Miejskie SUV-y wyjechały z motoryzacyjnej niszy
Małe firmy powinny polubić praktyczne i niedrogie samochody
Kiedy w 1997 r. Mercedes wprowadzał na rynek model oznaczony literą M, nawet najwięksi optymiści w branży łapali się za głowy i twierdzili, że samochód będzie totalną porażką - bo kto w Europie chciałby kupować auto, które wygląda jak terenowe, ale przystosowane jest do jazdy praktycznie tylko po asfalcie? Tymczasem okazało się, że chętnych na SUV-a Mercedesa jest tak dużo, że produkująca go fabryka już w pierwszych miesiącach oficjalnej sprzedaży auta nie nadążała z realizacją zamówień. To spowodowało, że szlakiem utartym przez Mercedesa szybko postanowili pojechać inni producenci.
Po dziesięciu latach od tamtych wydarzeń w niektórych krajach europejskich SUV-y zdobyły aż 20-proc. udział w całkowitej sprzedaży. Wszystko zmieniło się wraz z nadejściem kryzysu - wówczas duże i paliwożerne auta straciły na popularności, a Europejczycy zaczęli przesiadać się do mniejszych, tańszych i oszczędniejszych pojazdów. Producenci postanowili to wykorzystać - zaczęli zmniejszać swoje pseudoterenówki, tworząc jednocześnie zupełnie nową klasę samochodów: miejskie SUV-y, zwane również crossoverami.
Jeszcze 3-4 lata temu takich aut prawie w ogóle nie było na rynku, dziś oferta dealerów obejmuje ponad dziesięć modeli. Do salonów wjechał właśnie oficjalnie Renault Capture, za chwilę dołączy do niego Peugeot 2008, a w nieodległej przyszłości również Hyundai ix25, Volkswagen Taigun, Fiat 500X, Ford EcoSport, Mazda CX-3 oraz Citroen C4 Aircross. Segment ten staje się tak popularny i ważny, że inwestować w niego zamierzają nawet marki premium - Audi szykuje model Q2, a Mercedes - GLA. W efekcie już w przyszłym roku gama miejskich SUV-ów może liczyć grubo ponad 20 modeli.
Jak twierdzą sami producenci, główną zaletą małych SUV-ów jest bardzo dobra relacja ceny do przestronności, jakości i praktyczności. Captur w podstawowej wersji ma 90-konny silnik, 450-litrowy bagażnik, tapicerkę, którą można odpiąć i uprać, pali średnio 4,9 litra, a kosztuje niespełna 54 tys. zł. Renault twierdzi, że z tych powodów samochód jest idealną propozycją dla indywidualnych przedsiębiorców, którzy używają auta zarówno do celów służbowych, jak i prywatnych, przy czym stać ich na modele kosztujące najwyżej 70-75 tys. zł. Podobne spostrzeżenia mają inni producenci - Opel Mokka, Volvo V40 CrossCountry czy Mitsubishi ASX trafiają głównie do małych firm.
Fakt, że w tym segmencie liczy się głównie cena, dowodzi przykład Toyoty Urban Cruiser, która była jednym z pierwszych miejskich SUV-ów na naszym rynku. Kilka tygodni temu Japończycy zdecydowali się całkowicie wycofać auto z polskiej oferty, ponieważ z powodu zbyt wysokiej ceny kupowało je zaledwie kilkanaście osób rocznie. Trudno dokładnie ocenić, jak dużym powodzeniem będą cieszyły się inne małe crossovery, które wjeżdżają właśnie na nasz rynek. Niemniej, jako że kosztują niewiele więcej niż tradycyjne miejskie auta i mniej niż popularne kompakty, to niebawem mogą rozjechać miasta.
Co można znaleźć w salonach
Fiat Sedici od 51 900 zł
Renault Capture od 53 900 zł
Peugeot 2008 od 55 000 zł
Nissan Juke od 55 700 zł
Suzuki SX4 od 55 500 zł
Chevrolet Trax od 59 990 zł
Opel Mokka od 64 900 zł
Mitsubishi ASX od 65 300 zł
Mini Countryman od 84 200 zł
Subaru XV od 89 002 zł
Volvo V40 CrossCountry od 98 600 zł
@RY1@i02/2013/111/i02.2013.111.13000030i.802.jpg@RY2@
Łukasz Bąk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu