Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Amerykański sen o filmie spełniony w Polsce

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Pod koniec lat 80. Piotr Dzięcioł wyjechał za chlebem do USA. Dziś wrócił tam z filmem, który wstrząsnął lokalnym rynkiem. O prawo pokazywania "Idy" bili się dystrybutorzy z całego świata

Kiedy na początku lat 90. do Łodzi przyjechali szukać producenta młodzi Amerykanie, polecono im Piotra Dzięcioła. Absolwent łódzkiej filmówki miał świetnie zaopiekować się ekipą, bo miał już doświadczenie z USA. Zdobyte podczas wyjazdów za chlebem. Pierwsza produkcja - "Poison testers" - przekonała go, że warto iść w produkcję filmową z własną firmą. Teraz, ponad 20 lat później, to on może podbić USA. Wyprodukowana przez jego Opus Film "Ida" jest polskim kandydatem do Oscara. Międzynarodowa dystrybucja "Idy" to jeden z największych sukcesów w historii polskiego kina. Zarządzany przez Piotra Dzięcioła Opus Film sprzedało prawa do jego wyświetlania do 52 krajów na całym świecie, w tym zazwyczaj zupełnie niezainteresowanych naszą kinematografią: Australii, Nowej Zelandii, Argentyny czy Tajwanu. Tylko we wrześniu film miał premiery kinowe na Słowacji, Węgrzech, w Wielkiej Brytanii, Irlandii. W październiku jedzie do Danii i Szwecji.

Historia firmy, która wprowadziła obraz Pawła Pawlikowskiego na światowe salony, zaczęła się wraz z transformacją ustrojową. Piotr Dzięcioł skończył studia prawnicze we Wrocławiu i przyjechał do Łodzi, by studiować na wydziale produkcyjnym tamtejszej szkoły filmowej. Wbrew planom po studiach nie wrócił jednak do rodzinnego miasta, bo w Łodzi poznał przyszłą żonę. Zaczął pracować dla łódzkiej wytwórni filmowej jako drugi, a potem główny kierownik produkcji. Do czasu, kiedy przemysł filmowy nie przeżył załamania.

- Kiedy skończyliśmy pracować przy "Nad Niemnem" w 1987 r., wyjechałem do Stanów za chlebem. Kiedy wróciłem, pracy było coraz mniej. Na przełomie lat 80. i 90. w Polsce fabuł robiło się 7, a kiedyś 30 rocznie - wspomina producent.

W związku z zapaścią na rynku twórcy przenosili się do Warszawy, a Łódź stopniowo pustoszała. Po amerykańskim obrazie i filmowym debiucie Łukasza Karwowskiego "Listopad" firma Piotra Dzięcioła stanęła.

- Wtedy w branży działo się bardzo mało. Żeby firma się rozwijała, musiałem wymyślić nowy sposób, by pchnąć ją do przodu. Zaczęło się od przypadku: Duńczycy chcieli kręcić duży film reklamowy z udziałem orkiestry symfonicznej. Pomyślałem, że kocham robić fabuły, ale trzeba z czegoś żyć - wspomina. - Miałem firmę, miałem zaplecze, a w mieście wciąż jeszcze było sporo bezrobotnych fachowców, którzy szukali pracy. Udało nam się zrealizować ten film i dzięki niemu weszliśmy w branżę.

Wystarczył rok, by Opus Film stało się jednym z trzech największych producentów filmów reklamowych, zaraz obok OTO Film i ITI.

- Firma zaczęła się gwałtownie rozwijać. To były zupełnie inne budżety niż te, do których byłem przyzwyczajony w filmie. Sukces spowodował, że odszedłem z fabuły - mówi Piotr Dzięcioł.

Pożegnanie z filmem nie okazało się jednak ostateczne.

- Przyszedł do mnie Piotr Trzaskalski, szukał sposobu na zrobienie małej fabuły. "Edi" mi się spodobał, zrobiłem ten film, ale sądziłem, że będzie to zupełnie offowe kino. Tymczasem przyjęli nas do konkursu w Gdyni - wspomina producent.

"Edi" konkursu nie wygrał, rywalizował z "Dniem świra" Marka Koterskiego, został jednak bardzo dobrze oceniony przez publiczność, wyróżniony nagrodą dziennikarzy i główną nagrodą za rolę drugoplanową. Obejrzało go 0,5 mln widzów.

- Bardzo dobrze na nim zarobiliśmy i to utwierdziło mnie w tym, żeby dalej robić filmy - mówi Dzięcioł.

Do produkcji reklamowej i filmowej szybko doszła jeszcze telewizyjna. Piotr Dzięcioł mówi dziś, że jego firma opiera się na trzech podstawach tak samo mocno.

- Często środki, które uda nam się zarobić na produkcji reklamowej, inwestujemy w dwie pozostałe gałęzie, bez których z kolei nie byłoby firmy. Opieranie się na jednym filarze może doprowadzić do upadku - mówi.

Dzięki dwóm pozostałym filarom firmy Opus Film mogło wyprodukować "Idę" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego.

- To miał być skromny film - ocenia producent.

Tymczasem "Ida" zdobyła już wiele międzynarodowych nagród, m.in. na Międzynarodowym Festiwalu w Toronto obraz zdobył Nagrodę FIPRESCI - Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych. Później do kolekcji dołączyły nagrody z London Film Festival, Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Mińsku, a także Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Gijón. W konkursie głównym festiwalu sztuki operatorskiej Camerimage autorzy zdjęć do filmu zdobyli główne wyróżnienie - Złotą Żabę. Dziś "Ida" jest typowana jako jeden z filmów z wielkimi szansami na Oscara.

Piotr Dzięcioł przyznaje, że sukces mógłby otworzyć Opus Film drogę na światowe rynki filmowe. Na razie firma podbija już europejskie.

- Jesteśmy najbardziej rozpoznawalnym polskim studiem za granicą. Ciągle otrzymujemy propozycje koprodukcji europejskich - mówi właściciel. Kiedy pytamy go o plany na przyszłość, raczej unika dalekich wizji. - Być może w przyszłości staniemy się częścią jakiejś większej grupy europejskiej, a jeśli chodzi o mnie, to liczę na to, że coraz bardziej będzie mnie wspierał mój syn, który też jest producentem filmowym i pracuje w firmie.

@RY1@i02/2014/196/i02.2014.196.05000030e.802.jpg@RY2@

Opieranie się na jednym filarze firmy może doprowadzić do upadku - mówi Piotr Dzięcioł

Anna Wittenberg

anna.wittenberg@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.