Ma poważny kłopot z frankiem
Złote referendum w Szwajcarii i jego ewentualne skutki mogą być najważniejszą próbą w dotychczasowej karierze prezesa Narodowego Banku Szwajcarii Thomasa Jordana
Awans na stanowisko prezesa SNB Jordan zawdzięcza pośrednio mediom. To właśnie prasa, przed prawie trzema laty, ujawniła skandal, w wyniku którego poprzedni prezes Narodowego Banku Szwajcarii Philipp Hildebrand zmuszony był złożyć swój urząd. Latem 2011 r. żona Hildebranda Kashya kupiła za franki szwajcarskie ponad 0,5 mln dol. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że trzy tygodnie później SNB znacząco osłabił franka względem waluty amerykańskiej. Pani prezesowa zarobiła na transakcji krocie, ale mąż nie umiał dowieść, że nie maczał w tym palców, i w styczniu 2012 r. został zmuszony do dymisji. Jego fotel - na razie jako p.o. prezes - zajął ówczesny wiceprezes banku Thomas Jordan.
Stanowisko szefa, które formalnie objął trzy miesiące później, to z pewnością ukoronowanie bankowej kariery Szwajcara. Obecny prezes trafił do SNB w 1997 r. na stanowisko doradcy ekonomicznego, ale szybko zaczął piąć się w górę, by w 2007 r. zasiąść w zarządzie banku.
Jaki jest prezes jednego z najważniejszych banków centralnych świata? - Z pewnością mniej medialny niż jego poprzednik - ocenia Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. Hildebrand, z wykształcenia politolog, w młodości był mistrzem pływackim, uprawiał też boks, a zanim w 2003 r. został członkiem zarządu SNB, zbił fortunę na funduszach hedgingowych. Życiorys Jordana jest na tym tle po prostu nudny. - Był miły i nawet zabawny, ale zawsze wyważony - tak zapamiętała go Anita Herzog-Zbinden, dawna szkolna koleżanka, z którą rozmawiał dziennikarz regionalnej gazety "Bieler Tagblatt". Po maturze poszedł na Uniwersytet w Bernie, gdzie ukończył ekonomię, obronił doktorat i napisał habilitację. Prowadzi tam wykłady z teorii i polityki monetarnej.
Czy obecny prezes SNB jest skuteczny? - Trudno powiedzieć, bo na razie w dużej mierze podtrzymywał wcześniejszą politykę Hildebranda - mówi Rogalski. W 2011 r. bank centralny Szwajcarii zaczął stabilizować kurs euro do franka na poziomie 1,2. Gdy Jordan objął najważniejsze stanowisko w SNB, spodziewano się, że zechce jeszcze osłabić franka. - Ale on tylko utrzymał kurs. Czas pokazał, że słusznie - uważa Rogalski i tłumaczy, że otoczenie makroekonomiczne w latach 2015 i 2016 nie będzie sprzyjać SNB.
Ale Jordan ma problem już teraz: 30 listopada Szwajcarzy zdecydują, czy SNB ma zwiększyć rezerwy w złocie. - Ewentualny głos "za" postawi prezesa w trudnej sytuacji, bo uniemożliwi SNB prowadzenie dotychczasowej polityki monetarnej - mówi Ole Hansen z Saxo Banku w Kopenhadze. Konieczność zwiększenia rezerw złota z 8 do 20 proc. w ciągu pięciu lat zmusi SNB do zakupu znacznej ilości kruszcu.
Jordan kilka dni temu w rozmowie z dziennikiem "Neue Zürcher Zeitung" powiedział, że rezerwy SNB wynoszą obecnie ok. 520 mld franków, z czego w złocie jest 35-37 mld. - "Tak" w referendum oznaczałoby, że musimy kupić złoto za ok. 70 mld franków - stwierdził szef narodowego banku. Wielu ekonomistów uważa, że efektem byłoby umocnienie franka.
@RY1@i02/2014/218/i02.2014.218.000001600.803.jpg@RY2@
BLOOMBERG
Thomas Jordan, szef SNB
Bartłomiej Mayer
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu