Ślimak, ślimak pokaż zyski
Grzegorz Skalmowski rozwija ślimakowy biznes od już ponad 10 lat. Dziś jego Snails Garden jest europejskim potentatem, cenionym nawet na trudnym i wymagającym rynku śródziemnomorskim
Na własny rachunek Grzegorz Skalmowski pracuje znacznie dłużej. Jego przygoda z działalnością gospodarczą rozpoczęła się na początku lat 90. XX w. w Elblągu, gdzie przez dekadę zajmował się gastronomią. Wsławił się tam kurczakami z rożna, ale prowadził też puby, restauracje i usługi cateringowe.
Rodzina Skalmowskich nie wiązała jednak swojej przyszłości z życiem w mieście. Wspólnie szukali pomysłu, by wyprowadzić się na wieś.
- Wcześniej mieszkałem na wsi i wiedziałem, jak to smakuje. Potrzebny był tylko pomysł na biznes, który pozwoliłby nam się realizować - mówi Skalmowski.
Rozwiązanie pojawiło się szybko, w gazecie "Anonse" Grzegorz Skalmowski natrafił na ogłoszenie, w którym przetwórnia ślimaków oferowała naukę hodowli i zapewniała sprzedaż mięczaków.
- Decyzja nie była łatwa, bo rozważaliśmy kilka opcji. Najpierw miały być strusie, później pieczarki. Ograniczał nas jednak areał ziemi, którego wymagały wspomniane branże. Stanęło zatem na ślimakach - opowiada hodowca. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Szybko udało się wybrać odpowiednie gospodarstwo z budynkiem przeznaczonym do hodowli. Na podstawie planu technologicznego Skalmowscy stworzyli infrastrukturę, ocieplili budynek i podłączyli do niego media.
W tym momencie rozpoczęła się prawdziwa działalność, oparta w znacznej mierze na wyciąganiu wniosków z własnych błędów. Okazało się, że notatka technologiczna, którą Skalmowscy dostali od przetwórni, nie była wystarczająca. Konieczne okazało się dotarcie do najlepszych hodowców i nauka fachu na miejscu. W internecie Skalmowski znalazł adres firmy, która przyuczała przyszłych hodowców, i pojechał do kolebki ślimakowego biznesu, Francji.
- Gdy po raz pierwszy odwiedziliśmy fermę, miejscowi zakazali nam robić zdjęcia. Aby zaznaczyć wielkość klatki do hodowli, pożyczyłem od koleżanki szminkę. Za jej pomocą na własnym ciele zapisałem szacunkowe wymiary klatki, które zaraz po powrocie do Polski szybko przeniosłem na lodówkę - wspomina Skalmowski.
Ślimakowy ogród rozwijał się bardzo prężnie, ale prawdziwy przełom nastąpił w 2009 roku. Hodowcy zdecydowali się na zakup dodatkowego 1 ha ziemi. Na takim obszarze można wyhodować 30-50 ton ślimaków. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że na początku swojej działalności Snails Garden oceniało swoje roczne zbiory na zaledwie 1 tonę. W tym samym roku Skalmowski dokupił także budynek, który przyszłościowo zaadaptował pod przetwórstwo ślimaków. Otwarcie własnej przetwórni stało się kolejnym celem i wielkim marzeniem wizjonera.
Okazało się jednak, że poszerzenie działalności nie będzie łatwe. Aby móc ubić ślimaka, a następnie go przetwarzać, konieczna była akceptacja projektu technologicznego przetwórni. Skalmowski starał się o nią przez pięć lat. Zapowiada, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, przetwórnia wystartuje jeszcze w tym roku.
- Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, a wszystko leży w naszych rękach - cieszy się hodowca.
Sprzedaż i przetwórstwo to jednak nie wszystkie odnogi biznesu rodziny Skalmowskich. W ramach firmy działa także Snails Garden Cosmetics, który produkuje kremy ze śluzem ślimaka. Jak zapewnia właściciel firmy - są to jedyne tego typu preparaty tworzone w 100 proc. z naturalnego śluzu. Pomysł na wejście do branży kosmetycznej pojawił się dwa lata temu, gdy do firmy napłynęły pierwsze zamówienia na śluz ślimaków. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Dziś firma ma w ofercie pięć rodzajów kremów, a niebawem do sprzedaży trafią także ampułki ze śluzem ślimaka.
Do oferty Snails Garden Skalmowski postanowił dorzucić umiejętności zaczerpnięte z poprzednich biznesów. W taki sposób powstała firma cateringowa, która ślimaki rozwozi także na wesela. Hodowca deklaruje także, że z wielką chęcią otworzyłby w Polsce całą sieć sklepów z przetworami ze ślimaków. Zdaje sobie jednak sprawę, że do tego potrzebna jest zmiana przyzwyczajeń kulinarnych Polaków.
- Ze ślimakami jest jak z whisky. Trzeba do nich dojrzeć - twierdzi Skalmowski.
Dlatego w tym momencie podstawowym rynkiem zbytu jest Zachód. Snails Garden swoje produkty eksportuje głównie do Hiszpanii. Dwa lata temu rozpoczęli także działalność na włoskim rynku.
- We Włoszech na tyle chwyciło, że zaczęto nas podpytywać o ślimaki mrożone i kawior ślimaków. Wtedy pojawił się pomysł na otwarcie ubojni i dodatkowej spółki w tym kraju - mówi hodowca.
25 października we włoskim kurorcie Termoli organizowany jest Dzień Ślimaka. To właśnie tam Snails Garden otworzyło hurtownię z biurem i sklepem detalicznym.
Skalmowski działa na wszystkich frontach ślimakowego biznesu. Do produkcji, hodowli i usług kosmetycznych dołożył także dystrybucję paszy. I zapewnia, że jeśli dowie się o kolejnych możliwościach rozwoju, z pewnością rozważy możliwość autorskiego projektu.
- Chcemy robić wszystko sami. Nie dlatego, by nie dać zarobić firmom zewnętrznym, ale po to, by dać pracę ludziom z naszego regionu. Im więcej gałęzi ma nasza firma, tym więcej osób znajduje zatrudnienie. A jak wszyscy wiemy, na Warmii nie jest z tym najlepiej - przyznaje.
@RY1@i02/2014/196/i02.2014.196.05000040j.802.jpg@RY2@
Chcemy robić wszystko sami, by dać pracę ludziom z naszego regionu - mówi Grzegorz Skalmowski
Damian Furmańczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu