Dziennik Gazeta Prawana logo

Cel numer jeden: utrzymać dobre relacje i eksport do Rosji

27 czerwca 2018

Kolejne uchybienie ze strony polskich wytwórców żywności grozi poważnymi konsekwencjami

W tym tygodniu przedstawiciele Głównego Inspektoratu Weterynarii mają się spotkać z Federalną Służbą Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Rosji - dowiedział się DGP. Celem wizyty polskich inspektorów na Wschodzie jest wyjaśnienie nieprawidłowości ujawnionych w ostatnich tygodniach w naszych zakładach mięsnych i mleczarskich oraz wskazanie czynności, jakie zostały podjęte w tych sprawach.

Polskie służby weterynaryjne nie kryją, że spotkanie jest potrzebne. - Kolejne poważne uchybienie ze strony polskich firm, na których spoczywa odpowiedzialność za przestrzeganie przepisów unii celnej, mogłoby skutkować poważniejszymi konsekwencjami w zakresie eksportu do Rosji. Mówimy oczywiście o zdarzeniu na taką skalę, jak miało to miejsce w Polmleku czy Wierzejkach - tłumaczy Jarosław Naze, zastępca głównego lekarza weterynarii.

W latach poprzednich skala problemu była mniejsza. Widać to choćby po danych o liczbie firm, które mają zakaz eksportu do Rosji. Jest ich 60, z czego większość straciła prawo do sprzedaży na Wschód, kiedy Rosjanie zakazali importu żywych świń. Ale jedna piąta z tej listy to przedsiębiorstwa, na które embargo zostało nałożone w ostatnich miesiącach.

Polskie służby będą starały się wykazać, że w naszym kraju istnieje sprawny system zapobiegania nieprawidłowościom i jednocześnie ścigania za nieprzestrzeganie obowiązujących przepisów. Będą wskazywać np. na Polmlek, który jest podejrzany o fałszowanie etykiet i który stracił prawo do eksportu do Rosji, a także dostał karę w wysokości 10 tys. zł. W stosunku do Wierzejek toczy się też sprawa w prokuraturze. - Zachodzi podejrzenie sfałszowania produktów, a dokładnie dodania do nich słoniny pochodzącej z Hiszpanii, z którą Rosja nie prowadzi wymiany handlowej. Najprawdopodobniej do przestępstwa doszło poza zakładem produkcyjnym - dodaje Jarosław Naze.

Jednak służby nie w każdym przypadku kierują sprawę do prokuratury, choć zdaniem ekspertów powinna to być standardowa procedura. - Tak powinno być, gdy doszło do przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów. Tego rodzaju sprawy powinny być ścigane z urzędu - uważa Monika Zbrojewska, karnistka z Uniwersytetu Łódzkiego

- Każda sprawa ma jednak inny charakter - wyjaśnia Jarosław Naze. - Sprawy Polmleku nie zgłaszaliśmy, bo nie zachodziło niebezpieczeństwo zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi, a kontrola zakładu potwierdziła braki w procedurach zakładowych dotyczących odpowiedzialności podmiotu za przygotowanie partii do eksportu zgodnie z przepisami wymaganymi przez Rosję i państwa unii celnej - dodaje.

Jednak, jak twierdzą ludzie z branży, prokuratura rzadko w takich sprawach kieruje akt oskarżenia do sądu. Przykład to afera solna. - Tu wciąż toczy się postępowanie. Prawdą jednak jest, że mało spraw ma finał w sądzie. Najczęściej są umarzane ze względu na niską szkodliwość społeczną - dodaje Witold Choiński, prezes zarządu Związku Polskie Mięso.

To zwiększa skłonność firm z branży do nieprzestrzegania zasad. Zwłaszcza że nikt nie kontroluje, ile jest przypadków naruszeń przepisów, ile z nich trafiło do prokuratury, a ile - do sądu. - Główny Inspektorat Weterynarii jest jednostką podległą ministrowi rolnictwa i rozwoju wsi i to on udziela informacji - tłumaczy Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego MRiRW.

Aż 60 polskich firm ma obecnie zakaz eksportu do Rosji

@RY1@i02/2013/175/i02.2013.175.00000080c.803.jpg@RY2@

Rosja jest już dla Polski trzecim największym rynkiem eksportowym

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.