Dziennik Gazeta Prawana logo

Gastronomia przyciąga inwestorów różnorodnością form

27 czerwca 2018

Branża gastronomiczna należy do jednej z najliczniej reprezentowanych na polskim rynku franczyzowym. I to nie tylko pod względem liczby działających sieci, lecz także punktów na licencji

Obecnie przedsiębiorcy planujący uruchomienie biznesu pod znanym logo mogą wybierać spośród ofert 137 sieci. To oznacza, że w ciągu ostatnich siedmiu lat rynek ten wzrósł ponad czterokrotnie. W tym samym czasie liczba franczyzowych punktów gastronomicznych zwiększyła się z 854 do prawie 2 tys.

Franczyza przyciąga, bo jest korzystna dla obu stron. Jak zauważa Andrzej Lorek, dyrektor firmy FRConsulting, inwestor zmniejsza swoje ryzyko inwestycyjne, a firma macierzysta może rozwinąć portfolio. Często jednak franczyzodawca niesłusznie postrzegany jest jako duży gracz rynkowy. A to dlatego, że małe przedsiębiorstwa również z powodzeniem funkcjonują w oparciu o ten model, dzięki czemu zmniejszają koszty własne i docierają do większego grona odbiorców. Co więcej, nie muszą się ograniczać tylko do wybranego regionu kraju. Mogą zostać siecią ogólnopolską. Przy franczyzie odpada bowiem problem związany z dużą odległością między placówkami, a tym samym centralnym ich zarządzaniem. To zadanie bierze na siebie franczyzobiorca, który w zamian korzysta z renomy i przywiązania klienta do danej marki, zmniejszając ryzyko płynące z prowadzenia własnej działalności gospodarczej.

Nowi gracze

Rozwój franczyzy w segmencie gastronomii nie byłby jednak możliwy na taką skalę, gdyby nie nowe sieci pojawiające się na rynku każdego roku. W 2012 r. zadebiutowało ich ok. 30. W tym roku wszystko wskazuje na to, że to tempo wzrostu zostanie utrzymane. W zasadzie nie ma miesiąca, w którym z ofertą do potencjalnych franczyzobiorców nie wystąpiłaby jakaś polska lub zagraniczna firma. W tym roku zadebiutowały już m.in. Lody Cools, Lody Marsjano, Felix Chicken, Klub Domówka, Bageterie Boulevard, ZuperMan czy Happy Pancake. W ostatnich dniach aktywne poszukiwanie franczyzobiorców rozpoczęła z kolei pochodząca z Austrii sieć herbaciarni Demmers Teehaus. Do wejścia przymierza się z kolei Wars Express. Sieć ta obecnie opracowuje warunki, na jakich będzie udostępniana licencja potencjalnym inwestorom. Na razie wiadomo tylko, że zamierza rozwijać się na największych i najbardziej uczęszczanych dworcach kolejowych w Polsce. Poszukiwania franczyzobiorów mają ruszyć już w tym roku.

Debiuty nowych sieci na rynku sprawiają więc, że oczy potencjalnych biorców licencji wciąż zwrócone są w kierunku tej branży. To zresztą zasługa także tego, że ten sektor, jak żaden inny, zaskakuje inwestorów i konsumentów innowacyjnością w zakresie proponowanego asortymentu. Stały rozwój konkurencji sprawia wreszcie, że gastronomia jest branżą, w której panuje ogromna różnorodność. Współpracę oferują bowiem zarówno fast foody, gospody, restauracje casual, jak i kawiarnie, cukiernie czy lodziarnie. Jeśli chodzi o najliczniej reprezentowany na tym rynku segment, to są nim pizzerie. Ich franczyzodawcy mają 16,8 proc. udziału w branży gastronomicznej. Kolejne grupy to cukiernie i lodziarnie, fast foody oraz restauracje i gospody regionalne, które stanowią 14,6 proc. systemów gastronomicznych. Następne w kolejności są kawiarnie (13,1 proc.), restauracje szybkiej obsługi (10,9 proc.), bary z żywnością prozdrowotną i wegetariańską (5,8 proc.). Pizzerie dominują też pod względem liczby posiadanych jednostek franczyzowych. Ich udział w rynku wynosi 27,6 proc. Na drugim miejscu są restauracje szybkiej obsługi, w rękach których jest 19,9 proc. wszystkich sieciowych placówek na rynku gastronomicznym. Niewiele mniejszy udział mają cukiernie i lodziarnie - 14,3 proc. Najmniej licznie reprezentowany wśród franczyzobiorców jest segment fast food - 13,4 proc., oraz vending - 7,1 proc.

Tym samym każdy przedsiębiorca planujący wejście na rynek gastronomii może znaleźć już coś dla siebie.

Wśród największych sieci na franczyzowym rynku gastronomicznym od lat utrzymują się ci sami gracze. Liderem z ponad 300 placówkami pozostaje McDonalds. W najbliższych latach nie powinno się to zmienić, bo sieć zamierza utrzymać duże tempo rozwoju. Chce otwierać kilkadziesiąt placówek rocznie.

- W tym roku uruchomiliśmy ich już 12. Kolejnych kilkanaście uruchomimy do końca roku. Uważamy, że wciąż jest miejsce na nasze nowe restauracje - uważa Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonalds Polska.

Na drugim miejscu, z ponad 200 lokalami, plasuje się Fornetti. Sieć ma jednak chętkę zmienić pozycję w najbliższej przyszłości i wybić się na lidera rynku. W tym celu ogłosiła przyspieszenie rozwoju. Zamierza otwierać 4-5 punktów miesięcznie, co za dwa lata ma pozwolić jej na przekroczenie liczby 300 placówek.

Trzecie miejsce na rynku największych graczy należy do Da Grasso. Ta sieć pizzerii ma już 200 lokali, czyli powoli zaczyna doganiać Fornetti. Wszystko wskazuje więc na to, że w najbliższych latach należy się spodziewać wreszcie jakiegoś przetasowania w gronie czołowych firm.

Duży wybór

Rosnąca konkurencja na rynku sprawia, że koszty inwestycji stają się coraz bardziej dopasowane do możliwości przedsiębiorców zainteresowanych rozwinięciem działalności w tym sektorze. Tym samym powoli znika największa bariera, z powodu której wielu przedsiębiorców omijało ten segment rynku franczyzowego.

Na restaurację lub gospodę pod znaną marką potrzeba przeciętnie 336 tys. zł netto. Na przykład współpraca z Charleys Philly Steaks, międzynarodową siecią restauracji wywodzącą się ze Stanów Zjednoczonych wymaga oszczędności na poziomie 180 tys. zł. To i tak niewiele w porównaniu z konceptem The Mexican, wymagającego od franczyzobiorcy już nakładów w wysokości przynajmniej 800 tys. zł, czy Browar the Brasie - 1,5 mln zł. Wysokie koszty związane są m.in. z tym, że na prowadzenie obydwu restauracji trzeba zaadoptować duże powierzchnie. Preferowana wielkość lokalu dla restauracji meksykańskiej to 150-300 mkw., a dla brazylijskiej 250-400 mkw. Właściciel obu, firma Mex Polska deklaruje jednak, że pomaga w znalezieniu odpowiedniej nieruchomości i jej adaptacji, co zmniejsza ryzyko niepowodzenia działalności.

Własna kawiarnia, cukiernia, lodziarnia wiąże się z wydatkiem od 25 tys. zł do 800 tys. zł netto. Potwierdzają to przedstawiciele firm działających na tym rynku. W sieci Coffeeshop Company kwota inwestycji zaczyna się od 80 tys. zł. Z tym że właściciel musi pokryć sam minimum 30 proc. wstępnych kosztów inwestycyjnych. Zabezpieczenie pozostałych wydatków może nastąpić za pośrednictwem kredytu czy leasingu. Feel the chill oszacował nakłady na placówkę pod swoim logo na ok. 200 tys. zł. Franczyzobiorca jest też zobowiązany do zapłacenia opłaty licencyjnej w wysokości 20 tys. zł.

- Przez blisko trzy lata otworzyliśmy 11 lokali własnych, dwa franczyzowe i sześć jednostek mobilnych - mówi Mateusz Stachowiak, prezes Feel the chill, dodając jednocześnie, że już 25 października Feel the chill otworzy kolejne punkty - własny w Poznań City Center i franczyzowy w Centrum Handlowym Riviera w Gdyni.

Jeszcze większe wydatki czekają tych, którzy chcą nawiązać współpracę z Aroma Espresso Bar czy Cafe Chopin. W pierwszej sytuacji gdy placówka ma powstać w jednym z dużych miast takich jak Gdańsk, Kraków, Katowice, Łódź, Poznań, Warszawa, Wrocław, koszty inwestycji wyniosą 750 tys. zł. Przy czym franczyzobiorca musi posiadać wkład własny w wysokości 50 proc. tej kwoty. Pozostałą część można sfinansować poprzez leasing. W sieci Cafe Chipin z kolei koszt inwestycji waha się od 350 do 550 tys. zł.

Największe rozbieżności w kosztach widoczne są jednak w segmencie restauracji szybkiej obsługi. W tej zbiorowości franczyzodawcy oferują koncepty, na które należy przeznaczyć ok. 10 tys. zł do ok. 2,5 mln zł. Przykładem może być Telepizza, która wymaga nakładów rzędu 100 tys. zł. W kwocie tej zawiera się zarówno wyposażenie lokalu w zaplecze gastronomiczne, jak i remont wnętrza. W zamian firma oferuje m.in. szkolenia z zakresu zarządzania biznesem. Z kolei współpraca z 7th Street, specjalizującą się w daniach rodem z Ameryki, takich jak skrzydełka z kurczaka z frytkami czy żeberka w sosie barbecue, wymaga już od 150 do nawet 450 tys. zł netto. Wszystko zależy od wielkości lokalu, jego stanu technicznego oraz lokalizacji. Jednym z droższych konceptów na tym rynku wciąż pozostaje McDonalds. By rozpocząć działalność pod słynnym na całym świecie złotym łukiem, czyli logo sieci McDonalds, trzeba mieć minimum 1,2 mln zł.

- Działamy w 100 proc. transparentnie. W przypadku naszej oferty informujemy otwarcie o wymaganym pełnym wkładzie własnym. Środki te wsparte ewentualnym kredytem bankowym zapewniają przyszłemu franczyzobiorcy przygotowanie własnej firmy oraz zakup na własność pakietu pełnego wyposażenia. Nie staje się on właścicielem samej nieruchomości, w której zlokalizowana jest restauracja - tłumaczy Krzysztof Kłapa. Dodaje, że wysoki wymóg finansowy nie odstrasza potencjalnych licencjobiorców. - W ramach naszej sieci działają już franczyzobiorcy, którzy mają nawet osiem czy dziesięć restauracji - podkreśla.

Wysokie marże

Gastronomia przyciąga inwestorów, bo wciąż pozwala odzyskać zainwestowane pieniądze w krótkim czasie. Przynosi też duże zyski franczyzobiorcom. Jest to oczywiście zasługą wysokich marż, które można wygenerować. Najlepsze nadal obowiązują w segmencie kawiarni. Na jednej małej czarnej marża sięga nawet 300 proc. Tymczasem na własny lokal wystarczy średnio 200-300 tys. zł. To wszystko sprawia, że inwestycja może zwrócić się nawet w ciągu roku. Na koniec ubiegłego roku działało już ok. 800 kawiarni pod znanymi markami. W tym roku liczba ta oscylować już będzie na poziomie 900. Gdyby do tego doliczyć jeszcze kawiarnie otwierane przez indywidualnych inwestorów, będzie to łącznie kilkaset nowych placówek w całym 2013 r.

- W planach mamy kilka nowych placówek. Obecnie funkcjonuje ich pięć. Trudno jednak dokładnie określić, kiedy zostaną otwarte. A to dlatego, że duża część z nich została zaplanowana w galeriach handlowych, a czas uruchomienia tych ciągle się zmienia - tłumaczy Damian Jędrzejczyk ze spółki TIZIA, rozwijającej na naszym rynku lokale pod marką Coffeeshop Company.

Nowe placówki planuje też sieć Aroma Espresso Bar, w której funkcjonują obecnie cztery lokale.

- Obecnie jesteśmy w trakcie podpisywania dwóch kolejnych umów franczyzowych. Kolejne są na etapie negocjacji - wyjaśnia Sylwia Zacharska ze spółki Retail Consulting, która rozwija na polskim rynku sieć Aroma Espresso Bar. Jak przyznaje, Polacy nauczyli się już pić kawę poza domem. Jednak nie tylko z tego powodu kawiarnie stale przyciągają do siebie rzesze klientów. To zasługa ich ewoluacji na przestrzeni ostatnich lat.

Współczesne kawiarnie oferują już coś więcej niż tylko kilka rodzajów małej czarnej i przekąskę. Bardzo mocno stawiają na gastronomię, przez co są w stanie przyciągnąć do siebie klientów o każdej porze dnia.

- Postawiliśmy na śniadania oraz duży wybór dań obiadowych. Dlatego w naszych placówkach kuchnia jest ważną częścią kawiarni - podkreśla Sylwia Zacharska.

@RY1@i02/2013/203/i02.2013.203.02200080j.803.jpg@RY2@

Gastronomia wciąż kusi inwestorów

@RY1@i02/2013/203/i02.2013.203.02200080j.804.jpg@RY2@

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.