambasadora Targów dla polityków polskich i samorządowych, wspierających działalność wystawienniczą. Powstała samorządna grupa instytucji i osób, która zarządza sektorem generującym w skali kraju ok. 2 mld zł. Ten kapitał jest zresztą rozpraszany do wszystkich województw, nawet tych, które nie mają własnych ośrodków wystawienniczych, ale czerpią też korzyści z organizowanych imprez. Polska, która jest na 6. miejscu pod względem liczby ludności, jest daleko z tyłu, jeśli chodzi o wielkość obiektów, obroty nasze też są ciągle nieporównywalnie mniejsze od naszych odpowiedników w Europie Zachodniej. Największe na świecie są Targi Hanowerskie z 450 tys. mkw., największe polskie to MTP -110 tys. mkw., czyli tyle co dziesiąte targi niemieckie w Stuttgarcie. Największe polskie targi są na 39. miejscu na świecie i 25. w Europie, jeśli chodzi o powierzchnię wystawienniczą, która jednak stale się powiększa. Jesteśmy jednymi z tych, którzy nawet w okresach dekoniunktury zachowali wzrost. Ale żeby zachować proporcje - nie jesteśmy pierwszą ligą światową. Doganiamy ją, ale przed nami jeszcze długi dystans.

Zwierciadło gospodarki

Jeden z uczestników debaty przypomniał słynne słowa Stendhala: powieść jest zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu. Parafrazując je, nawiązał do targów - to zwierciadło przechadzające się po gospodarce. Odbijają się w nim wszystkie wzloty i upadki gospodarcze.

Polski rynek targowy czuje się tak, jak cała gospodarka. Od kilku lat w związku ze światowym kryzysem gospodarczym nie jest to samopoczucie najlepsze. Nastąpił spadek obrotów w wyniku ograniczenia wielu budżetów marketingowych. Ale, m.in. dzięki aktywności PIPT, udało się uniknąć gigantomanii przy planowaniu nowych obiektów, straty są więc mniejsze, niż mogłyby być.

Targi są takie, jaka jest gospodarka. To zarazem jedyna dziedzina życia gospodarczego, która nie potrzebuje wspomagania pieniędzmi. Niezbędna jest jej za to popularyzacja wiedzy o targach i tworzenie przez rządzących sprzyjającego klimatu. Najważniejsze jest, żeby zrozumieć targi. Wyzwanie, które ciągle stoi przed przemysłem targowym, to komunikowanie się w tym celu z otoczeniem. Dopóki taniość i łatwizna będą wartością lansowaną przez otoczenie gospodarcze, dopóty będziemy mieli problem z organizacją targów w Polsce. Musimy zacząć odważniej i konsekwentniej mówić o jakości.

W 2012 roku w wyniku pogorszenia koniunktury i wyhamowania inwestycji w niektórych branżach gospodarki (np. w budownictwie) odnotowano spadek liczby wystawców o 3 proc. Wzrosła jednak wynajęta powierzchnia targowa i liczba zwiedzających (odpowiednio o 10 proc. i 3 proc.). Według prezesa PIPT Andrzeja Byrta to dowód na to, że nawet w kryzysie rośnie wiedza i świadomość wystawców i zwiedzających na temat znaczenia targów jako platformy komunikacji biznesowej i instrumentu marketingu w długofalowej strategii rozwoju. Nie zmienia to faktu, że w takich warunkach zwykle rosną wymagania klientów i rynek targowy musi im sprostać. Najlepszymi sojusznikami są w tym dziele wieloletnie doświadczenie zawodowe i umiejętności kadry polskich przedsiębiorstw targowych zrzeszonych w PIPT oraz stale podnoszone standardy świadczonych usług. Ciągle powiększa się i unowocześnia baza targowo-konferencyjna. Tylko w 2012 roku przyrost dostępnej powierzchni ekspozycyjnej dotyczył czterech ośrodków targowych zarządzanych przez członków PIPT i wyniósł 43,2 tys. mkw.

Sektor targowy zachował dynamikę równoległą do wzrostu gospodarki Polski. Po tym, jak odbiła się ona od dna w 1992 r., rośliśmy raz szybciej, raz wolniej. Podobnie było w naszej branży. Po wielkim boomie lat 90., kiedy setki tysięcy firm chciały uczestniczyć w targach, przeżyliśmy Dotcom Crisis z lat 2001-2003. To był poważny cios dla gospodarki. Tąpnięcie to odczuliśmy przez moment również i my. Po kolejnym kryzysie lat 2009-2010 ponownie zaczęliśmy rosnąć. Poza rolnictwem jesteśmy chyba jedynym obszarem naszej gospodarki, który oparł się presji kapitału zagranicznego. Nawet takie targi jak EXPO XXI przezeń założone, zostały spolonizowane. To jest fenomen. Nasi sąsiedzi z Trójkąta Weimarskiego, np. Czesi czy Węgrzy, posprzedawali swoje targi i teraz mają kłopoty.

Wielogłos o potrzebie edukacji

Jak w każdym przypadku samorządu gospodarczego, tak i na PIPT ciążą obowiązki edukacyjne. Tematyka ta przewijała się w wypowiedziach wszystkich uczestników debaty.

Ich zdaniem za zapóźnienie edukacyjne winić należy przede wszystkim dziesięciolecia peerelowskiego monopolu. Nie zostaliśmy wówczas wyedukowani targowo, co skutkuje do dziś. Stanowi to obszar koniecznej aktywności dla targowych dydaktyków. Nie chodzi tylko o potencjalnych klientów. Nie do przecenienia jest popularyzacja zagadnień targowych także w szerokich rzeszach społeczeństwa. Dopiero na takim fundamencie można rozwiązywać problemy środowiska targowego wynikające ze styku ze swoim niebiznesowym, np. samorządowym, otoczeniem. Bo do jakich pokładów wiedzy trzeba się będzie odwołać przy zabiegach o polepszenie np. infrastruktury komunikacyjnej wokół obiektów targowych? Albo za pomocą jakich instrumentów próbować przekonać swe otoczenie o istotnej kulturotwórczej roli przedsięwzięć targowych i różnych eventów?

Jak podkreślano w dyskusji, to wcale nie koniec edukacyjnej misji PIPT. Działanie na wymagającym rynku stwarza ciągłą potrzebę przekonywania przekonanych. Ci, którzy zbagatelizowali środowiskowe oczekiwania i potrzeby, pożegnali się z częścią swoich klientów, rozczarowanych powierzchownością kontaktów z organizatorami targów.

Edukacja targowa powinna się rozpocząć już na poziomie akademickim. PIPT corocznie organizuje konferencje naukowe, funduje nagrody dla studentów, którzy podejmują tematykę targową w swoich pracach dyplomowych. To dobry kierunek, powinniśmy stawiać na edukację w zakresie marketingu wystawienniczego. Konsekwentne działania w tym zakresie powinny przełożyć się na wykształcenie kadr zarówno w biznesie, jak i administracji, które będą dysponować profesjonalną wiedzą, czym są targi i jakie dzięki nim można osiągnąć korzyści - dla swojej firmy, miasta lub regionu.

Czasem zastanawiałam się, czy problemem nie jest po prostu sama nazwa: targi. Często mamy kierunkowe skojarzenia, dla słowa "targ" takim odnośnikiem jest handel warzywami i, niestety, dla większości obywateli targi to właśnie handel. Z drugiej strony dziś właściwie każdy, kto robi prezentację np. garnków, kiermasz wróżek i niezwykłości lub jarmark cudów - dąży, aby jego impreza była postrzegana jako targi. Bo to nobilituje, pozycjonuje pospolity jarmark na znacznie wyższej półce. Niestety, dzięki takim zabiegom przeciętny Polak ciągle jeszcze jest zdezorientowany i daje się wyprowadzać w pole. Jako samorząd ciągle pracujemy nad ustanowieniem w społecznej świadomości jasnej, pojęciowej granicy - co nazywamy targami. Walczymy, żeby tego określenia używać tylko do tych wydarzeń, które spełniają ściśle określone wymogi formalne. Inna sprawa to samoświadomość wystawców. W ankietach na zakończenie imprezy często są oni pytani, czy zostały spełnione cele, z jakimi przyjechali na targi? Ja to pytanie odwróciłam i pytam: w jakim celu przyjechali na targi? Wiele firm nie przygotowuje się do udziału w targach, przyjeżdżają tylko po to, żeby się pokazać. A przecież jest tak, że jeśli nie wiedzą, w jakim celu przyjeżdżają, to zwyczajnie takiego celu nie mogą osiągnąć. Przy takiej niewiedzy bardzo łatwo o narzekanie, że stoisko było drogie. Tymczasem wystawcy nie płacą za samo stoisko. Do opłaty trzeba wliczyć reklamę, promocję, obsługę, sprowadzenie - szczególnie w wyspecjalizowanych branżowych - wyselekcjonowanego klienta. U nas firmy nie potrafią jeszcze dokładnie liczyć zwrotu kapitału, jaki generuje udział w targach. W Niemczech, gdzie tradycje targowe są starsze - robi to prawie połowa firm.

Mamy wielu lojalnych klientów. Jestem absolutnie pewien, że gdyby ktoś nie wiedział, po co się wystawiał, to nie byłby u nas po raz kolejny. Warto zaznaczyć, że nasze działania nie ograniczają się tylko do organizacji targów. Mamy też osiągnięcia w integracji danych środowisk biznesowych: jesteśmy z nimi, wspieramy ich działania. Dzięki temu lepiej rozumiemy naszych klientów. Międzynarodowe Targi Gdańskie nie tylko organizują największe Targi Bursztynu Amberif, ale również są inicjatorem i liderem konsorcjum, które realizuje ministerialny program promocji bursztynu na rynkach międzynarodowych.

W edukacji targowej potrzebujemy wielkiego sojusznika, jakim są media. Na razie nie pomagają nam w pokonywaniu stereotypów. Należy przestać pisać o targach językiem hitów i rekordów. Często są one opisywane jak ekscytujące wydarzenia sportowe. Pierwsze i najczęściej jedyne pytanie, które słyszymy: czy podczas imprezy padł rekord frekwencji? Media lokalne nie piszą np. o imprezach branżowych, bo to podobno nie obchodzi przeciętnego Kowalskiego. Jak to możliwe, jeśli odbywają się w jego mieście np. drugie co do wielkości w Polsce targi? Zakres, atrakcyjność i społeczna nośność tego, co można przy takiej okazji napisać, jest w zasadzie nieograniczona. Wśród naszych dydaktycznych powinności powinna być także polemika z mitami i stereotypami na temat targów. Społecznie utrwalił się np. pogląd, że targi są bardzo drogą formą bezpośredniego dotarcia do klienta. Ba, często myślą tak także sami zainteresowani - potencjalni wystawcy. Tymczasem to nieprawda. Targi, wbrew pozorom, są najtańszą formą dotarcia do klienta. Jeśli imprezę odwiedza przeciętnie 10 tys. osób, przy założeniu, że wystawca wyda nawet 10 tys. zł, to dotarcie do klienta to tylko jeden złoty! I za to mamy możliwość bezpośredniej rozmowy z potencjalnym, wyselekcjonowanym klientem i pozycjonowania swojej firmy na rynku w zmaganiach z konkurencją. To wszystko są atuty nie do przecenienia.

Samorządy samorządowi wilkiem?

Targi nie są samotną wyspą na gospodarczej i administracyjnej mapie Polski. Podczas dyskusji podkreślano, że znamienny jest brak aktywności państwa w zakresie prawodawstwa targowego. Prawdopodobnym powodem tej niemocy jest fakt, że branża jest w zasadzie prywatno-samorządowa i państwo często wychodzi z założenia, że nic tu po nim. Ma to także aspekt finansowy.

W poprzedniej perspektywie rozdziału środków unijnych Rada Izby Przemysłu Targowego zrobiła analizę wszystkich 16 programów regionalnych i okazało się, że nie ma unijnych programów dofinansowujących udział w krajowych targach. Nie chodzi tylko o wykupienie powierzchni, ale prezentację nowych technologii, o innowacyjność. W listopadzie organizuję targi żeglarskie, zapowiada się 36 premier. Będą przedsiębiorcy, którzy nie dostają wsparcia w Polsce, ale w Hiszpanii. Tego nam brakuje jako organizatorom, żeby pokazać małych i średnich przedsiębiorców, którzy dzięki targom mają szansę stać się dużymi.

Zdaniem uczestników debaty są obszary, w których rozstrzygnięcia legislacyjne i finansowe są wręcz niezbędne, np. w sferze podatkowej. Według Pawła Babija europejskie prawodawstwo wspomaga targi jako miejsce rozwoju gospodarki. W Polsce nie ma takich uregulowań prawnych.

U nas jest odwrotnie. Są programy ministerialne, dzięki którym opłaca się wyjechać na targi zagraniczne, nawet np. do Chin. Ale zapomina się o targach krajowych. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę nie tylko na poziom rządowy. Kto wie, czy nie bardziej istotny jest stosunek samorządów do naszej branży. To bardzo ważne, bo większość ośrodków targowych jest samorządowych. Dlatego niezwykle ważne jest to, żeby samorządy zrozumiały, iż targi to jest ich interes. PIPT co prawda podjęła kroki dotyczące edukacji i współpracy z samorządami. Odbywały się już takie spotkania. Jednak jeszcze nie każdy samorząd do końca rozumie, ile pieniędzy zostaje na rynku, że to jest ich interes.

Jak przypomniał Andrzej Byrt, państwo uruchomiło pewne środki na popieranie polskiego eksportu i niektóre firmy targowe korzystają z nich, prezentując wystawy polskiego przemysłu za granicą. Według niego największym źródłem potencjalnych wystawców są jednak małe i średnie przedsiębiorstwa. Zdaniem Grażyny Grabowskiej nie wszystkie urzędy marszałkowskie i regiony mają fundusze wsparcia na promocje małych i średnich przedsiębiorców na targach w dużych miastach.

Generalnie jednak na styku samorządy - targi nie jest tak źle. Obok przykładów nieudolności i zaniechania pokazywano wcale niemałe obszary współpracy miejscowych samorządów z firmami targowymi. Zrozumienie targów przez władze samorządowe może procentować. Są miasta, w których na terenach infrastruktury targowej odbywa się coraz więcej wydarzeń ważnych dla mieszkańców, jak np. poznański maraton. Okazuje się, że można ułożyć harmonijnie współpracę np. ośrodków targowych i sportowych. Według Mirosława Pietruchy specyfiką polskich targów jest to, że wszystkie są umieszczone w tkance miast, w ich centrach. Dlatego współpraca z władzami samorządowymi musi być bardzo bliska i tak ważna jest troska o otoczenie miejskie. Trzeba przecież jakoś tam dojechać, potrzebne jest właściwe oznakowanie i inne elementy miejskiej infrastruktury: parkingi, specjalna komunikacja miejska podczas dużych imprez targowych itp.

Jest i inny aspekt tej współpracy, bardzo atrakcyjny dla partnera samorządowego. Zwróciła na to uwagę Grażyna Grabowska - jeden złoty wydany na targi daje miastu cztery złote.

W Polsce mamy wiele przykładów na udaną współpracę (Kielce, Gdańsk). W Warszawie jest w tej kwestii jeszcze sporo do zrobienia. Chodzi m.in. o właściwą promocję miasta - wtedy obiekty takie jak Expo XXI mogłyby ściągać jeszcze więcej imprez zagranicznych: zarówno targów, jak i kongresów. W chwili obecnej wiele czasu tracimy na przekonanie potencjalnych kontrahentów zagranicznych do tego, aby zechcieli zorganizować coś w Warszawie. Stolica nie ma wypracowanej marki i nie kojarzy się jako znane wszystkim miejsce do lokowania imprez, jakim jest chociażby Barcelona. Jest to ważny element promocji turystyki biznesowej. Chciałabym, aby miasto dostrzegło w takich obiektach jak Expo XXI partnera, który przecież zarabia potężne pieniądze dla miasta. Mogą świadczyć o tym choćby badania Lewiatana i SGH (wg standardów ICCA). Bazując na zaniżonej nawet liczbie osób odwiedzających co roku Expo XXI (250 tys., a faktycznie jest dużo więcej, bo ponad 0,5 mln), przynosimy Warszawie 75 mln euro poprzez to, że nasi goście biznesowi korzystają z dobrych hoteli, jeżdżą taksówkami i jadają na mieście. A to nie wszystko. W badaniu nie zostały uwzględnione takie ważne czynniki jak zwiększone zatrudnienie w okresie targów lub praca dla wielu firm podwykonawczych zajmujących się m.in. zabudową stoisk, sprzętem konferencyjnym, cateringiem, spedycją, hotelami. W zamian miasto powinno wspomagać nasze działania, chociażby poprzez dobre oznakowanie dojazdu do obiektu, np. włączenie go w system informacji miejskiej. Nie oczekujemy chyba zbyt wiele?

Międzynarodowe Targi Gdańskie są przykładem dobrej współpracy spółki, miasta Gdańska i samorządu województwa pomorskiego. Dynamiczny rozwój naszego ośrodka nie byłby możliwy bez ich konsekwentnego zaangażowania. Wpisujemy się w rewitalizację jednej z najbardziej zaniedbanych dzielnic miasta. Realizacja naszej inwestycji oraz powstanie stadionu przyczyniły się do tego, że dziś o tej dzielnicy mówi się jako o nowym gdańskim salonie. Na co dzień współpracujemy z naszym bliskim sąsiadem, jakim jest Stadion PGE Arena, uzupełniając się choćby w sferze infrastruktury parkingowej. Wspólnie aktywnie uczestniczymy w różnych imprezach dedykowanych mieszkańcom miasta, na przykład w tych organizowanych z myślą o miłośnikach rolek i rowerów, którym udostępniamy tereny wokół naszych obiektów, a bezpośrednio przy centrum AmberExpo mają oni swoją bazę. Ten model współpracy już niejednokrotnie się sprawdził i jest przykładem klasycznej, miastotwórczej roli targów. Dokładamy również starań, aby podczas targów miasto żyło odbywającą się imprezą. Stąd między innymi podczas realizacji ważnych projektów Gdańsk jest udekorowany flagami AmberExpo. Chcemy, aby mieszkańcy mieli świadomość i byli dumni, że w mieście odbywa się ważne wydarzenie gospodarcze, np. TRAKO - największe Targi Kolejowe w Europie Środkowo-Wschodniej.

Powoli widać zmiany w podejściu samorządów. Dobrym przykładem są Kielce albo Opole. To dzieje się pod hasłem otoczenia biznesu. Tu nie chodzi tylko o targi, ale szersze podejście. W czym jest problem? Utrzymanie obiektów, które powstają w Polsce, będzie trudne. Jeśli będą wykorzystywane wyłącznie do organizacji targów, to mam obawy, jeśli chodzi o koszty utrzymania tych obiektów. Właściciele mogą ich nie udźwignąć. Dlatego rola targów powinna się rozszerzać. Dobrym przykładem jest Gdańsk, w Opolu też mamy taki pomysł na działania jako otoczenie biznesu.

Koszty utrzymania Expo XXI od samego początku, czyli od 2000 roku pokrywamy bez złotówki wsparcia ze strony miasta, lub jakiegokolwiek publicznego urzędu. Przez cały czas są to pieniądze prywatne. Wiem, co oznaczy ból utrzymania obiektu przy braku wsparcia miasta. Ba, dostrzegamy działania wręcz odwrotne, jak podnoszenie opłat za użytkowanie wieczyste i to nie o 100 proc., ale o kilkaset procent! Expo powstało na terenach całkowicie zaniedbanych, zdegradowanych, poprzemysłowych. Dzięki temu, że się tam ulokowaliśmy, teren ten nabrał wartości. Od tego momentu faktycznie zaczęło się wydobywanie tego fragmentu dzielnicy z niebytu. A teraz mam czasem wrażenie, że nas się karze za to, co zrobiliśmy. Gdyby nie EURO 2012 i UEFA, która u nas zlokalizowała Międzynarodowe Centrum Nadawcze, do dziś nie mielibyśmy wyremontowanych dróg dojazdowych. Od 13 lat prosimy bezskutecznie o oznakowanie dojazdu do obiektu.

Weźmy choćby kwestię podatków od nieruchomości. Każda rada miasta ustala stawki podatkowe: jako procent wartości obiektu lub stawkę za 1 mkw. powierzchni - np. w Krakowie od 0,2 zł do 19 zł. Obiekty targowo-kongresowe nie funkcjonują w zestawieniach podatkowych jako grupa, mogą być więc traktowane rozmaicie. Stadiony i obiekty sportowe mają ogromne zniżki i płacą grosze. Na ochronę przez policję stadionu przed meczem i po nim idą ogromne środki z pieniędzy publicznych. Placówki kulturalne płacą minimalne podatki, co jest słuszne. Ale przecież organizowane często przez nas konferencje i kongresy to także wydarzenia z tego obszaru. Targi i kongresy stymulują rozwój miasta i regionu i nie powinny płacić większych podatków niż obiekty sportowe. Brakuje nam np. takich rozwiązań ustawowych, które od lat są znane np. w Niemczech. W październiku na Targach Książki, po raz pierwszy w Polsce bilet wstępu uprawniał do bezpłatnego powrotu środkami komunikacji miejskiej. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby targi znacznie częściej traktowano jako część infrastruktury miasta, nawet, jeśli są to obiekty prywatne. Wtedy mają inny status, w zasadzie są sferą użyteczności publicznej. Z tego powodu moglibyśmy płacić niższe podatki, jak np. stadiony, czy często zwolnione od opłat przez okres kilku lat centra handlowe.

Transparentni, wiarygodni

Rynek targowy w Polsce, wraz z PIPT, swoją samorządową emanacją podlega wszelkim kanonom nowoczesności. Potężnym sprzymierzeńcem w dotarciu do klientów indywidualnych i biznesowych okazał się Internet. Nie ma już mowy o anonimowym kontrahencie: jego potrzeby są precyzyjnie rozpoznane. Branża dba także o swoją wiarygodność i zapewnia o transparentności poczynań. Deklaruje też otwartość na zmiany dostosowujące rynek targowy do wymogów kapryśnej rzeczywistości XXI wieku.

Wiarygodność izby jest bardzo silna. Kiedy zdecydowałem się objąć funkcję dyrektora Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu jedną z pierwszych decyzji było przystąpienie do PIPT. Chodziło o jak najszybsze uwiarygodnienie tego miejsca, o czytelny sygnał dla otoczenia biznesowego, że jesteśmy weryfikowalni i wiarygodni dla krajowych oraz zagranicznych przedsiębiorców. Przynależność do PIPT to nasz znak jakości.

Samorząd gospodarczy, jakim jest PIPT, nie tylko uwiarygodnia to, co robimy, ale daje także bardzo czytelne komunikaty o gospodarce, w tym oczekiwania, co do rysujących się trendów ekonomicznych. Naszym audytorem jest klient. My się go nie boimy, bo nie mamy nic do ukrycia. Przyjęliśmy drogę pełnej transparentności. Pokazujemy też naszym klientom, jaką siłą dysponujemy we wspieraniu małych, średnich i dużych przedsiębiorstw.

Targi już wpisują się w modny trend styku biznesu z nauką, a mogą być doskonałym miejscem, gdzie biznes łączy się z nauką. Kongresy, konferencje, seminaria są doskonałym uzupełnieniem imprez targowych. Dzięki dobrej współpracy z władzami samorządowymi, przygotowaniu wspólnej kompleksowej oferty pokazującej potencjał naszego miasta oraz regionu coraz częściej udaje mam się pozyskać prestiżowe imprezy o międzynarodowym charakterze.

Będzie coraz większa różnica między targami konsumenckimi a branżowymi. To widać już dziś. Ile było 15 lat temu targów budowlanych i spożywczych? Dziś już ich nie ma, podobnie jak komputerowych, choć branża IT jest obecna na poszczególnych imprezach o węższej specjalizacji: hotelarskich, restauracyjnych itp. Targi konsumenckie, czyli jak np. samochodowe albo edukacyjne, raczej będą nadal szerszym przeglądem. Generalnie spodziewam się węższej specjalizacji i jeszcze większej symbiozy z nauką. Nie ma konferencji, przy której nie powstawałaby od razu wystawa gospodarcza adresowana do ludzi, którzy są na imprezie. Dlatego nasza branża potrzebuje obiektów wielofunkcyjnych. Zawsze gdy mnie ktoś pyta, co będzie można zrobić w nowej hali wystawienniczej, odpowiadam: wszystko, no, może z wyjątkiem lodowiska i basenu.

Skończył się rynek typowych targów, dziś ważna jest kwestia otoczenia okołotargowego. Coraz częściej jest ona nawet większa niż część wystawiennicza. W jednym czasie odbywa się 5-6 różnych imprez, czasem z jedną imprezą wystawienniczą. Stąd konieczność poszerzania infrastruktury kongresowo-sympozjalnej w kierunku multifunkcjonalności obiektów. Targi jako infrastruktura będą zmierzały do unowocześnienia wyglądu oraz większej estetyki terenu i otoczenia, jako działalność ekonomiczna reagująca na impulsy zmieniającej się gospodarki będą coraz bardziej się specjalizować, adresując swe imprezy do coraz dokładniej zdefiniowanych grup specjalistów.

Potwierdzam, że znikają imprezy ogólne, a pojawia się coraz więcej tematycznie nowych, jak chociażby RENEXPO (energia odnawialna), Outsourcing czy ECP (instalacje gazowe). To znak czasów, a organizatorzy odpowiadają dokładnie na zapotrzebowanie przedsiębiorców. Jednocześnie obserwujemy zwiększanie się liczby imprez, które rosną mimo kryzysu gospodarczego. Można tu śmiało wymienić takie wydarzenia, jak: Automaticon, Zieleń to życie, REMA Days (marketing) czy Złoto, srebro, czas (jubilerskie). Expo XXI jest też cenione przez organizatorów zagranicznych. Od wielu lat z sukcesem współpracujemy z RAI Amsterdam, który u nas umacnia swoje targi ISSA/Interclean. Ostatnie kilka lat to także sukces Packaging Show organizowanego przez Easy Fairs. Jeden z największych organizatorów światowych - ITE zdecydował się na organizację u nas aż pięciu nowych przedsięwzięć. Świadczy to o dobrej kondycji polskiego rynku. Pod względem technicznym, wizerunkowym, estetycznym nie mamy się czego wstydzić. Jako operator obiektu od początku stawialiśmy na wielofunkcyjność i łączenie różnych imprez. Gościmy kilkaset imprez rocznie, z czego targi stanowią niewielką część, ok. 40 rocznie. Pozostałe to kongresy, konferencje, gale, prezentacje produktowe, koncerty czy nawet produkcje filmowe. Atutem obiektów targowych jest ich elastyczność i możliwość takiego zaaranżowania powierzchni, aby odpowiadała potrzebom różnych organizatorów.

Targi są takie, jaka jest gospodarka. To zarazem jedyna dziedzina życia gospodarczego, która nie potrzebuje wspomagania pieniędzmi

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.808.jpg@RY2@

Andrzej Byrt - prezes Rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego i prezes zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.809.jpg@RY2@

Paweł Babij - prezes zarządu Interservis w Łodzi

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.810.jpg@RY2@

Żaneta Berus - prezes zarządu EXPO XXI w Warszawie

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.811.jpg@RY2@

Maciej Glamowski - wiceprezes zarządu Międzynarodowych Targów Gdańskich

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.812.jpg@RY2@

Grażyna Grabowska - prezes zarządu Targów w Krakowie

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.813.jpg@RY2@

Mirosław Pietrucha - dyrektor Centrum Wystawienniczo-Kongresowego w Opolu

@RY1@i02/2013/214/i02.2013.214.05200020a.114.jpg@RY2@

Targi jako infrastruktura będą zmierzały do unowocześnienia wyglądu, oraz większej estetyki terenu i otoczenia, jako działalność ekonomiczna reagująca na impulsy zmieniającej się gospodarki

Relację przygotowała Monika Szymańska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.