Dziennik Gazeta Prawana logo

Moda na fotografię ożywia handel aparatami dobrej klasy

1 lipca 2018

W sprzęt do sklepu trzeba zainwestować na początek kilkadziesiąt tysięcy złotych

Wywoływanie zdjęć na filmie fotograficznym już kilka lat temu ustąpiło miejsca technologii cyfrowej. Nie oznacza to jednak, że branża sklepów fotograficznych nie ma przed sobą przyszłości. Placówki tego typu mogą dobrze funkcjonować, wymaga to jednak właściwego podejścia do biznesu.

Marże bliskie zera

Z samej sprzedaży filmów i wywoływania zdjęć w tej chwili nie da się wyżyć. Choć właściciele wielu istniejących placówek doradzają, by nie rezygnować z tej działalności całkowicie. A to dlatego, że zainteresowanie fotografią w Polsce rośnie. A każdy, kto chce robić profesjonalne zdjęcia, powinien przejść proces samodzielnego ich wywoływania. W związku z tym zapotrzebowanie na filmy utrzyma się, choć na pewno na niszowym poziomie.

Ciągle też są osoby, które wywołują zdjęcia zrobione aparatem cyfrowym. Dostarczają je jednak na cyfrowych nośnikach. Komputeryzacja w zakresie wywoływania fotografii to zatem już konieczność.

- Pieniędzy na tym się jednak nie zrobi. Spadek popytu na usługi wywoływania zdjęć przełożył się na obniżki cen. Dziś zrobienie jednej odbitki kosztuje tylko 25-30 groszy. A jeszcze kilka lat temu cena ta była dwa razy wyższa, a kilkanaście lat temu trzy razy - komentuje sytuację Andrzej Pawlikowski, właściciel jednego z warszawskich zakładów. Tym samym marża na tym biznesie jest coraz bliższa zeru.

Coś dla bardziej wymagających

Lepszym rozwiązaniem jest postawienie na ofertę, która będzie konkurencyjna dla tej, jaką w zakresie aparatów i akcesoriów proponują sieci handlowe typu Media Markt, Euro RTV/AGD czy Saturn. Mowa o specjalistycznym sprzęcie fotograficznym, który coraz bardziej zyskuje na popularności wśród Polaków.

Według Michała Kanownika, dyrektora Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego, rynek aparatów fotograficznych powoli wychodzi z dołka, w którym znalazł się m.in. z powodu wyparcia tanich, prostych urządzeń przez telefony i smartfony ze stale ulepszanymi narzędziami do rejestracji obrazu i dźwięku. Klienci jednak coraz częściej poszukują sprzętu mogącego spełnić bardziej wyszukane oczekiwania. W 2013 r. lustrzanek sprzedało się o blisko 30 proc. więcej, a kompaktów z wymienną optyką o prawie 50 proc. więcej. Tym samym rynek, który do 2012 r. kurczył się w tempie ok. 15 proc., w ubiegłym roku zmalał już tylko o blisko 5 proc. Obecnie, jak szacuje branża, Polacy wydają na aparaty fotograficzne 1 mld zł, czyli jedna piątą tego co na telefony.

- Modne są zwłaszcza aparaty z wymienną optyką. Ich zaletą jest to, że pozwalają w dowolny sposób rozbudować sprzęt, uzyskując w ten sposób również pożądany efekt, jeśli chodzi o zdjęcia. Tego rodzaju sprzęt nie należy jednak do tanich. Ceny zaczynają się od 1,5 tys. zł, a dochodzą do nawet 50 tys. zł - wymienia Marek Rokita z firmy BEiKS B i K Machulski, będącej pośrednikiem w sprzedaży sprzętu fotograficznego i wideo.

Kilkadziesiąt tysięcy na start

By uruchomić handel, trzeba niestety sporo zainwestować w sprzęt, który będzie na stanie sklepu. - W naszym przypadku jest to ok. 1,5 mln zł - dodaje Marek Rokita. Wiadomo jednak, że nie każdy dysponuje taka gotówką od ręki. Jak twierdzą nasi rozmówcy, na początek na towar wystarczy wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy złotych, by przekonać się, czego szczególnie oczekują klienci.

Jeśli chodzi o marki, to na pewno w ofercie trzeba mieć sprzęty najpopularniejszych firm na rynku, czyli Canona, Nikona. Wśród liczących się producentów są też Sony, Olympus, Panasonic, Pentax.

Oprócz aparatów, na półkach powinny znaleźć się też akcesoria do nich. Najczęściej sprzedają się lampy błyskowe, konwertery, filtry, baterie oraz futerały. Przedstawiciele sklepów podpowiadają, że w ostatnim czasie hitem są obiektywy z zoomem optycznym przeznaczone do smartfonów. Na razie oferuje je do swoich telefonów Sony. Jednak w planach ich wprowadzenie mają też kolejni producenci. Urządzenie kosztuje od 600 do 1500 zł. Nie jest więc tanie, w związku z tym jest mało atrakcyjne dla marketów.

Warto wiedzieć, że powoli odradza się popyt na kamery, w związku z czym je również można dołożyć do oferty. W ubiegłym roku Polacy wydali na nie już 92,5 mln zł, czyli o 1 mln zł więcej niż rok wcześniej. Eksperci z JVC zauważają, że duża w tym zasługa nowej mody polegającej na nagrywaniu własnych wyczynów sportowych lub jazdy samochodem. Stąd rosnąca sprzedaż kamer PRO.

Sposobem na zjednanie sobie klientów może być też wprowadzenie giełdy używanego sprzętu. Warto jednak wiedzieć, że na rynku wtórnym poszukiwane są przeważnie modele z górnej półki.

Przyciągnąć klienta

Eksperci zauważają, że nawet bardzo rozbudowana oferta nie wystarczy, by przyciągnąć klientów. Istotną rolę w powodzeniu biznesu odgrywa personel umiejący profesjonalnie doradzić przy zakupie sprzętu, znający plusy i minusy każdego z aparatów, śledzący na bieżąco specjalistyczne fora i publikacje. - Najlepszym źródłem informacji jest oczywiście internet. Producenci aparatów dbają o to, by w sieci można było odnaleźć precyzyjny opis ich urządzeń. Oprócz tego w internecie jest mnóstwo stron, portali z filmami pokazującymi możliwości danych modeli aparatów oraz fora, na których ich właściciele wymieniają się własnymi spostrzeżeniami na ich temat - podpowiada Marek Rokita.

Innym źródłem wiedzy są sami dostawcy. Ci, wraz z wprowadzaniem nowego modelu aparatu organizują szkolenia dla handlowców. Są one bezpłatne, a skorzystać z nich mogą zarówno pracownicy sklepów, które bezpośrednio współpracują z danymi markami, jak i tych, które w sprzęt zaopatrują się przez dystrybutorów.

- Dbamy o to, by nasi partnerzy wiedzieli o tego rodzaju kursach doszkalających. Dodam, że wielu producentów organizuje je nie tylko u siebie w centrali, ale też bezpośrednio w sklepach - tłumaczy Marek Rokita.

Pod tym względem nie ma więc znaczenia, kto jest dostawcą sprzętu. Jest to istotne tylko z punktu widzenia osiąganych w trakcie działalności marż. Sklepy, które towar będą odbierały bezpośrednio od producenta, mają szansę generować większe marże od tych, które zaopatrywać się będą u dystrybutorów. Prawda jest jednak taka, że na bezpośrednią współpracę z producentami mogą liczyć sieci albo duże sklepy działające na rynku od wielu lat, osiągające duże obroty. - Można przyjąć, że średnia marża, jaką można osiągnąć na droższym sprzęcie, wynosi od 8 do 10 proc., a na tańszym ok. 3 proc. - informuje Marek Rokita.

@RY1@i02/2014/194/i02.2014.194.13000010a.802.jpg@RY2@

Sprzedaż aparatów fotograficznych w Polsce

Patrycja Otto

patrycja.otto@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.